Krew
zaszumiała w uszach nieprzyjemnie, tłumiąc ciężki oddech króla Eirika i zapewne
głośny stukot srebrnych sztućców, opadających na talerz wykonany z
najprawdziwszej porcelany. Szok zawładną każdą komórką mego sparaliżowanego
ciała, miałam wrażenie, jakbym oglądała zaistniałą sytuację z perspektywy osoby
trzeciej, zupełnie jak gdyby mnie to nie dotyczyło. Ogarniające mnie uczucie
niedowierzania i drętwienie w kończynach, wypierały od mózgu jakiekolwiek komunikaty
o bólu. Zamiast skupić się na palącym pieczeniu rozciętej skóry oraz jakoś
zapobiec wydostawaniu się ze świeżej rany czarnej krwi, ja po prostu stałam w
kompletnym bezruchu, z nadal rozchylonymi wargami, jakbym zamierzała coś
powiedzieć. Było to jednak pozorne wrażenie, gdyż wstrzymywany oddech
uniemożliwiał jakikolwiek ruch krtani, a tym samym wydobycie się chociażby
małego dźwięku z mego zaciśniętego gardła. Oczy zapiekły mnie nieprzyjemnie
(zapomniałam o mruganiu), a chwilę później obraz się rozmył i w powietrzu
zawirowały czarne plamki.
Dopiero
kiedy poczułam silny uścisk męskiej dłoni, syknęłam niekontrolowanie, tym samym
częściowo wracając do rzeczywistości. Ręka została mi boleśnie wykręcona,
musiałam mocno pochylić się nad stołem, niemalże kładąc się na niego swoją
klatką piersiową. Zmarszczyłam gniewnie brwi, obserwując dzikie postępowanie
swego towarzysza. Szaleństwo jakie dostrzegłam w jego niebiesko-zielonych
tęczówkach było tak dotkliwe, że po kręgosłupie przesunął mi się nieprzyjemny
dreszcz. Nie podobała mi się jego mina pełna fascynacji, zupełnie jakby
natrafił na jakiś bardzo rzadki okaz, poszukiwany od dawien dawna.
- O czym ty
do chole... Ugh! - zaczęłam poddenerwowanym tonem, jednak czując jak żelazne
palce blondyna jeszcze mocniej wpijają się w bladą skórę nadgarstka, syknęłam
drażliwie, dając tym samym znać, że mógłby, do jasnej Anielki, być nieco
delikatniejszy. - Czy wyglądam, jakby to było dla mnie coś na porządku
dziennym? - fuknęłam wyraźnie podirytowana, czując się niekomfortowo od
lepkości czarnej krwi, która spłynęła mi po sam łokieć. Szarpnęłam się
gwałtownie, próbując odsunąć od przerażającego oblicza króla, aczkolwiek ten
nie raczył nawet drgnąć. Wciąż stał niewzruszony i wpatrywał się jak
zahipnotyzowany w krwawiącą dłoń, jedynie co jakiś czas przenosząc niechętnie
spojrzenie na moją złowrogą osobę. W tym momencie miałam szczerą ochotę
zapewnić jego twarzy spotkanie pierwszego stopnia z moim prawym sierpowym.
- Wygląda
tak po raz pierwszy - wymamrotałam cicho, marszcząc nos od nieprzyjemnego
metalicznego zapachu, roznoszącego się w powietrzu. Tego było jak dla mnie za
wiele. Nie dość, że przynosiłam same katastrofy i śmierć niewinnych, to
dodatkowo stawałam się coraz większym dziwadłem, pozbawionym jakichkolwiek
oznak człowieczeństwa. Czy to na tym właśnie ma polegać to całe przekleństwo?
Na zamienieniu mej osoby w destrukcyjnego potwora, którego nikt nie będzie w
stanie kontrolować?
- Przestań
wreszcie obchodzić się ze mną jak z jakimś pieprzonym obiektem badań! -
warknęłam nieprzyjemnie, kompletnie nie przejmując się ostrym doborem swych
słów. Powoli zaczynałam tracić nad sobą kontrolę, więc jeśli mości król nie
chciał mnie jeszcze bardziej zirytować i skończyć jako nowy dywanik w tym
zakichanym zamku, powinien czym prędzej zaprzestać swemu dzikiemu zachowaniu.
- Ja sama
jestem jedną wielką anomalią - syknęłam przez zęby, a w tym samym momencie
okolice mego nadgarstka zapiekły nieprzyjemnie. Miałam wrażenie jakby skórę i
kości trawił najprawdziwszy ogień... Blondyn chyba także to odczuł, gdyż puścił
mnie, dosłownie, niczym oparzony, ciskając w mym kierunku wielce
niezadowolonym, groźnym spojrzeniem. Zignorowałam to wzorowo, przykładając do
pokaleczonej dłoni serwetkę, jaka leżała na stole.
- Nawiedza
mnie wiele dziwactw, wasza wysokość - podjęłam temat, zaciskając kurczowo palce
zdrowej ręki. - Tracę pamięć, czasem mylę sny z rzeczywistością. Widzę rzeczy,
których normlany człowiek widzieć nie powinien, a także słyszę głosy, które
boleśnie wwiercają się w każdy zakątek czaszki. Potrafię obudzić się w
kompletnie obcym miejscu i nie pamiętać co się właściwie ze mną działo.
Krwawienie również się zdarzało niejednokrotnie, aczkolwiek nigdy jeszcze nie
zetknęłam się z czymś takim - wskazałam na plamy po czarnej krwi, jakie tkwiły
na mej sukni i przedramieniu. - Dodatkowo często nachodzą mnie przeszywające
bóle, szczególnie kied.... Um, to znaczy, przede wszystkim wtedy, gdy czuję
kumulującą się wewnątrz moc - skłamałam gładko, w ostatnim momencie zdając
sobie sprawę, że powiedzenie królowi Eirikowi o tatuażu nie było dobrym
pomysłem. Z pewnością nie odpuściły od tak tego tematu, chciałby się temu
lepiej przyjrzeć, zbadać jego znaczenie... A ja nie dość, że nie zamierzałam
dawać mu kolejnych powodów do traktowania mnie niczym obiektu laboratoryjnego,
to z całą pewnością nie miałam ochoty obnażać się przed nim w ten sposób.
Wystarczyła mi jego przerażająca reakcja sprzed chwili.
- Co byś
powiedział, wasza wysokość, na drobny przedsmak naszych lekcji? - wypaliłam ni
stąd ni zowąd, spoglądając na niego spod zmrużonych powiek. Dmuchnęłam w
pojedynczy kosmyk włosów, przedłużając chwilową ciszę, jakby zastanawiając się,
czy aby na pewno chciałam to powiedzieć na głos.
- Zajmij się
tym - o dziwo, wydusiłam z siebie proszący ton, wskazując na poranioną dłoń,
zakrytą poplamioną na czarno chustką. Nie chodziło o fakt, że ból był nie do
wytrzymania i desperacko musiałam się go pozbyć, ale o to, iż chciałam się
przekonać o magicznych zdolnościach króla. Ponadto, miałabym przynajmniej
jakiś minimalny procent nadziei na to, że umie zrobić też coś dobrego i
przydatnego, niżli tylko niszczyć, a także pustoszyć.
