Brew mi zadrżała nerwowo, kiedy po raz kolejny poczułem drobne
ukłucie magii. Tym razem było to o wiele subtelniejsze niż w sali tronowej, w
której rozszalała się wichura, ale najwidoczniej było również spowodowane
złością albo irytacją. Uczuciami wywołanymi moimi słowami. Najwidoczniej taka
jest najprostsza droga do zburzenia ściany, do sięgnięcia po magię w chwili,
kiedy dziewczyna nie będzie chciała jej dobrowolnie wypuścić lub jeśli nie
będzie umiała tego zrobić. Poza tym w ten jasny, oczywisty sposób będę mógł
wiedzieć, kiedy rozpuszczona księżniczka zacznie się gniewać. Przynajmniej na
początku – wiadomo, że z czasem będzie szło jej pod moim nadzorem coraz lepiej
i będzie lepiej panowała nad tym, co robi z Mocą.
Wciąż jej słowa działały mi na nerwy bardziej niż chciałbym, żeby
mnie obchodziły. Jawny brak szacunku dla mojej osoby, ironia w słowach „wasza
wysokość” i wszystkich zwrotach, w których powinna brzmieć cześć. A
przynajmniej strach. Cóż, nie sądzę żeby pokazanie jej iż mnie należy się bać
przyszło mi z jakąś większą trudnością. Póki co jestem miły i spokojny, ale
jeszcze trochę tego wyniosłego, bezczelnego zachowania i możliwe, że moja słaba
odporność na głupie dziewczynki nie rozumiejące działania świata zostanie
całkowicie przełamana.
Ani słowem nie skomentowałem jej słów dotyczących zarówno
sztućców, jak i kwestii dotyczącej służby. Mój zamek, moje zasady. Nie
zamierzałem się z nich spowiadać, a już na pewno nie komuś takiemu jak
księżniczka Cataleya. Wróciłem do jedzenia, nie poświęcając jej już ani jednego
spojrzenia więcej. Ktoś zajął się zastawą, a ja nie miałem ochoty na czcze dyskusje,
a już tym bardziej nie na jej naiwne słowa i spostrzeżenia, które nie obejmują
zakresu nawet pięciu centymetrów od jej własnego nosa. Jej humorki, fochy i
jawne okazywanie niezadowolenia stawały się powoli nie tyle irytujące, ale
wręcz nudne. Jak mucha latająca dookoła twojej głowy i brzęcząca zajadle, ale
nie dająca się odpędzić. Najgorsze w tym wszystkim było to, że pewnie jeszcze
przez długi czas będzie to robić, być może przypuszczając, że to jakkolwiek
zmieni jej sytuację.
Starałem się nie odzywać i naprawdę do końca posiłku ograniczałem
się tylko do koniecznych pół-słówek i potaknięć lub zaprzeczeń. Gry słowne z
taką gówniarą oraz wszelkie złośliwości również zrobiły się nudne. Zdawałem
sobie sprawę, że od czasu do czasu zerka na mnie, zwłaszcza po tym, jak sama
skończyła jeść. Cały czas czujnie obserwowałem ją kątem oka, jednocześnie nie
patrząc nawet w jej kierunku. No i przez cały czas rejestrowałem najdrobniejsze
zafalowanie energii, bo chciałem odczuć każdy impuls. Żeby być gotowym, żeby
wiedzieć i nie dać się zaskoczyć.
Jednak w pewnym momencie dziewczyna przestała się ukrywać z tym,
że się mi przypatruje i zaczęła się na mnie zwyczajnie otwarcie gapić.
Brakowało tylko tego, żeby rozdziawiła usta i miałbym przed sobą jej obraz w
pełnej krasie jako księżniczki kraju tak nieudolnego jak Mareaura. Zirytowany
po raz enty, sam wbiłem w nią spojrzenie, które niemal cięło powietrze na pół i
wbijało się w jej czaszkę. Gdybym teraz skupił się odrobinę na żyjącej we mnie
Mocy, mógłbym jej zrobić poważną krzywdę. Przez chwilę świerzbiło mnie to
niemiłosiernie, ale było to spowodowane tylko frustracją i złością – w
rzeczywistości nawet jeśli bym chciał, nie mogłem jej zabić.
W następnej sekundzie zrobiła kilka rzeczy naraz. Ostre spojrzenie
rozbiegło się na widok jej nagłego zawstydzenia – które osobiście niewiele mnie
obchodziło, w końcu gapiła się na mnie bezczelnie – oraz chwycenia kielicha
tylko po to, żeby go roztrzaskać i wrzasnąć.
Drgnąłem. Spodziewałem się Mocy, ale jej nie poczułem. Pustka
nigdy nie może być większa niż w chwili, kiedy czegoś się spodziewamy, a to nie
nadchodzi. Poczułem ukłucie rozczarowania, mój organizm niemal zdawał się
krzyczeć i domagać o ponowne chłonięcie tej pierwotnej magii. Spojrzenie bezwiednie
powędrowało na jej dłoń, jakby mój mózg zrozumiał wcześniej niż ja co się
dzieje.
Źrenice mi się zwęziły, otworzyłem szerzej oczy. Niedowierzanie
zawładnęło moim jestestwem, palące, niemal upokarzające. Myślałem, że niewiele
rzeczy jest mnie w stanie zaskoczyć w tym temacie. Że jestem osobą najlepiej
znającą się na czarnej magii stąpającą nie tylko po ziemi mojego kraju, ale też
wszystkich kraina od wielkiej zachodniej wody aż po wschodnie oceany.
Ale czarną krew u człowieka widziałem po raz pierwszy. Bo ona
była człowiekiem? Panika na chwilę rozszalała się pod moją czaszką i nie
umiałem jej opanować.
Gwałtownie odrzuciłem trzymane dotąd sztućce, a one z brzdękiem
uderzyły o talerz w chwili, gdy złapałem jej zranioną dłoń i boleśnie wykręciłem,
przyciągając mocno w swoją stronę. Serce waliło mi nawet mocniej niż wtedy, gdy
poczułem jej Moc po raz pierwszy. Oczy mi błyszczały niebezpiecznie, kiedy
patrzyłem na niewielkie rany zdobiące wnętrze jej dłoni. Czarna jak smoła krew
spływała zagłębieniami na nadgarstek i dalej na przedramię, w tym linią życia
wyraźnie zarysowaną na wnętrzu dłoni księżniczki. Odrysowywała się wyraźnie na
jasnej skórze dziewczyny.
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy przypatrywałem się jej jak
zahipnotyzowany. Mocno trzymałem jej dłoń tak, żeby nie mogła mi jej wyrwać.
Głęboko w nozdrza wciągnąłem ostry, metaliczny zapach krwi roznoszący się w
powietrzu
— Od zawsze tak wygląda? — zapytałem chrapliwie, z trudem
przenosząc podekscytowane spojrzenie na twarz dziewczyny. Mocniej ścinałem jej
nadgarstek, moje palce gwałtownie wpiły się w jej ciało. — Miałaś szkarłatną
krew czy od urodzenia była czarna?
Ekscytacja nie pozwalała mi na logiczne myślenie. Chciałem od
razu potraktować ją jakimś uspokajającym, a może nawet usypiającym zaklęciem,
przykuć do blatu i badać jej krew i ciało aż znajdę każdy szczegół, każdą
drobną odchyłkę od normalności jaka w niej się kryła. Co jeszcze mogła skrywać
ta pradawna klątwa?
Księżniczka Cataleya stała się w moich oczach bardziej obiektem
doświadczalnym niż człowiekiem. Chociaż od początku była tylko pojemnikiem na
Moc.
— Jest coś jeszcze? Zdarza ci się mieć luki w pamięci, białe
pola? Często krwawisz z nosa, nawet bez wysiłku? Dziewczyno, jeśli jest jeszcze
jakaś inna anomalia, lepiej powiedz mi o niej teraz. Nie chciałabyś, żebym sam
się o nich dowiadywał — powiedziałem złowieszczo. Mogła mi wierzyć, że i tak
wszystkiego dowiem się sam, w taki czy inny sposób. Nigdy nie zaufałbym komuś
takiemu jak dziewczyna siedząca obok mnie.
