Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
9.

W pierwszych sekundach wydało mi się, że moja prowokacja nie podziałała. Że może droga do mocy nie prowadzi przez wściekłość, żal ani rozczarowanie, choć powinna była przecież reagować na każde mocniejsze emocje dziewczyny – a ja prawdopodobnie umiałem rozbudzić tylko te negatywne. Poczułem gorzki smak zawodu i gniewnie zmrużyłem oczy, nie odrywając czujnego spojrzenia od dziewczyny. Miałem wrażenie, że przez to jak długo się na siebie patrzyliśmy bez sekundy przerwy, widok jej twarzy wyrył mi się pod powiekami i długo go nie zapomnę.
Ale przegrana trwała dosłownie tylko kilka dłużących się sekund. Pierwszą oznaką, że zbliża się coś większego niż można było przypuszczać że istnieje, był magiczny impuls. Przeszył moją pierś na wskroś, wdarł się do mojego ciała tak gwałtownie, że zaparł mi dech, na chwilę zatrzymał akcję serca. Po tym łapczywie złapałem powietrze i zdałem sobie sprawę, że ciężko oddycham, niemal dyszę. Pierwszym fizycznym znakiem, że dziewczyna przełamała barierę – albo że została ona złamana od środka przez magię – były oczy księżniczki. Ciemne, dzikie, nieludzkie. I włosy unoszące się do góry mimo że nie było wiatru, wbrew wszelkim prawom fizyki.
Triumf wziął górę nad strachem, którego ukłucie poczułem w okolicy żeber pierwszy raz od wieków. Udało mi się. Granice się zatarły. Nie panuje nad sobą, czułem to całym swoim jestestwem. Szyby pękły gwałtownie z głuchym trzaskiem, rozpadły się na miliardy kawałeczków. Wyjący wiatr wdarł się do pomieszczenia, dął w sali tronowej, szarpał moje włosy i królewską szatę. Zrobiło się lodowato zimno, ale nie potrafiłem powiedzieć czy to kwestia braku okien czy czarów – nawet na zewnątrz o tej porze nie było takiego przenikliwego chłodu. Przenikał przez wilcze futro naszyte na mojej królewskiej szacie i ścinał krew w żyłach, dostawał się do samego szpiku kości.
Wszystko było tak mało rzeczywiste, jakby nie działo się naprawdę. Ale czułem to. Moc, o której zwykły śmiertelnik mógłby tylko śnić. Moc równa najpotężniejszym demonom, których nie dało się usidlić. Zapach ozonu nasilił się znacznie bardziej. Żywioły rozszalały się na dobre i nie zamierzały przestać, dołączały się kolejne dziwne oznaki braku panowania nad mocą.
Księżniczka wrzeszczała, a jej głos dudnił mi w głowie. Odbijał się od ścian i mimo że wiatr wył i zawodził, mimo że błyskawice trzaskały tuż obok nas – wciąż jej głos był najlepiej słyszalny, mimo że nie potrafiłbym usłyszeć nawet własnych myśli. Robiło się niebezpiecznie, ale właśnie niebezpieczeństwo było piękne.  Wiedziałem, że przy drzwiach wciąż dzielnie stoi moje oparcie, moja magiczna moc, mój pojemnik – mój wieczny sługa. Czułem przyspieszony rytm swojego serca spowodowany ekscytacją, radością, pożądaniem aby ta moc była w moim posiadaniu.
Ale trzeba było skończyć to przedstawienie żeby zapobiec katastrofie. Choć miałem ogromną ochotę patrzeć, jak burzy wszystko dookoła, jak moc zostawia po sobie same gruzy zamku, wypaloną ziemię wokół stóp dziewczyny i martwe ciała, to jednak nie było moimi celami zburzenie zamku i moja śmierć. Nie mogłem pozwolić na zdemolowanie komnaty tronowej tylko po to, żeby móc odczuwać moc we wszystkich kościach – moc, która nigdy nie będzie mogła płynąć równie mocno prosto z mojego umysłu, nie będzie mogła  pochodzić  ode mnie.
Wstałem, choć ciężko było się utrzymać na nogach kiedy cała podłoga drżała niebezpiecznie. Przez chwilę podtrzymywałem się oparcia tronu, ale szybko się wyprostowałem. Ciężko będzie zatrzymać taką potęgę i nigdy nie dałbym razy tego zrobić sam. Na szczęście nie byłem sam. Stanąłem na szeroko rozstawionych stopach, uniosłem obie ręce do góry i czubki palców skierowałem w stronę kobiety, która dotąd skrywała się w cieniu przy drzwiach. Wykonałem szybko jeden bardzo skomplikowany znak, a szmaragd na jej szyi zabłysnął jasno. Było to trudne zadanie, biorąc pod uwagę wciąż rosnącą moc zaklęć, a także przez przyspieszający wiatr i trzęsącą się ziemię, skrzeczącą w posadach całą salę.
Aedd Gynvael!* — krzyknąłem, unosząc ręce jeszcze wyżej, tym razem w celu utrzymania księżniczki w jednej pozycji, w jednym miejscu.
Czar przepłynął przeze mnie, na kilka sekund skuwając lodem każdą komórkę ciała, ale już po chwili zimno spłynęło z palców i rozpłynęło się na wietrze. Zapach ozonu nasilił się mimo szalejącego wiatru. Skorzystałem z okazji, że dziewczyna nie mogła się ruszyć, jednym susem zeskoczyłem z podestu tronowego i dopadłem do niej. Natychmiast położyłem dłonie na jej obu policzkach i lekko ku sobie uniosłem jej twarz niczym najdelikatniejszy kochanek, który zaraz ma pocałować swoją oblubienicę.
W tej chwili poczułem magię. Zielone światło zalało mi oczy, obraz się rozmył, a ja poczułem potęgę, siłę, o jakiej nawet nie marzy zwykły śmiertelnik. Nie musiałem podnosić wzroku żeby wiedzieć, że służąca stoi na szeroko rozstawionych nogach, z rękami uniesionymi ku górze i palcami rozczapierzonymi jakby chciała urwać spory kawał nieba. Głowę miała odchyloną do tyłu, usta szeroko otwarte, jakby zastygły w niemym okrzyku, a oczy uciekały jej w głąb czaszki.
Esseath Cáelm** — tym razem szepnąłem zaklęcie uspakajające niemal prosto w jej usta.
Liczyłem na to, że wystarczy tyle na uspokojenie tak nieokiełznanej mocy. Czekałem na efekt, niecierpliwie, z kiełkującą gdzieś głęboko wewnątrz mnie niepewnością. Za to rozrastało się we mnie wyczerpanie, cena jaką płaciłem za używanie nieswojej mocy. Nogi zaczęły mi drżeć.

*Aedd Gynvael – okruch lodu
**Esseath Cáelm – jesteś spokojna
W moim tłumaczeniu .3.
------------------------------------------------------------------------------------