Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
14.

Nie mam bladego pojęcia ile czasu oddawałam się błogiemu stanu spokoju i kompletnej nieobecności duchowej, aczkolwiek po kłującym zimnie wody, zgadywałam, że była najwyższa pora przerwać kąpiel i wrócić do rzeczywistości. Naprędce wmasowałam w swoje włosy kremową, gęstą substancję o przyjemnie kwiatowym zapachu, a następnie zanurzając się, znikając całkowicie pod przeźroczystą taflą, pozbyłam się piany z brązowych kosmyków. Stanęłam bosymi stopami na chłodny kamień, którym prawdopodobnie wyłożone były niemalże wszystkie podłogi w tymże zamku. Nie zwracając większej uwagi na gęsi skórkę, jaka wtargnęła na me ramiona oraz brzuch, powolnie wytarłam ciało świeżym ręcznikiem, a następnie przyodziałam na siebie jedwabny szlafrok, przygotowany uprzednio dla mej osoby przez służki. Nim jednak zawiązałam jego poły, podeszłam na chwilę do ogromnego zwierciadła utkwionego w pozłacanej ramie i powieszonego na jednej ze ścian, a następnie ostrożnie zsunęłam materiał do połowy ramion. Wbiłam twardy wzrok w swe odbicie, skupiając pełne bólu, a zarazem nienawiści, spojrzenie na paskudnym znamieniu, szpecącym centralną część moich smukłych pleców. Tatuaż był nieracjonalnie symetryczny, a zarazem piękny w swej zawiłości - to dlatego tak bardzo byłam nim zniesmaczona. Jak coś, co przysparzało mi tyle bólu i cierpienia, mogło zarazem urzekać?
- Księżniczko - wzdrygnęłam się na niespodziewany głos służki. Gwałtownie naciągnęłam na ramiona aksamitny materiał i zawiązałam go kurczowo z przodu, mając wewnętrznie ogromne nadzieje na to, że stojąca w progu dziewczyna nie zdążyła dostrzec odbicia moich pleców. Chrząknęłam cichutko, przeczesując palcami swoje wilgotne włosy, z których kapały niewielkie krople wody.
- Proszę mi wybaczyć to nagłe wtargnięcie, ale dostałam rozkaz by niezwłocznie przygotować panienkę na obiad z królem - ukłoniła się delikatnie, a następnie wskazała subtelnie dłonią na krzesełko ulokowane tuż przy wykonanej z białego drewna toaletce. Jej brzegi były zdobione pięknymi ornamentami, a powierzchnia zastawiona była mnóstwem kosmetyków oraz najszykowniejszą biżuterią. Skrzywiłam się widocznie, coraz bardziej czując paradoks stwierdzenia "zamknięta w złotej klatce".
- Nie musisz mi w tym pomagać - oznajmiłam spokojnie, jednocześnie zaprzeczając samej sobie i grzecznie siadając na wskazanym miejscu. Sama myśl, że miałabym stroić się dla tego  impertynenckiego gbura była nie do zniesienia i ewidentnie kuła moją królewską dumę. Nie byłam dla niego żadną przyzwoitką, a tym bardziej jego kobietą. Czemu rościł sobie prawa nawet do tego jak wyglądałam?
- Niemniej jednak, nalegam. Król jasno dał mi do zrozumienia, że srogo odczuję konsekwencje niewykonania swego zadania, więc bardzo proszę by...
- Naturalnie, rozumiem - przerwałam jej sugestywnie dłonią, odrzucając na plecy kosmyki brązowych włosów. Nie zamierzałam dopuścić, by ten arogant skrzywdził kogoś z tak błahego i prześmiesznego powodu. - Zajmij się mną proszę jak najlepiej - uśmiechnęłam się do dziewczyny ciepło, co nieśmiało odwzajemniła. Sama nie wiem dlaczego, ale zdecydowanie wolałam tę służkę, od poprzedniej usługującej mi kobiety. Tamta miałam w sobie coś, co podświadomie nakazywało mi mieć się na baczności, nie ufać. Od szatynki, która obecnie rozczesywała moje długie kosmyki, biła naturalna szczerość, nie wprawiała mnie w stan najeżonej kotki, gotowej walczyć o swoje terytorium.
Przez kolejne półtorej godziny, Yalena, bo tak nazywała się zajmująca się mną służąca,  skupiona była na moich włosach, a także twarzy. Jej dłoń skrupulatnie operowała złotym grzebykiem, chcąc pozbyć się najmniejszego kołtuna, by następnie pokusić się o subtelne upięcie moich skręconych po kąpieli kosmyków. Kilka z nich swobodnie okalało moją twarz, reszta natomiast została precyzyjnie upięta, ozdobiona śliczną spinką w kształcie motyla, którego skrzydła wyłożone były mieniącymi się kamieniami. Jeśli chodzi o makijaż, tutaj poprosiłam, by postarała się o jak najbardziej naturalny. Nie przepadałam wyglądać jak porcelanowa lalka, zdatna jedynie do podziwiania z daleka. Dlatego też Yalena przypudrowała delikatnie moją twarz oraz uwydatniła kości policzkowe poprzez nałożenie znikomych ilości różu. Rzęsy z natury miałam długie i ciemne, więc nie było potrzeby, by cokolwiek z nimi robić. Całą aparycję dopełniły pomalowane na czerwień usta, które teraz wydawały się być jeszcze bardziej pulchniejsze.
Gdy przyszło mi wyselekcjonować jedną z czterech przedstawionych kreacji, starałam się wybrać taką, która zdawała się być najmniej krzykliwa. Większość z nich miała albo niemoralnie duży dekolt, albo odsłaniała niebezpiecznie plecy, czego osobiście unikałam niczym ognia. Dlatego też mój wybór padł na czarną kreację, która, musiałam z bólem przyznać, prezentowała się naprawdę zjawiskowo. Jedwabna, sięgająca niemal kamiennej podłogi, idealnie dopasowana w talii, zupełnie jakby szyta na miarę. Miała długie rękawy z czarnej koronki, gdzieniegdzie przeźroczystej, ukazującej skórę ramion; podobna koronka zdobiła dekolt pod szyją i obojczykami. Bezsprzecznie władca Iudicium miał do tego oko, aczkolwiek nie zmieniało to żadnego faktu, iż jak dla mnie, była zbyt rzucająca się w oczy, jak na zwykły, niezobowiązujący obiad.
- No i gotowe - odezwała się zadowolona służka, gdy skończyła zakładać mi biżuterię. W uszach mieniły się kolczyki zrobione z kamieni podobnych do tych, które tkwiły w spince w kształcie motyla; dodatkowo na palcu serdecznym znalazł się srebrny pierścień  z czarnym niczym heban oczkiem.
- Księżniczka pozwoli za mną i tak mamy kilkuminutowe opóźnienie, a król bardzo nie lubi czekać - odparła nieco poddenerwowana, gestem ręki pośpieszając mnie do opuszczenia komnaty. Posłusznie podążyłam za nią, aczkolwiek nie śpieszyłam się z krokami. Nie dość, że długa kreacja i niewygodne buty ograniczały moje ruchy, to nie mogłam pogodzić się z faktem, że miałabym lecieć na łeb na szyję do tego bezdusznego gbura.
- Królowi przydałoby się trochę ogłady. Nie za dobrze o nim świadczy, jeśli nie potrafi zaczekać paru minut na kobietę, której sam kazał się stroić - prychnęłam pod nosem, nawet nie próbując powiedzieć tego cicho. Miałam gdzieś, czy ktoś to usłyszy i czy moje słowa, drogą plotek, nie dotrą do uszu samego zainteresowanego.
- Księżniczko, na miłość boską, proszę zważać na swoje słowa - dziewczyna wyraźnie się zmieszała, zupełnie jakby to ona była autorką złośliwości względem swego pana. - W tym zamku nie można mówić czego się chce, szczególnie w towarzystwie króla - wyszeptała pod nosem, doskonale jednak wiedząc, że usłyszę jej słowa. Zatrzymałyśmy się przed ogromnymi wrotami, nieco podobnymi do tych od sali tronowej, aczkolwiek teraz znajdowałyśmy się w południowym skrzydle zamku.
- Proszę na siebie uważać - Yalena zwróciła się do mnie przodem, pochylając się w geście szacunku, jak przystało na służkę. - Niech panienka nie drażni króla i pogodzi się ze swoją sytuacją. Jeśli księżniczka będzie w pełni posłuszna, to gwarantuję, że wszystko stanie się o wiele prostsze - uśmiechnęła się smutno, widziałam, że było jej szkoda mojej osoby i tego w jakim położeniu się znajdowałam. Uśmiechnęłam się do niej wymuszenie, nie chcąc jej mocno martwić. Była jedyną uprzejmą tutaj osobą.
- Dziękuję, że się mną zajęłaś - poczekałam aż ponownie dygnie, by następnie otworzyć przede mną masywne wrota. Wzięłam głęboki wdech, wygładziłam wierzch sukni, a następnie powolnie wkroczyłam do środka, automatycznie dostrzegając blondyna zasiadającego u szczytu dziesięciometrowego stołu. Nieśpiesznie podchodząc w jego kierunku, nie omieszkałam utrzymać silnego kontaktu wzrokowego, jakbym chciała tym pokazać swoje małe zwycięstwo i powiedzieć "To ty na mnie czekałeś, wasza wysokość". Zajęłam przeznaczone dla mnie miejsce tuż po prawicy króla, klnąc w myślach na fakt, że nie mogłam usiąść po przeciwnej stronie stołu. Przynajmniej dzieliłoby nas dziesięć metrów solidnego drewna, a ja w spokoju mogłabym zająć się posiłkiem i nie silić na żadne zbędne rozmowy.
Popatrzyłam jeszcze przez chwilę na groźne oblicze swego towarzysza, a następnie spojrzałam przed siebie, tuż na widok rozpościerający się za ogromnych rozmiarów oknem. Nawet na zewnątrz było mrocznie i nieprzyjemnie; zupełnie jakby klimat utożsamiał się z samym władcą tegoż kraju.
- Nie żeby mnie to interesowało, aczkolwiek etyka dobrego wychowania nakazuje, by znać imię osoby, z którą spożywa się posiłek - odezwałam się spokojnie, na chwile zaciskając swoje czerwone usta. Przez dłuższe kilka sekund skupiłam się na orle szybującym gdzieś w przestworzach szarych chmur, a następnie przeniosłam intensywny wzrok na twarz władcy.
- A więc, królu Hav'caaren, zechciałbyś przedstawić mi swą godność? - Choć ani jeden mięsień nie drgnął na mej twarzy, to wiedziałam, że ponownie igrałam z ogniem. W głosie miałam wyczuwalną nutkę ironii; można było dostrzec moją irytację zaistniałą sytuacją.
------------------------------------------------------------------------------------