Nie znałam króla na tyle dobrze, by zakorzenić w swej pamięci każą mimikę jego twarzy, a tym samym wiedzieć co dany gest zwiastował, aczkolwiek dostrzegłam pewną maleńką skazę na sumiennie wykreowanym obliczu "groźnego i bezdusznego władcy". Mężczyzna doskonale radził sobie w przekonywaniu osób trzecich do tego jak wielkim gburem była jego postać, aczkolwiek była jedna rzecz, która doszczętnie niszczyła jego mroczny obraz solidnego przywódcy - nie potrafił zapanować nad własnym gniewem. Niezwykle łatwo przychodziło mi wyprowadzenie go z równowagi. Sam dziecinny, zawierający w sobie namiastkę ironii komentarz sprawiał, że jego ciemne brwi marszczyły się groźnie, a stalowe spojrzenie ciskało niewidocznymi gromami w moją stronę. Zawsze w takich sytuacjach uwydatniał swoją linię szczęki poprzez zaciśnięcie zębów, a kurczowo napięte mięśnie ciała wypychały na wierzch niebieskie żyły na jego szyi i przedramionach.
Jak bardzo
absurdalnie by to nie zabrzmiało, w pewnym sensie bawiło mnie postępowanie
Eirika. Niczym nabuzowane dziecko odpowiadał ostrym atakiem, stając się łatwą
ofiarą do wyładowywania mej irytacji. Prawdopodobnie bardziej zakułaby mnie
jawna ignorancja z jego strony, niźli przemoc słowna, której szczerze
oczekiwałam; dawało mi to pewność, że moje złośliwości do niego trafiły i nie
był na nie obojętny. Dlatego też z czystym spokojem przyjęłam jego docinki,
unosząc minimalnie kącik ust w uśmiechu; nie pozwoliłam sobie chociażby na
zaciśnięcie palców na materiale sukni, tuż pod stołem. Zatrzepotałam irytująco
rzęsami.
- Wybacz,
mój błąd - poszerzyłam uśmiech, powodując, że w policzkach ukazały się drobne
dołeczki. - Po prostu nie mam zwyczaju zapamiętywania zbędnych informacji -
dodałam niewinnie, nagle skupiając swe zainteresowanie na służbie, jaka
wkroczyła do pomieszczenia. Do nozdrzy dostał się przyjemny zapach świeżej
pieczeni, gorących ziemniaczków oraz orientalnie przyprawionych warzyw. Dopiero
w tym momencie zdałam sobie tak naprawdę sprawę z tego, jak bardzo byłam do tej
pory głodna. Żołądek jak na komendę skurczył się żałośnie, powodując nieprzyjemne
kłucie pod żebrami. Nie mogłam się doczekać aż będę mogła spróbować wszystkich
potraw, zasmakować tutejszej kuchni (widać było, że kucharze byli z najwyżej
półki, profesjonalizm bił od starannie ułożonych potraw), ale... No właśnie,
znowu te cholerne "ale".
Ledwo
zdążyłam chwycić za sztućce i zawiesić wzrok na parujących potrawach, a
grubiański komentarz króla automatycznie odebrał mi jakikolwiek apetyt. Choć po
twarzy nie przebiegł najmniejszy cień, najmniejsza zmarszczka, to nie byłam w
stanie zapanować nad swymi dłońmi. Zadrżały one nieprzyjemnie, poczułam na
opuszkach piekące ciepło, a kiedy zdałam sobie sprawę, że ponownie dałam się
wyprowadzić z równowagi i pozwolić na wypłynięcie ze mnie magii... Cóż, sztućce
w żadnym wypadku nie nadawały się już do użytku. Srebrny nóż, jak i widelec,
wygięły się nienaturalnie pod nieświadomym naciskiem moich dłoni, zupełnie
jakby zostały w ten sposób wykute wedle uznania kowala. Wypuściłam powolnie
powietrze z płuc, wlepiając twarde spojrzenie w swoje "dzieło".
Niech cię szlag trafi, ty popaprany choleryku!
- To kamień
z serca, wasza wysokość - prychnęłam na jego komentarz odnośnie tego, że wcale
nie czerpie przyjemności z mego towarzystwa. Szczerze cieszyłam się, że oboje
czuliśmy to samo i nie mieliśmy najmniejszej ochoty spożywać wspólnie posiłków;
wolałabym się zachlastać, niż skończyć przykuta do jednego stołu z tymże
jegomościem, przez resztę swego pobytu w Iudicium.
- Potrzebuję
nowych sztućców - burknęłam pod nosem, upuszczając z cichym brzdękiem
powyginane koślawo srebro. Nie zdążyłam nawet odpowiednio zareagować, a już
pojawił się członek zamkowej służby, grzecznie podarowując mi świeżo
wypolerowane sztućce. Ściągnęłam mocno czerwone usta, dziękując mężczyźnie
skinieniem głowy, wlepiając ostre spojrzenie w tkwiącą na środku stołu pieczeń.
Tylko na niej mogłam bezkarnie wyżyć się swym rozdrażnionym spojrzeniem.
- Niczym w
szwajcarskim zegarku - mruknęłam niechętnie, kładąc na swym talerzu niewielki
kawałek mięsa. - Twe sposoby postępowania ze służbą muszą być niezwykle
motywujące - wbiłam widelec w kawałek ziemniaka, nie racząc zerknąć na swego
towarzysza nawet przez sekundę. Nie chciałam psuć sobie tej chwili, i tak sam
jego szorstki głos wystarczająco odbierał mi apetyt.
Reszta obiadu
przeminęła nam w skrajnej ciszy i spokoju. Jedynie co jakiś czas pokusiliśmy
się na wymianę nieuprzejmych słów, czy spojrzeń. Jako że faktycznie nie miałam
zbyt wielkiej ochoty na jedzenie, a i zazwyczaj zbyt wiele nie spożywałam,
toteż skończyłam o wiele wcześniej od blondyna. Gdy mężczyzna kończył swój
posiłek, ja na wyraz sztywno czekałam, aż łaskawie opróżni swój talerz. Nie
byłam w stanie powstrzymać się czasem od zerknięcia w kierunku władcy, mając
chwilę na przeanalizowanie jeszcze raz wszystkich wydarzeń z dzisiejszego dnia.
Zostałam wyraźnie poinformowana o swej beznadziejnej sytuacji oraz o tym, że
nie było żadnego pozytywnego wybrnięcia z sideł Eirika. Nie potrafiłam
doszczętnie pojąć co też kryło się w głowie blondyna. Jaki miał cel w "pomaganiu
mi" i trzymaniu u siebie w zamku pod kluczem? Intuicja podpowiadała mi, że
bezsprzecznie będę wykorzystana, w dodatku w złym celu. Musiałam być
szczególnie czujna, obserwować wszystko co działo się wokół mnie i króla.
Wiedziałam, że mężczyzna posiadał takie same zdolności jak ja, w jego żyłach
płynęła najprawdziwsza magia. Był o wiele bardziej doświadczony od mej osoby,
miał ogromną przewagę informacji. Informacji, którymi zamierzał się ze mną
podzielić, aczkolwiek nie bez konkretnej przyczyny.
Pochłonięta
zawiłymi myślami, nie zorientowałam się, kiedy całkowicie się wyłączyłam.
Dopiero kiedy mój pusty, natarczywy wzrok, napotkał chłodne niebiesko-zielone
źrenice, zdałam sobie sprawę z popełnionego błędu. Nie wiedzieć czemu, ale
przyłapana na gorącym uczynku przyglądania się twarzy władcy, oblałam się żywym
rumieńcem, mając wielką ochotę zapaść się pod ziemię. Odwróciłam gwałtownie swą
twarz w kierunku dużego okna i podniosłam nerwowo kieliszek z winem, jednak
byłam na tyle nieostrożna oraz rozemocjonowana, że ten z głośnym hukiem pękł w
mej dłoni, raniąc jej wewnętrzną stronę. Wzdrygnęłam się zaskoczona, wydobywając
z siebie żywo kobiecy pisk.
- Jasna
cholera - zaklęłam siarczyście, wypuszczając z pokaleczonej ręki odłamki szkła.
Zgryzłam mocno wnętrze policzka, by nie warknąć z oszałamiającego bólu
rozciętej skóry, z której sączyła się szkarła... czarna krew? Rozchyliłam
niedowierzająco wargi, z czystym szokiem przyglądając się temu zjawisku. Ani
ból, ani powiększająca się plama na stole nie były w stanie zmusić mego ciała
do choćby minimalnego drgnięcia. Po prostu siedziałam. Siedziałam i patrzyłam
na swe własne wynaturzenie.
