Nie mam
bladego pojęcia ile czasu oddawałam się błogiemu stanu spokoju i kompletnej
nieobecności duchowej, aczkolwiek po kłującym zimnie wody, zgadywałam, że była
najwyższa pora przerwać kąpiel i wrócić do rzeczywistości. Naprędce wmasowałam
w swoje włosy kremową, gęstą substancję o przyjemnie kwiatowym zapachu, a
następnie zanurzając się, znikając całkowicie pod przeźroczystą taflą, pozbyłam
się piany z brązowych kosmyków. Stanęłam bosymi stopami na chłodny kamień,
którym prawdopodobnie wyłożone były niemalże wszystkie podłogi w tymże zamku. Nie
zwracając większej uwagi na gęsi skórkę, jaka wtargnęła na me ramiona oraz
brzuch, powolnie wytarłam ciało świeżym ręcznikiem, a następnie przyodziałam na
siebie jedwabny szlafrok, przygotowany uprzednio dla mej osoby przez służki.
Nim jednak zawiązałam jego poły, podeszłam na chwilę do ogromnego zwierciadła
utkwionego w pozłacanej ramie i powieszonego na jednej ze ścian, a następnie
ostrożnie zsunęłam materiał do połowy ramion. Wbiłam twardy wzrok w swe
odbicie, skupiając pełne bólu, a zarazem nienawiści, spojrzenie na paskudnym
znamieniu, szpecącym centralną część moich smukłych pleców. Tatuaż był
nieracjonalnie symetryczny, a zarazem piękny w swej zawiłości - to dlatego tak
bardzo byłam nim zniesmaczona. Jak coś, co przysparzało mi tyle bólu i cierpienia,
mogło zarazem urzekać?
-
Księżniczko - wzdrygnęłam się na niespodziewany głos służki. Gwałtownie
naciągnęłam na ramiona aksamitny materiał i zawiązałam go kurczowo z przodu,
mając wewnętrznie ogromne nadzieje na to, że stojąca w progu dziewczyna nie
zdążyła dostrzec odbicia moich pleców. Chrząknęłam cichutko, przeczesując
palcami swoje wilgotne włosy, z których kapały niewielkie krople wody.
- Proszę mi
wybaczyć to nagłe wtargnięcie, ale dostałam rozkaz by niezwłocznie przygotować
panienkę na obiad z królem - ukłoniła się delikatnie, a następnie wskazała
subtelnie dłonią na krzesełko ulokowane tuż przy wykonanej z białego drewna
toaletce. Jej brzegi były zdobione pięknymi ornamentami, a powierzchnia
zastawiona była mnóstwem kosmetyków oraz najszykowniejszą biżuterią. Skrzywiłam
się widocznie, coraz bardziej czując paradoks stwierdzenia "zamknięta w
złotej klatce".
- Nie musisz
mi w tym pomagać - oznajmiłam spokojnie, jednocześnie zaprzeczając samej sobie
i grzecznie siadając na wskazanym miejscu. Sama myśl, że miałabym stroić się
dla tego impertynenckiego gbura była nie do zniesienia i ewidentnie kuła
moją królewską dumę. Nie byłam dla niego żadną przyzwoitką, a tym bardziej jego
kobietą. Czemu rościł sobie prawa nawet do tego jak wyglądałam?
- Niemniej
jednak, nalegam. Król jasno dał mi do zrozumienia, że srogo odczuję
konsekwencje niewykonania swego zadania, więc bardzo proszę by...
-
Naturalnie, rozumiem - przerwałam jej sugestywnie dłonią, odrzucając na plecy
kosmyki brązowych włosów. Nie zamierzałam dopuścić, by ten arogant skrzywdził
kogoś z tak błahego i prześmiesznego powodu. - Zajmij się mną proszę jak
najlepiej - uśmiechnęłam się do dziewczyny ciepło, co nieśmiało odwzajemniła.
Sama nie wiem dlaczego, ale zdecydowanie wolałam tę służkę, od poprzedniej
usługującej mi kobiety. Tamta miałam w sobie coś, co podświadomie nakazywało mi
mieć się na baczności, nie ufać. Od szatynki, która obecnie rozczesywała moje
długie kosmyki, biła naturalna szczerość, nie wprawiała mnie w stan najeżonej
kotki, gotowej walczyć o swoje terytorium.
Przez
kolejne półtorej godziny, Yalena, bo tak nazywała się zajmująca się mną
służąca, skupiona była na moich włosach, a także twarzy. Jej dłoń
skrupulatnie operowała złotym grzebykiem, chcąc pozbyć się najmniejszego
kołtuna, by następnie pokusić się o subtelne upięcie moich skręconych po
kąpieli kosmyków. Kilka z nich swobodnie okalało moją twarz, reszta natomiast
została precyzyjnie upięta, ozdobiona śliczną spinką w kształcie motyla, którego
skrzydła wyłożone były mieniącymi się kamieniami. Jeśli chodzi o makijaż, tutaj
poprosiłam, by postarała się o jak najbardziej naturalny. Nie przepadałam
wyglądać jak porcelanowa lalka, zdatna jedynie do podziwiania z daleka. Dlatego
też Yalena przypudrowała delikatnie moją twarz oraz uwydatniła kości policzkowe
poprzez nałożenie znikomych ilości różu. Rzęsy z natury miałam długie i ciemne,
więc nie było potrzeby, by cokolwiek z nimi robić. Całą aparycję dopełniły
pomalowane na czerwień usta, które teraz wydawały się być jeszcze bardziej
pulchniejsze.
Gdy przyszło
mi wyselekcjonować jedną z czterech przedstawionych kreacji, starałam się
wybrać taką, która zdawała się być najmniej krzykliwa. Większość z nich miała
albo niemoralnie duży dekolt, albo odsłaniała niebezpiecznie plecy, czego
osobiście unikałam niczym ognia. Dlatego też mój wybór padł na czarną kreację,
która, musiałam z bólem przyznać, prezentowała się naprawdę zjawiskowo. Jedwabna,
sięgająca niemal kamiennej podłogi, idealnie dopasowana w talii, zupełnie jakby
szyta na miarę. Miała długie rękawy z czarnej koronki, gdzieniegdzie
przeźroczystej, ukazującej skórę ramion; podobna koronka zdobiła dekolt pod
szyją i obojczykami. Bezsprzecznie władca Iudicium miał do tego oko, aczkolwiek
nie zmieniało to żadnego faktu, iż jak dla mnie, była zbyt rzucająca się w
oczy, jak na zwykły, niezobowiązujący obiad.
- No i
gotowe - odezwała się zadowolona służka, gdy skończyła zakładać mi biżuterię. W
uszach mieniły się kolczyki zrobione z kamieni podobnych do tych, które tkwiły
w spince w kształcie motyla; dodatkowo na palcu serdecznym znalazł się srebrny
pierścień z czarnym niczym heban oczkiem.
-
Księżniczka pozwoli za mną i tak mamy kilkuminutowe opóźnienie, a król bardzo
nie lubi czekać - odparła nieco poddenerwowana, gestem ręki pośpieszając mnie
do opuszczenia komnaty. Posłusznie podążyłam za nią, aczkolwiek nie śpieszyłam
się z krokami. Nie dość, że długa kreacja i niewygodne buty ograniczały moje
ruchy, to nie mogłam pogodzić się z faktem, że miałabym lecieć na łeb na szyję
do tego bezdusznego gbura.
- Królowi
przydałoby się trochę ogłady. Nie za dobrze o nim świadczy, jeśli nie potrafi
zaczekać paru minut na kobietę, której sam kazał się stroić - prychnęłam pod
nosem, nawet nie próbując powiedzieć tego cicho. Miałam gdzieś, czy ktoś to
usłyszy i czy moje słowa, drogą plotek, nie dotrą do uszu samego
zainteresowanego.
-
Księżniczko, na miłość boską, proszę zważać na swoje słowa - dziewczyna
wyraźnie się zmieszała, zupełnie jakby to ona była autorką złośliwości względem
swego pana. - W tym zamku nie można mówić czego się chce, szczególnie w
towarzystwie króla - wyszeptała pod nosem, doskonale jednak wiedząc, że usłyszę
jej słowa. Zatrzymałyśmy się przed ogromnymi wrotami, nieco podobnymi do tych
od sali tronowej, aczkolwiek teraz znajdowałyśmy się w południowym skrzydle
zamku.
- Proszę na
siebie uważać - Yalena zwróciła się do mnie przodem, pochylając się w geście
szacunku, jak przystało na służkę. - Niech panienka nie drażni króla i pogodzi
się ze swoją sytuacją. Jeśli księżniczka będzie w pełni posłuszna, to
gwarantuję, że wszystko stanie się o wiele prostsze - uśmiechnęła się smutno,
widziałam, że było jej szkoda mojej osoby i tego w jakim położeniu się
znajdowałam. Uśmiechnęłam się do niej wymuszenie, nie chcąc jej mocno martwić.
Była jedyną uprzejmą tutaj osobą.
- Dziękuję,
że się mną zajęłaś - poczekałam aż ponownie dygnie, by następnie otworzyć
przede mną masywne wrota. Wzięłam głęboki wdech, wygładziłam wierzch sukni, a
następnie powolnie wkroczyłam do środka, automatycznie dostrzegając blondyna
zasiadającego u szczytu dziesięciometrowego stołu. Nieśpiesznie podchodząc w
jego kierunku, nie omieszkałam utrzymać silnego kontaktu wzrokowego, jakbym
chciała tym pokazać swoje małe zwycięstwo i powiedzieć "To ty na mnie
czekałeś, wasza wysokość". Zajęłam przeznaczone dla mnie miejsce tuż po
prawicy króla, klnąc w myślach na fakt, że nie mogłam usiąść po przeciwnej
stronie stołu. Przynajmniej dzieliłoby nas dziesięć metrów solidnego drewna, a
ja w spokoju mogłabym zająć się posiłkiem i nie silić na żadne zbędne rozmowy.
Popatrzyłam
jeszcze przez chwilę na groźne oblicze swego towarzysza, a następnie spojrzałam
przed siebie, tuż na widok rozpościerający się za ogromnych rozmiarów oknem.
Nawet na zewnątrz było mrocznie i nieprzyjemnie; zupełnie jakby klimat
utożsamiał się z samym władcą tegoż kraju.
- Nie żeby
mnie to interesowało, aczkolwiek etyka dobrego wychowania nakazuje, by znać
imię osoby, z którą spożywa się posiłek - odezwałam się spokojnie, na chwile
zaciskając swoje czerwone usta. Przez dłuższe kilka sekund skupiłam się na orle
szybującym gdzieś w przestworzach szarych chmur, a następnie przeniosłam intensywny
wzrok na twarz władcy.
- A więc,
królu Hav'caaren, zechciałbyś przedstawić mi swą godność? - Choć ani jeden
mięsień nie drgnął na mej twarzy, to wiedziałam, że ponownie igrałam z ogniem.
W głosie miałam wyczuwalną nutkę ironii; można było dostrzec moją irytację
zaistniałą sytuacją.
