Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
16.


Nie znałam króla na tyle dobrze, by zakorzenić w swej pamięci każą mimikę jego twarzy, a tym samym wiedzieć co dany gest zwiastował, aczkolwiek dostrzegłam pewną maleńką skazę na sumiennie wykreowanym obliczu "groźnego i bezdusznego władcy". Mężczyzna doskonale radził sobie w przekonywaniu osób trzecich do tego jak wielkim gburem była jego postać, aczkolwiek była jedna rzecz, która doszczętnie niszczyła jego mroczny obraz solidnego przywódcy - nie potrafił zapanować nad własnym gniewem. Niezwykle łatwo przychodziło mi wyprowadzenie go z równowagi. Sam dziecinny, zawierający w sobie namiastkę ironii komentarz sprawiał, że jego ciemne brwi marszczyły się groźnie, a stalowe spojrzenie ciskało niewidocznymi gromami w moją stronę. Zawsze w takich sytuacjach uwydatniał swoją linię szczęki poprzez zaciśnięcie zębów, a kurczowo napięte mięśnie ciała wypychały na wierzch niebieskie żyły na jego szyi i przedramionach.
Jak bardzo absurdalnie by to nie zabrzmiało, w pewnym sensie bawiło mnie postępowanie Eirika. Niczym nabuzowane dziecko odpowiadał ostrym atakiem, stając się łatwą ofiarą do wyładowywania mej irytacji. Prawdopodobnie bardziej zakułaby mnie jawna ignorancja z jego strony, niźli przemoc słowna, której szczerze oczekiwałam; dawało mi to pewność, że moje złośliwości do niego trafiły i nie był na nie obojętny. Dlatego też z czystym spokojem przyjęłam jego docinki, unosząc minimalnie kącik ust w uśmiechu; nie pozwoliłam sobie chociażby na zaciśnięcie palców na materiale sukni, tuż pod stołem. Zatrzepotałam irytująco rzęsami.
- Wybacz, mój błąd - poszerzyłam uśmiech, powodując, że w policzkach ukazały się drobne dołeczki. - Po prostu nie mam zwyczaju zapamiętywania zbędnych informacji - dodałam niewinnie, nagle skupiając swe zainteresowanie na służbie, jaka wkroczyła do pomieszczenia. Do nozdrzy dostał się przyjemny zapach świeżej pieczeni, gorących ziemniaczków oraz orientalnie przyprawionych warzyw. Dopiero w tym momencie zdałam sobie tak naprawdę sprawę z tego, jak bardzo byłam do tej pory głodna. Żołądek jak na komendę skurczył się żałośnie, powodując nieprzyjemne kłucie pod żebrami. Nie mogłam się doczekać aż będę mogła spróbować wszystkich potraw, zasmakować tutejszej kuchni (widać było, że kucharze byli z najwyżej półki, profesjonalizm bił od starannie ułożonych potraw), ale... No właśnie, znowu te cholerne "ale".
Ledwo zdążyłam chwycić za sztućce i zawiesić wzrok na parujących potrawach, a grubiański komentarz króla automatycznie odebrał mi jakikolwiek apetyt. Choć po twarzy nie przebiegł najmniejszy cień, najmniejsza zmarszczka, to nie byłam w stanie zapanować nad swymi dłońmi. Zadrżały one nieprzyjemnie, poczułam na opuszkach piekące ciepło, a kiedy zdałam sobie sprawę, że ponownie dałam się wyprowadzić z równowagi i pozwolić na wypłynięcie ze mnie magii... Cóż, sztućce w żadnym wypadku nie nadawały się już do użytku. Srebrny nóż, jak i widelec, wygięły się nienaturalnie pod nieświadomym naciskiem moich dłoni, zupełnie jakby zostały w ten sposób wykute wedle uznania kowala. Wypuściłam powolnie powietrze z płuc, wlepiając twarde spojrzenie w swoje "dzieło".  Niech cię szlag trafi, ty popaprany choleryku!
- To kamień z serca, wasza wysokość - prychnęłam na jego komentarz odnośnie tego, że wcale nie czerpie przyjemności z mego towarzystwa. Szczerze cieszyłam się, że oboje czuliśmy to samo i nie mieliśmy najmniejszej ochoty spożywać wspólnie posiłków; wolałabym się zachlastać, niż skończyć przykuta do jednego stołu z tymże jegomościem, przez resztę swego pobytu w Iudicium.
- Potrzebuję nowych sztućców - burknęłam pod nosem, upuszczając z cichym brzdękiem powyginane koślawo srebro. Nie zdążyłam nawet odpowiednio zareagować, a już pojawił się członek zamkowej służby, grzecznie podarowując mi świeżo wypolerowane sztućce. Ściągnęłam mocno czerwone usta, dziękując mężczyźnie skinieniem głowy, wlepiając ostre spojrzenie w tkwiącą na środku stołu pieczeń. Tylko na niej mogłam bezkarnie wyżyć się swym rozdrażnionym spojrzeniem.
- Niczym w szwajcarskim zegarku - mruknęłam niechętnie, kładąc na swym talerzu niewielki kawałek mięsa. - Twe sposoby postępowania ze służbą muszą być niezwykle motywujące - wbiłam widelec w kawałek ziemniaka, nie racząc zerknąć na swego towarzysza nawet przez sekundę. Nie chciałam psuć sobie tej chwili, i tak sam jego szorstki głos wystarczająco odbierał mi apetyt.
Reszta obiadu przeminęła nam w skrajnej ciszy i spokoju. Jedynie co jakiś czas pokusiliśmy się na wymianę nieuprzejmych słów, czy spojrzeń. Jako że faktycznie nie miałam zbyt wielkiej ochoty na jedzenie, a i zazwyczaj zbyt wiele nie spożywałam, toteż skończyłam o wiele wcześniej od blondyna. Gdy mężczyzna kończył swój posiłek, ja na wyraz sztywno czekałam, aż łaskawie opróżni swój talerz. Nie byłam w stanie powstrzymać się czasem od zerknięcia w kierunku władcy, mając chwilę na przeanalizowanie jeszcze raz wszystkich wydarzeń z dzisiejszego dnia. Zostałam wyraźnie poinformowana o swej beznadziejnej sytuacji oraz o tym, że nie było żadnego pozytywnego wybrnięcia z sideł Eirika. Nie potrafiłam doszczętnie pojąć co też kryło się w głowie blondyna. Jaki miał cel w "pomaganiu mi" i trzymaniu u siebie w zamku pod kluczem? Intuicja podpowiadała mi, że bezsprzecznie będę wykorzystana, w dodatku w złym celu. Musiałam być szczególnie czujna, obserwować wszystko co działo się wokół mnie i króla. Wiedziałam, że mężczyzna posiadał takie same zdolności jak ja, w jego żyłach płynęła najprawdziwsza magia. Był o wiele bardziej doświadczony od mej osoby, miał ogromną przewagę informacji. Informacji, którymi zamierzał się ze mną podzielić, aczkolwiek nie bez konkretnej przyczyny.
Pochłonięta zawiłymi myślami, nie zorientowałam się, kiedy całkowicie się wyłączyłam. Dopiero kiedy mój pusty, natarczywy wzrok, napotkał chłodne niebiesko-zielone źrenice, zdałam sobie sprawę z popełnionego błędu. Nie wiedzieć czemu, ale przyłapana na gorącym uczynku przyglądania się twarzy władcy, oblałam się żywym rumieńcem, mając wielką ochotę zapaść się pod ziemię. Odwróciłam gwałtownie swą twarz w kierunku dużego okna i podniosłam nerwowo kieliszek z winem, jednak byłam na tyle nieostrożna oraz rozemocjonowana, że ten z głośnym hukiem pękł w mej dłoni, raniąc jej wewnętrzną stronę. Wzdrygnęłam się zaskoczona, wydobywając z siebie żywo kobiecy pisk.
- Jasna cholera - zaklęłam siarczyście, wypuszczając z pokaleczonej ręki odłamki szkła. Zgryzłam mocno wnętrze policzka, by nie warknąć z oszałamiającego bólu rozciętej skóry, z której sączyła się szkarła... czarna krew? Rozchyliłam niedowierzająco wargi, z czystym szokiem przyglądając się temu zjawisku. Ani ból, ani powiększająca się plama na stole nie były w stanie zmusić mego ciała do choćby minimalnego drgnięcia. Po prostu siedziałam. Siedziałam i patrzyłam na swe własne wynaturzenie.
------------------------------------------------------------------------------------