Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
12.

Byłam zbyt wstrząśnięta sytuacją jaka chwilę temu miała miejsce, by zwrócić większą uwagę na brak dobrego wychowania i taktu od strony mężczyzny. Przeszedł tuż przed moją klęczącą postacią od tak, jakby uważał, że moje miejsce było właśnie u jego stóp, na zakurzonej posadzce. Nie byłam pewna, czy blondyn był właśnie tego typu osobą, której obojętny był los drugiego człowieka, czy może bardziej robił to dla pokazu, jakby chcąc mnie nauczyć tego, że nie powinnam oczekiwać po nim jakiś ludzkich odruchów. Odrzucała mnie jego ignorancka postawa. Nie byłam przyzwyczajona do takiego traktowania; szczególnie nienawidziłam, gdy inni podchodzili do mej osoby z jawnym lekceważeniem. To, że byłam jego więźniem nie mogło wymazać z mej krwi tego kim byłam, w jakiej rodzinie się urodziłam. Nie pozwolę sobie na takie traktowanie.
- Wiesz, wasza wysokość - zaczęłam ciężko, ledwo utrzymując się na drżących dłoniach. Klęłam w myślach na swój bezwład w nogach, przez który byłam zwyczajnie przyszpilona do zimnego kamienia, jakim wyłożona była podłoga w sali tronowej. - Bycie dżentelmenem nigdy nie wychodzi z mody - prychnęłam, uśmiechając się do niego cierpko. Wymieniłam z nim twarde spojrzenie, licząc na to, że swoją lekceważącą postawą wobec jego osoby udało mi się go rozdrażnić chociaż w minimalnym stopniu. Musiał wiedzieć, że choć fizycznie byłam słaba, to miałam silnego ducha walki i nie będę pozwalała na stłamszenie się. Nie byłam osobą, którą łatwo było złamać, gdy coś sobie postanowiłam, to się tego kurczowo trzymałam. Swoje racje przekładałam ponad wszystko, byłam uparta i irytująca, może czasem nawet bezczelna. Ale to właśnie dzięki temu nadal istniałam, nie ugięłam się pod niesprawiedliwością tego świata. Tylko silni mogli przetrwać; bycie księżniczką wiązało się z wiecznymi zdradami od strony najbliższych. Nie można nikomu ufać, powierzać wszystkich swoich tajemnic. Wszystko co mogłoby ci zaszkodzić zatrzymujesz dla siebie samego, tłamsisz to w sobie i choć wypala cię to od środka, wiesz, że to jedyna słuszna droga.
Chłonęłam każde słowo wydostające się z gardła króla Iudicium, jednak nie skomentowałam tego w żaden sposób; wręcz udawałam, że wszystko spłynęło po mnie jak po przysłowiowej kaczce.  Nie chciałam z nim o tym rozmawiać, był ostatnią osobą, z jaką miałabym chęć dzielenia się swoimi przeżyciami w związku z bólem jakiego doznawałam. Brzmiał jak osoba doświadczona przez los, z pewnością wiedział na temat magii więcej niż ja sama. Nie mogłam pogodzić się z faktem, że ten impertynencki arogant mógłby mnie czegokolwiek nauczyć.
- Wzrusza mnie twa uprzejmość, panie - wymruczałam przez zaciśnięte kurczowo zęby, gdy niedbałe machnięcie ręką dało mi przyzwolenie na opuszczenie sali tronowej. Bezczelność blondyna nie posiadała żadnych granic, traktował mnie jak jakiś przedmiot, który mógł przestawiać z kąta w kąt, wedle własnego uznania. Według niego należałam do jego osoby, miałam być uległa i godzić się na każdy wydany rozkaz. Zupełnie jakbym była tu z własnej woli, a to że mi "pomagał", było oznaką jego łaskawości i dobroci.
Na słowa dotyczące planów na dzisiejszy dzień, nie odezwałam się choćby słowem. Nawet na niego nie spojrzałam, zupełnie jakby jego uwaga przeleciała obok mnie mimo uszu. Nie widziałam potrzeby by z nim dyskutować; swoje wiedziałam i zamierzałam wyciągnąć to na wierzch. Jeśli nie będę w stanie kontynuować, jak on to nazwał, "ćwiczeń", to nie zamierzałam robić tego na siłę. Czułam się wystarczająco wyssana z życia, świadczyły o tym nie tylko podkrążone oczy i krew na ubraniu, ale także niemożność wstania o własnych siłach. Kiedy służka władcy posłusznie pomagała mi się podnieść, wykorzystałam sytuację, by móc się jej lepiej przyjrzeć. Od samego początku wydawała mi się jakaś dziwna. Czułam od niej coś niepokojącego, co uwalniało wewnątrz mnie stan ostrożności i delikatnie kruszyło mur, za którym skrywałam całe darowane mi przekleństwo.
Dziewczyna niemalże podniosła mnie do góry, a następnie przytrzymała silnie w pasie, bez najmniejszego problemu. Być może nie należałam do masywnych osób, byłam raczej krucha i filigranowa, aczkolwiek było wykluczone, by normalna kobieta mogła poradzić sobie z moim ciałem z tak zaskakującą lekkością. Gdy udało mi się na chwilę złapać jej intensywne spojrzenie, nieświadomie zadałam jej nieme pytanie "Kim ty właściwie jesteś?". Ta jakby to zrozumiała, gdyż coś niebezpiecznego błysnęło w jej oczach, a na wargi wdarł się lekko widoczny, przeraźliwy uśmiech. Pochłonięta milionem pytań zakorzenionych w mojej głowie, nawet nie zorientowałam się, gdy zostałam wyprowadzona z sali tronowej i przetransportowana do komnaty, która od teraz miała stanowić moje cztery ściany.
- Przygotowano dla panienki kąpiel - służka wskazała subtelnie dłonią parawan, za którym stała sporych rozmiarów, kamienna wanna. Nad nią unosiła się gęsta para o mlecznym odcieniu, na powierzchni wody pływały płatki zaczerwienionych żywo róż, a po całym pomieszczeniu roznosił się przyjemny, kwiatowy zapach. Mimo wszelkich okoliczności, zapragnęłam czym prędzej zanurzyć obolałe ciało w gorącej cieczy.
- Proszę się odprężyć i odpocząć - niewinnie ponagliła mnie, a ja nie miałam sił się z nią spierać. Pozwoliłam, by dziewczyna pomogła mi rozebrać się z poszarpanej i brudnej sukni oraz rozczesać poplątane kosmyki włosów. Następnie przypilnowała, bym przypadkiem nie utopiła się wchodząc do wypełnionej po same brzegi wanny.
- Przyjdę do księżniczki w porze obiadu. Jeśli król wyrazi chęci, to spożyje go pani w jego towarzystwie - uśmiechnęła się sztucznie, co natychmiastowo odwzajemniłam. Dodałam jedynie trochę więcej jadu do całego gestu. - Służki przyniosą panience suknię i zajmą się fryzurą. Gdyby czegoś księżniczka potrzebowała, wystarczy zadzwonić dzwonkiem - wskazała na złoty dzwoneczek, uwieszony przy jednej ze ścian. - Życzę miłej kąpieli - ukłoniła się nisko i zostawiła mnie samą pośród czterech ścian. W zupełnie obcym i nieznanym otoczeniu, z milionem sprzecznych myśli, przygłuszających wszelki rozsądek.
------------------------------------------------------------------------------------