Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
18.








Krew zaszumiała w uszach nieprzyjemnie, tłumiąc ciężki oddech króla Eirika i zapewne głośny stukot srebrnych sztućców, opadających na talerz wykonany z najprawdziwszej porcelany. Szok zawładną każdą komórką mego sparaliżowanego ciała, miałam wrażenie, jakbym oglądała zaistniałą sytuację z perspektywy osoby trzeciej, zupełnie jak gdyby mnie to nie dotyczyło. Ogarniające mnie uczucie niedowierzania i drętwienie w kończynach, wypierały od mózgu jakiekolwiek komunikaty o bólu. Zamiast skupić się na palącym pieczeniu rozciętej skóry oraz jakoś zapobiec wydostawaniu się ze świeżej rany czarnej krwi, ja po prostu stałam w kompletnym bezruchu, z nadal rozchylonymi wargami, jakbym zamierzała coś powiedzieć. Było to jednak pozorne wrażenie, gdyż wstrzymywany oddech uniemożliwiał jakikolwiek ruch krtani, a tym samym wydobycie się chociażby małego dźwięku z mego zaciśniętego gardła. Oczy zapiekły mnie nieprzyjemnie (zapomniałam o mruganiu), a chwilę później obraz się rozmył i w powietrzu zawirowały czarne plamki.
Dopiero kiedy poczułam silny uścisk męskiej dłoni, syknęłam niekontrolowanie, tym samym częściowo wracając do rzeczywistości. Ręka została mi boleśnie wykręcona, musiałam mocno pochylić się nad stołem, niemalże kładąc się na niego swoją klatką piersiową. Zmarszczyłam gniewnie brwi, obserwując dzikie postępowanie swego towarzysza. Szaleństwo jakie dostrzegłam w jego niebiesko-zielonych tęczówkach było tak dotkliwe, że po kręgosłupie przesunął mi się nieprzyjemny dreszcz. Nie podobała mi się jego mina pełna fascynacji, zupełnie jakby natrafił na jakiś bardzo rzadki okaz, poszukiwany od dawien dawna.
- O czym ty do chole... Ugh! - zaczęłam poddenerwowanym tonem, jednak czując jak żelazne palce blondyna jeszcze mocniej wpijają się w bladą skórę nadgarstka, syknęłam drażliwie, dając tym samym znać, że mógłby, do jasnej Anielki, być nieco delikatniejszy. - Czy wyglądam, jakby to było dla mnie coś na porządku dziennym? - fuknęłam wyraźnie podirytowana, czując się niekomfortowo od lepkości czarnej krwi, która spłynęła mi po sam łokieć. Szarpnęłam się gwałtownie, próbując odsunąć od przerażającego oblicza króla, aczkolwiek ten nie raczył nawet drgnąć. Wciąż stał niewzruszony i wpatrywał się jak zahipnotyzowany w krwawiącą dłoń, jedynie co jakiś czas przenosząc niechętnie spojrzenie na moją złowrogą osobę. W tym momencie miałam szczerą ochotę zapewnić jego twarzy spotkanie pierwszego stopnia z moim prawym sierpowym.
- Wygląda tak po raz pierwszy - wymamrotałam cicho, marszcząc nos od nieprzyjemnego metalicznego zapachu, roznoszącego się w powietrzu. Tego było jak dla mnie za wiele. Nie dość, że przynosiłam same katastrofy i śmierć niewinnych, to dodatkowo stawałam się coraz większym dziwadłem, pozbawionym jakichkolwiek oznak człowieczeństwa. Czy to na tym właśnie ma polegać to całe przekleństwo? Na zamienieniu mej osoby w destrukcyjnego potwora, którego nikt nie będzie w stanie kontrolować?
- Przestań wreszcie obchodzić się ze mną jak z jakimś pieprzonym obiektem badań! - warknęłam nieprzyjemnie, kompletnie nie przejmując się ostrym doborem swych słów. Powoli zaczynałam tracić nad sobą kontrolę, więc jeśli mości król nie chciał mnie jeszcze bardziej zirytować i skończyć jako nowy dywanik w tym zakichanym zamku, powinien czym prędzej zaprzestać swemu dzikiemu zachowaniu.
- Ja sama jestem jedną wielką anomalią - syknęłam przez zęby, a w tym samym momencie okolice mego nadgarstka zapiekły nieprzyjemnie. Miałam wrażenie jakby skórę i kości trawił najprawdziwszy ogień... Blondyn chyba także to odczuł, gdyż puścił mnie, dosłownie, niczym oparzony, ciskając w mym kierunku wielce niezadowolonym, groźnym spojrzeniem. Zignorowałam to wzorowo, przykładając do pokaleczonej dłoni serwetkę, jaka leżała na stole.
- Nawiedza mnie wiele dziwactw, wasza wysokość - podjęłam temat, zaciskając kurczowo palce zdrowej ręki. - Tracę pamięć, czasem mylę sny z rzeczywistością. Widzę rzeczy, których normlany człowiek widzieć nie powinien, a także słyszę głosy, które boleśnie wwiercają się w każdy zakątek czaszki. Potrafię obudzić się w kompletnie obcym miejscu i nie pamiętać co się właściwie ze mną działo. Krwawienie również się zdarzało niejednokrotnie, aczkolwiek nigdy jeszcze nie zetknęłam się z czymś takim - wskazałam na plamy po czarnej krwi, jakie tkwiły na mej sukni i przedramieniu. - Dodatkowo często nachodzą mnie przeszywające bóle, szczególnie kied.... Um, to znaczy, przede wszystkim wtedy, gdy czuję kumulującą się wewnątrz moc - skłamałam gładko, w ostatnim momencie zdając sobie sprawę, że powiedzenie królowi Eirikowi o tatuażu nie było dobrym pomysłem. Z pewnością nie odpuściły od tak tego tematu, chciałby się temu lepiej przyjrzeć, zbadać jego znaczenie... A ja nie dość, że nie zamierzałam dawać mu kolejnych powodów do traktowania mnie niczym obiektu laboratoryjnego, to z całą pewnością nie miałam ochoty obnażać się przed nim w ten sposób. Wystarczyła mi jego przerażająca reakcja sprzed chwili.
- Co byś powiedział, wasza wysokość, na drobny przedsmak naszych lekcji? - wypaliłam ni stąd ni zowąd, spoglądając na niego spod zmrużonych powiek. Dmuchnęłam w pojedynczy kosmyk włosów, przedłużając chwilową ciszę, jakby zastanawiając się, czy aby na pewno chciałam to powiedzieć na głos.
- Zajmij się tym - o dziwo, wydusiłam z siebie proszący ton, wskazując na poranioną dłoń, zakrytą poplamioną na czarno chustką. Nie chodziło o fakt, że ból był nie do wytrzymania i desperacko musiałam się go pozbyć, ale o to, iż chciałam się przekonać  o magicznych zdolnościach króla. Ponadto, miałabym przynajmniej jakiś minimalny procent nadziei na to, że umie zrobić też coś dobrego i przydatnego, niżli tylko niszczyć, a także pustoszyć.
------------------------------------------------------------------------------------