Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
10.

Potwór - tylko tak mogłam określić swoją osobę w obecnym stanie. W pociemniałych oczach zalanych powiększonymi źrenicami, czaiło się istne szaleństwo, które poczęło dominować nad każdą komórką mego słabego ciała. Świadomość sytuacji uciekała gdzieś w głąb czaszki, ustępowała fanatycznemu przekonaniu, że nie jestem w stanie zmierzyć się z siłą magii, jaka wrzała w moich żyłach. Choć skórę palił najprawdziwszy ogień, to dłonie miałam zimne niczym lód, a twarz bladą, jakbym spędziła co najmniej kilka nocy na paskudnym mrozie. Kosmyki unoszących się włosów łaskotały nieco zapadnięte od emocji policzki, a zęby zgrzytały nieprzyjemnie, uwydatniając delikatną linię żuchwy. Istna pustka wypełniała moją czaszkę, w której echem odbijały się dzikie szepty, głosy mamrotane w rdzennym języku czarownic. Zachowywałam się jak osoba szalona; popadałam w istny obłęd i nie kontrolowałam żadnego ruchu. Spierzchnięte wargi samoistnie poruszały się, wypowiadały zaklęcia, o których znajomości nie miałam kompletnego pojęcia. Każda wykonywana przeze mnie czynność była pod zupełną kontrolą czarnego przekleństwa, płynącego prosto ze swego źródła - tatuażu. Trawił on skórę na moich plecach, zdawał się wżerać do środka, zupełnie jakby chciał przeniknąć do kości; czułam się jak bydlę znaczone rozżarzonym prętem.
Choć gdzieś w głębi miałam świadomość swoich poczynań, to nie byłam w stanie tego zatrzymać. Chaos jaki rozpętałam w przeciągu zaledwie paru minut był przerażający, wprawiał mnie tylko w jeszcze większą plątaninę emocji. Czułam jak destrukcyjna magia kumuluje się gdzieś wewnątrz, pali trzewia, pragnie wydostać się na zewnątrz i zniszczyć wszystko, co było na drodze. Choć wzrok był dziki, a z gardła wydobywało się nieludzkie warczenie, gdzieś podświadomie byłam wdzięczna za nagłą reakcję króla Iudicium, w wyniku której nie byłam w stanie poruszyć się nawet o milimetr. W powietrzu uniósł się nieprzyjemny zapach ozonu, a każdą komórkę mego ciała ściął istny lód. Warknęłam niekontrolowanie, próbowałam się wierzgać, aczkolwiek na nic się to nie zdawało. Pod wpływem ogarniającego mnie szaleństwa wrzasnęłam, jakby nie mogąc znieść myśli, że to ma być koniec, że mogłabym zaprzestać uwalnianiu magii i siania tego fascynującego chaosu. Przerażałam samą siebie, to nie byłam prawdziwa ja. Kiedy chodziło o moje niebezpieczne zdolności, to stawałam się potworem, przekleństwo skutecznie odbierało mi zdrowy rozsądek i wolną wolę.
Miliony myśli kuły czaszkę. Ledwo potrafiłam skupić się na tym, co działo się wokół mnie. Widziałam jak blondyn zbliża się ku mnie, porusza ustami, szepcząc pod nosem zaklęcia. Szalejący w pomieszczeniu wiatr, a także łacińskie krzyki przodków, potężnych czarownic, które wypełniały moją głowę, uniemożliwiały mi zrozumienie wypowiadanych słów. Ogarniająca mnie agonia nie pozwalała na niczym się skupić; nie dostrzegłam momentu, w którym Hav'caaren stanął tuż przed mym obliczem. Jego bliskość wywołała u mnie szok, wstrząs przeszył całe znieruchomiałe ciało. Wyczuwałam od niego potężną magię, moc, która działała niczym magnez na siłę przepływającą przez moją każdą komórkę. Było to dla mnie coś nowego; nie doświadczyłam jeszcze równie intensywnego odczucia. Żaden z magów pochodzących z mego królestwa, nie oddziaływał na mnie w tak namiętny i dotkliwy sposób.
Ciepłe dłonie mężczyzny, które znikąd pojawiły się na mych policzkach, silnie kontrastowały z zimnem mojej skóry. Ten dotyk palił, docierał do każdego zakątka mego ciała. Nagła bliskość nie była krępująca, wręcz przeciwnie, przez nią nawiązała się pomiędzy nami jakaś dziwna nić, magiczne powiązanie, które duchowo zbliżyło nas do siebie. Z licznych opowiadań i ksiąg wiedziałam, że wspólne używanie równie silnej mocy potrafi być o wiele bardziej intensywne oraz intymne, niż niejedno wymienienie czułości przez najszczerszych kochanków, aczkolwiek nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam - aż do tego momentu.
Zbyt wiele czynników oddziaływało na mnie w tym samym czasie. Nieokiełznana moc, krzyki czarownic, palący dotyk władcy, a także jego ciepły oddech, uderzający o moje rozchylone wargi. Gdy blondyn poruszył ustami oczy zalała mi istna mgła, zamazująca widoczność. Ciężki, szybki oddech uspokajał się, a furia jakby powoli zaczęła ustępować. Pulsowanie w żyłach malało, ból tracił na sile, a wewnątrz pojawiało się nieznane uczucie ukojenia; zupełnie jak lód przyłożony do mocnego potłuczenia na ciele. Wszystkie wywołane anomalie nagle zniknęły. Nogi zadrżały mi niekontrolowanie; ciało opuściły wszelkie siły. Z oczu zniknęła dzika furia, gardło wydobyło głęboki wdech. Gwałtownie upadłam na popękaną posadzkę, zanosząc się niekontrolowanym kaszlem. Dłonie przyłożone do chłodnego kamienia przywracały zdrowy rozsądek, pozwoliły na unormowanie oddechu i ułożenie wszystkich myśli. Nie wiem ile czasu spędziłam tak siedząc u stóp, zapewne zadowolonego, króla, aczkolwiek nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia. Byłam wyzbyta ze wszelkich sił, z pewnością nie byłabym w stanie podnieść się na własnych nogach.
- Chciała... - zaczęłam, aczkolwiek ponownie zniosłam się silnym kaszlem. Spuściłam twarz ku ziemi, zaciskając kurczowo powieki. Pomagało przy nudnościach i wirowaniu przed oczami. - Chciałabym odpocząć - wychrypiałam ledwie słyszalnie, ocierając wierzchem dłoni stróżkę krwi, jaka popłynęła mi z nosa i skapnęła na suknię oraz zakurzoną posadzkę. Przełknęłam gorzko swą dumę i podniosłam powolnie głowę, spoglądając niemalże błagalnie na oblicze triumfującego władcy. Wygrał. Wiedzieliśmy to oboje.
------------------------------------------------------------------------------------