Spojrzałem w dół, ponownie, na nienaturalny odcień krwi
spływający teraz całkiem obficie i kapiący na blat stołu. Przeszyło mnie
bolesne poczucie marnotrawstwa czegoś tak… mrocznego. Metaliczny zapach stał
się tak mocno wyczuwalny, że w pewnym momencie zacząłem się bać, że nie
opamiętam się i zwyczajnie zliżę jej krew z przedramienia, a później te krople,
które spłynęły na blat. Że nie powstrzymam się przed zasmakowaniem tego, co tak
bardzo przypominało zakazaną krew demonów. Żeby sprawdzić, czy to ta sama, żeby
się upewnić – ale przede wszystkim żeby poczuć po raz drugi w życiu to, co dane
mi było tak dawno…
W ich żyłach płynęła krew czarna jak heban, jak najciemniejsza
bezksiężycowa noc. Czy to możliwe, żeby ta dziewczyna miała ich krew? Ten
rodzaj magii był zakazany, ale właśnie dlatego ja zajmowałem się czarną magią.
W tej dziedzinie diabelska krew była niemal najcenniejszym składnikiem, a
jednocześnie najtrudniejszym do zdobycia. Nawet te demony, które były pod moim
panowaniem nie zgodziłyby się do użycia ich krwi, była to dla nich zbyt duża
świętość, jak na ironię.
Kiedy się odezwała, z największym wysiłkiem znów podniosłem wzrok
na jej twarz. Trudno powiedzieć, czy była szczera, zbyt krótko jeszcze
przebywałem w jej towarzystwie, żeby móc to jasno określić. Dlatego
postanowiłem założyć, na potrzeby chwili, że mówi prawdę. W końcu sam i tak
wszystkiego się dowiem z biegiem czasu. A więc pierwszy raz? Co tu się do
cholery dzieje? Nigdy nie słyszałem o czymś takim. To nie może być…
Pochłonięty gorączkowym rozmyślaniem, straciłem czujność i
gwałtowny impuls magii zarejestrowałem bardzo późno. Coś kotłowało się w
powietrzu, ale wcześniej nie zwróciłem na to uwagi. Kiedy poczułem palący ból
dłoni, jakbym dotykał żywego ognia, gwałtownie cofnąłem rękę, puszczając
nadgarstek dziewczyny zanim zdążyłem pomyśleć. To był instynkt, odruch
bezwarunkowy. Syknąłem cicho, po czym rozmasowałem wciąż bolącą rękę niosącą
ślady czaru – być może przypadkowo przez nią rzuconego, ale jeśli nie to miała
poważne problemy – drugą dłonią. Spojrzałem na nią wściekle. To się nie
zdarzało, nikt w królestwie nie mógłby powiedzieć, że rzucił na mnie zaklęcie
powodujące ból albo naginający moją wolę. Każdy, kto to zrobił był już zbyt
martwy, aby o tym opowiadać.
— A jak mam się z tobą obchodzić? Oczekujesz ode mnie ojcowskiej
czułości i delikatności, poklepania po ramieniu i zapewnienia, że będzie
dobrze? Nigdzie nie dojdziesz taką drogą, a ja nie mam czasu ani zamiaru
traktować cię jak dziecka którym najwidoczniej jeszcze jesteś — odpowiedziałem,
nie siląc się na spokój. Rozdrażnienie ostatnich kilkudziesięciu minut
spędzonych z dziewczyną zaczęło się we mnie kumulować i nie mogła go
zrekompensować nawet diabelska krew w jej żyłach.
Nie patrzyłem na krew, nie mogłem zdradzić się z tym, jak na mnie
działa. Nie mogła wiedzieć, jak potężnym jest narkotykiem, jak wzmacnia Moc i
jaką potęgę daje człowiekowi, który ją pije. Ale wciąż ją czułem i coraz ciężej
przychodziło mi ignorowanie tego. Przełknąłem cicho ślinę, czując jak zbiera
się jej coraz więcej w ustach. Moje ślinianki doskonale reagowały na metaliczną
woń, co w tym momencie było poważnym utrudnieniem. Na szczęście dziewczyna
zaczęła gadać i nie zwracała na mnie zbyt dużej uwagi, więc pewnie niczego
dziwnego nie zauważyła – poza tym byłem mistrzem w kłamstwach i udawaniu, czyż
nie?
Jeśli nie kłamała, działo się z nią to, o czym początkowo
myślałem. Tracenie świadomości i budzenie się w innym miejscu… Moc przejmuje
nad nią kontrolę. A kiedy weźmie ją całkiem w swoje objęcia, na nic mi się już
nie przyda, bo wtedy Moc będzie miała własną wolę, będzie zbyt nieokiełznana by
mogła mi się podporządkować. Będzie też bardziej niebezpieczna niż
rozpieszczona, rozkapryszona księżniczka która nie jest do końca świadoma tego,
co w sobie niesie.
Zakręciło mi się w głowie i w końcu zerknąłem na krew, tylko
kątem oka, ale spojrzenie uciekło na krótką sekundę. Pragnąłem jej. Ten, kto
raz spróbował, już nigdy nie może być wolny. Czułem mrowienie w opuszkach
palców, słyszałem chory szept w głowie nakazujący spróbować.
W tej chwili mógłbym po raz podziękować dziewczynie za to, że się
odezwała. Proszący ton wywołał bezczelny uśmiech na mojej twarzy. Uwielbiam,
kiedy moja ofiara to robi. Kiedy prosi o pomoc albo o zlitowanie się i szybką
śmierć. Wtedy jeszcze bardziej cieszy mnie przedłużanie tej męczarni. Bo gdy
ktoś o wielkiej dumie zniża się do błagania, oznacza to iż jest na skraju
wytrzymałości. Moim zadaniem jest pokazać ofierze, jak wiele cierpienia może
znieść zwykły człowiek, jak mocno można przesunąć tą granicę.
Wątpliwe, żeby dziewczyna w tej chwili była w tym stanie. I mimo
wszystko, zasklepienie rany leżało w moim interesie. Im mniej krwi spływającej
po jej ciele, tym mniejsza dla mnie pokusa. Im mniej utraci tego świętego
narkotyku, tym lepiej dla wszystkich, którzy szanują składniki do potężnych
zaklęć czarnej magii. Nie chciałem robić jej przysługi, a ona pewnie nigdy nie
zrozumie że robię to tylko dla siebie. Muszę wyglądać na przegranego i jakoś to
przełknąć. Z tak prostym zaklęciem nie było problemu nawet jeśli nie było obok
mnie żadnej z służących noszących szmaragd.
Wciąż się uśmiechając, podniosłem się wolno z miejsca i zrobiłem
jeden krok w stronę dziewczyny siedzącej przy stole. Znalazłem się tuż obok
niej. Złapałem jej dłoń, tym razem nie ściskając jej tak mocno i pociągnąłem ją
w górę, a kiedy wstała, nasze ciała dzieliły centymetry. Niektóre zaklęcia,
głównie uzdrawiające, potrzebowały bliskości fizycznej – tak jak wcześniej to
robiła Calista, tyle że ona leczyła na znacznie większą skalę. Poczułem na
swojej ręce krew, zabrakło mi tchu. Nie puszczając pokaleczonej dłoni
spojrzałem jej głęboko w oczy. Musiała zauważyć to, co chciałem jej pokazać i
to, czego nie zamierzałem. Chora żądza i głód. Wściekłość i chłód, które
mieszały się ze sobą w dziwnej kombinacji.
— En Haela aep Bloed* — westchnąłem, pozwalając mojej Mocy przepłynąć na dziewczynę.
Szczypała lekko skórę mojej dłoni, w której ją skumulowałem. Wdzierała się w
ciało dziewczyny, łączyła nas po raz kolejny na najbardziej intymnym poziomie,
jaki istniał dla dwóch magów. Drobne, liczne rany na wnętrzu jej dłoni zalepiły
się na naszych oczach, krew przestała się sączyć. W powietrzu pojawił się nikły
zapach ozonu.
Nie należałem do silnych magów, to bolało mocniej niż cokolwiek
na świecie. Ale miałem potęgę, o której nie śnili najpotężniejsi czarodzieje i
czarodziejki. Miałem też okrucieństwo, ostry umysł i jasność myślenia. Miałem
przebiegłość przekraczającą wszystkich w tym kraju, a być może również na
świecie. To sprawiało, ze stałem na szczycie, że byłem najważniejszą osobą w
Iudicium.
Puściłem dłoń księżniczki, ale wciąż czułem diabelską krew na
sobie. Ręka mi zadrżała niekontrolowanie. Odwróciłem się i odszedłem z powrotem
na swoje miejsce, zostawiając księżniczkę tak, jak stała. Więź wywołana
zaklęciem zniknęła
— Możliwe, że to na skutek twojego wcześniejszego pokazu –
mruknąłem pod nosem, bardziej do siebie niż do niej gdy usadowiłem się na
miejscu. Wróciłem myślami do tego, o czym mówiła wcześniej. — Uwolniłaś Moc,
być może przy każdej poważniejszej utracie kontroli dzieje się coś takiego…
Zdarzało ci się krwawić po którymś z takich napadów? Jeśli nie, to byłoby
bardzo prawdopodobne. Gorzej, jeśli to pierwszy raz… Mogła zajść trwała zmiana —
mówiłem dalej nieco spokojniejszym głosem, a spojrzenie zawiesiłem gdzieś w
przestrzeni przed sobą. — Nigdy nie słyszałem o czymś takim.
Zapadła cisza, a ja podniosłem na nią spojrzenie
— Zdałem twój test? — zapytałem bezczelnie, uśmiechając się
drapieżnie. Na myśli miałem oczywiście przedsmak lekcji, o którym wcześniej
mówiła.
*En Haela aep Bloed – „lekarstwo w krwi”
