Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
11.

Trzymałem w dłoniach burzę, trzymałem w dłoniach sztorm. Objąłem potęgę wszystkich oceanów na ziemi, a jednocześnie potężny pożar trawiący setki hektarów lasów. Dotknąłem głębin i wspiąłem się na najwyższy szczyt łańcuchów górskich. Sięgnąłem prastarych rodów czarownic, cofnąłem się w czasie i wybiegłem w przyszłość.
Magia trawiła moje wnętrzności, dotyk skóry dziewczyny spowodował, że wdarła się gwałtownie w moje ciało. Miałem wrażenie, że jestem z nią jednością, ale tylko przeze mnie przepływała. Potęga, jakiej jeszcze w całym życiu nie dane mi było odczuć. Jej strumień był tak mocny, że szarpał brzegi mojej czarnej duszy, zdawał się odrywać jej kawałki i brać z gwałtownym prądem, porywać w dal. Jej magia niemal całkiem wyparła szmaragdową magię demona stojącego za naszymi plecami. Byłem pusty i przepełniony jednocześnie.
Nigdy nie czułem tak wielu tak potężnych sprzeczności. Miałem wrażenie, że rzucone przeze mnie zaklęcie – kiedy to było, godzinę czy kilka sekund temu? – nie ma szans zadziałać, że nie uciszę huraganu zwykłym bawełnianym parawanem. Bo tym zdawało się teraz być moje zaklęcie przy mocy, jaka szalała w głębi ciała księżniczki i w moim ciele jaka wyrywała się na wolność i jaka szalała w zapewne całym zamku. Ale podziałało. Jakimś cudem.
W jednej chwili wszystko zniknęło, a potęga cofnęła się w głąb ciała dziewczyny, wróciła za mur odgradzający ją od rzeczywistości. Natychmiast opuściłem dłonie, czy może raczej same opadły z braku sił. Czułem, że kolana trzęsą mi się niekontrolowanie, bałem się że mogą nie utrzymać mojego ciężaru, że mogą się ugiąć i odmówić posłuszeństwa. Ciężko dysząc, patrzyłem jak księżniczka upada na podłogę. Nie byłem na siłach, żeby temu zapobiec, z resztą nawet jeśli byłbym w pełni sił, i tak bym tego nie zrobił. Ktoś, kto nie może ustać o własnych siłach, musi upaść – a przed upadkiem ja nikogo nie będę ratował. Podniosłem zmęczone spojrzenie na służącą, która znajdowała się za naszymi plecami. Dyszała ciężko, dłonie oparła na kolanach i tak tkwiła zgięta w pół, z głową zwieszoną bezwładnie między ramionami i włosami zasłaniającymi twarz. Z trudem zmusiłem się do wykonania znaku i szmaragd na szyi kobiety przy drzwiach znów stał się zwykłą ozdobą, zupełnie jakby zawsze nią był.
Już dawno nie przepuściłem przez swoje ciało tak wiele ich mocy i zdaje się, że to nadszarpnęło moje zdrowie. Cholera, będę musiał więcej ćwiczyć, skoro tak mało wystarcza, żeby mnie wykończyć. Zdaje się, że księżniczka będzie idealnym manekinem dla moich ćwiczeń. Zacisnąłem mocno szczęki i zwalczałem mdłości, kiedy dziewczyna u moich stóp kaszlała jak szalona, chciałem też przeczekać aż czarne plamki przestaną mi tańczyć przed oczami. Nie wiem jaka siła wciąż utrzymywała mnie w pionie – chyba tylko moja własna determinacja i niemożliwość dopuszczenia do siebie porażki.
Wyczerpanie przepływało falami przez moje ciało. Miałem obraz tego, co potrafi zrobić na wpół leżąca przede mną dziewczyna. Fascynacja i pożądanie, jakie rozbudziła we mnie ta potęga mieszała się po raz pierwszy raz od dawna z bolesnymi, poniżającymi ukłuciami strachu. Byłem zbyt słaby. Byłem wciąż, kurwa, zbyt słaby.
Spojrzałem w dół na dziewczynę. Nie byłem dżentelmenem i nie zamierzałem go udawać. Musi wiedzieć, z kim ma do czynienia, musi znać prawdziwego mnie. Zatem nie siląc się na pomoc jej przy wstaniu, zmusiłem się do wejścia po kamiennych schodach i z głuchym łupnięciem opadłem na tron. Całe moje ciało się trzęsło, spazmy bólu robiły się nie do wytrzymania. Cierpienie wykrzywiało wyraz mojej twarzy, co napawało mnie wstrętem do samego ciebie. Wziąłem kilka głębokich oddechów, żeby mieć pewność, że mój głos nie zadrży przy mówieniu tego, co musiałem powiedzieć
— To był test — odezwałem się w końcu chrapliwym głosem, poniekąd ignorując jej potrzebę odpoczynku. — Przedsmak tego, co cię tu czeka. Droga do panowania nad magią to droga do panowania nad sobą. Ciężka, stroma i wyboista, wąska górska ścieżka. Będzie bolało, będziesz upadać i nikt nie będzie ci pomagał się podnieść — mówiłem cicho, głównie dlatego że nie miałem sił aby podnieść głos. Przymknąłem powieki, a kiedy je podniosłem po kilkunastu sekundach, spojrzałem prosto na dziewczynę. — Ale to jedyna możliwość zyskania potęgi. Zazwyczaj młodych czarodziejów u progu dojrzałości pyta się, czy zamierzają przejść tą drogę czy nie wolą się poddać bez próby i na zawsze stracić magię. A wybór ten jest ciężki, uwierz mi. Niestety ciebie nikt o to nie pytał. I nikt już cię nie zapyta — dodałem, wzruszając przy tym lekko ramionami. — Sama widzisz, co potrafi zrobić nieokiełznana moc.
Rozglądałem się po pomieszczeniu. Będę musiał wezwać podrzędne czarodziejki żeby naprawiły zniszczenia, sklepiły popękaną podłogą i naprawiły szyby, które roztrzaskała księżniczka. Mała cena za tak piękny pokaz.
— Możesz teraz odpocząć — mruknąłem, z trudem podnosząc rękę i niedbałym gestem nakazując wciąż stojącej w tej samej pozycji służącej, aby pomogła wstać księżniczce. Mi też przyda się przerwa, chociaż nie powiedziałem tego na głos. — Ale już dzisiaj zaczniemy ćwiczyć — dodałem, jakbym dopiero sobie o tym przypomniał.
Odchyliłem się na tronie i zamknąłem oczy. Ból promieniował z każdej komórki mojego ciała.
------------------------------------------------------------------------------------