Trzymałem w dłoniach burzę, trzymałem w dłoniach sztorm. Objąłem
potęgę wszystkich oceanów na ziemi, a jednocześnie potężny pożar trawiący setki
hektarów lasów. Dotknąłem głębin i wspiąłem się na najwyższy szczyt łańcuchów
górskich. Sięgnąłem prastarych rodów czarownic, cofnąłem się w czasie i
wybiegłem w przyszłość.
Magia trawiła moje wnętrzności, dotyk skóry dziewczyny
spowodował, że wdarła się gwałtownie w moje ciało. Miałem wrażenie, że jestem z
nią jednością, ale tylko przeze mnie przepływała. Potęga, jakiej jeszcze w
całym życiu nie dane mi było odczuć. Jej strumień był tak mocny, że szarpał
brzegi mojej czarnej duszy, zdawał się odrywać jej kawałki i brać z gwałtownym
prądem, porywać w dal. Jej magia niemal całkiem wyparła szmaragdową magię
demona stojącego za naszymi plecami. Byłem pusty i przepełniony jednocześnie.
Nigdy nie czułem tak wielu tak potężnych sprzeczności. Miałem
wrażenie, że rzucone przeze mnie zaklęcie – kiedy to było, godzinę czy kilka
sekund temu? – nie ma szans zadziałać, że nie uciszę huraganu zwykłym
bawełnianym parawanem. Bo tym zdawało się teraz być moje zaklęcie przy mocy,
jaka szalała w głębi ciała księżniczki i w moim ciele jaka wyrywała się na
wolność i jaka szalała w zapewne całym zamku. Ale podziałało. Jakimś cudem.
W jednej chwili wszystko zniknęło, a potęga cofnęła się w głąb ciała
dziewczyny, wróciła za mur odgradzający ją od rzeczywistości. Natychmiast
opuściłem dłonie, czy może raczej same opadły z braku sił. Czułem, że kolana
trzęsą mi się niekontrolowanie, bałem się że mogą nie utrzymać mojego ciężaru,
że mogą się ugiąć i odmówić posłuszeństwa. Ciężko dysząc, patrzyłem jak
księżniczka upada na podłogę. Nie byłem na siłach, żeby temu zapobiec, z resztą
nawet jeśli byłbym w pełni sił, i tak bym tego nie zrobił. Ktoś, kto nie może
ustać o własnych siłach, musi upaść – a przed upadkiem ja nikogo nie będę
ratował. Podniosłem zmęczone spojrzenie na służącą, która znajdowała się za
naszymi plecami. Dyszała ciężko, dłonie oparła na kolanach i tak tkwiła zgięta
w pół, z głową zwieszoną bezwładnie między ramionami i włosami zasłaniającymi
twarz. Z trudem zmusiłem się do wykonania znaku i szmaragd na szyi kobiety przy
drzwiach znów stał się zwykłą ozdobą, zupełnie jakby zawsze nią był.
Już dawno nie przepuściłem przez swoje ciało tak wiele ich mocy i
zdaje się, że to nadszarpnęło moje zdrowie. Cholera, będę musiał więcej
ćwiczyć, skoro tak mało wystarcza, żeby mnie wykończyć. Zdaje się, że
księżniczka będzie idealnym manekinem dla moich ćwiczeń. Zacisnąłem mocno
szczęki i zwalczałem mdłości, kiedy dziewczyna u moich stóp kaszlała jak
szalona, chciałem też przeczekać aż czarne plamki przestaną mi tańczyć przed
oczami. Nie wiem jaka siła wciąż utrzymywała mnie w pionie – chyba tylko moja
własna determinacja i niemożliwość dopuszczenia do siebie porażki.
Wyczerpanie przepływało falami przez moje ciało. Miałem obraz
tego, co potrafi zrobić na wpół leżąca przede mną dziewczyna. Fascynacja i
pożądanie, jakie rozbudziła we mnie ta potęga mieszała się po raz pierwszy raz
od dawna z bolesnymi, poniżającymi ukłuciami strachu. Byłem zbyt słaby. Byłem
wciąż, kurwa, zbyt słaby.
Spojrzałem w dół na dziewczynę. Nie byłem dżentelmenem i nie
zamierzałem go udawać. Musi wiedzieć, z kim ma do czynienia, musi znać
prawdziwego mnie. Zatem nie siląc się na pomoc jej przy wstaniu, zmusiłem się
do wejścia po kamiennych schodach i z głuchym łupnięciem opadłem na tron. Całe
moje ciało się trzęsło, spazmy bólu robiły się nie do wytrzymania. Cierpienie
wykrzywiało wyraz mojej twarzy, co napawało mnie wstrętem do samego ciebie.
Wziąłem kilka głębokich oddechów, żeby mieć pewność, że mój głos nie zadrży
przy mówieniu tego, co musiałem powiedzieć
— To był test — odezwałem się w końcu chrapliwym głosem, poniekąd
ignorując jej potrzebę odpoczynku. — Przedsmak tego, co cię tu czeka. Droga do
panowania nad magią to droga do panowania nad sobą. Ciężka, stroma i wyboista,
wąska górska ścieżka. Będzie bolało, będziesz upadać i nikt nie będzie ci
pomagał się podnieść — mówiłem cicho, głównie dlatego że nie miałem sił aby
podnieść głos. Przymknąłem powieki, a kiedy je podniosłem po kilkunastu
sekundach, spojrzałem prosto na dziewczynę. — Ale to jedyna możliwość zyskania
potęgi. Zazwyczaj młodych czarodziejów u progu dojrzałości pyta się, czy
zamierzają przejść tą drogę czy nie wolą się poddać bez próby i na zawsze
stracić magię. A wybór ten jest ciężki, uwierz mi. Niestety ciebie nikt o to
nie pytał. I nikt już cię nie zapyta — dodałem, wzruszając przy tym lekko
ramionami. — Sama widzisz, co potrafi zrobić nieokiełznana moc.
Rozglądałem się po pomieszczeniu. Będę musiał wezwać podrzędne
czarodziejki żeby naprawiły zniszczenia, sklepiły popękaną podłogą i naprawiły
szyby, które roztrzaskała księżniczka. Mała cena za tak piękny pokaz.
— Możesz teraz odpocząć — mruknąłem, z trudem podnosząc rękę i
niedbałym gestem nakazując wciąż stojącej w tej samej pozycji służącej, aby
pomogła wstać księżniczce. Mi też przyda się przerwa, chociaż nie powiedziałem
tego na głos. — Ale już dzisiaj zaczniemy ćwiczyć — dodałem, jakbym dopiero
sobie o tym przypomniał.
Odchyliłem się na tronie i zamknąłem oczy. Ból promieniował z
każdej komórki mojego ciała.
