Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
19.

Spojrzałem w dół, ponownie, na nienaturalny odcień krwi spływający teraz całkiem obficie i kapiący na blat stołu. Przeszyło mnie bolesne poczucie marnotrawstwa czegoś tak… mrocznego. Metaliczny zapach stał się tak mocno wyczuwalny, że w pewnym momencie zacząłem się bać, że nie opamiętam się i zwyczajnie zliżę jej krew z przedramienia, a później te krople, które spłynęły na blat. Że nie powstrzymam się przed zasmakowaniem tego, co tak bardzo przypominało zakazaną krew demonów. Żeby sprawdzić, czy to ta sama, żeby się upewnić – ale przede wszystkim żeby poczuć po raz drugi w życiu to, co dane mi było tak dawno…
W ich żyłach płynęła krew czarna jak heban, jak najciemniejsza bezksiężycowa noc. Czy to możliwe, żeby ta dziewczyna miała ich krew? Ten rodzaj magii był zakazany, ale właśnie dlatego ja zajmowałem się czarną magią. W tej dziedzinie diabelska krew była niemal najcenniejszym składnikiem, a jednocześnie najtrudniejszym do zdobycia. Nawet te demony, które były pod moim panowaniem nie zgodziłyby się do użycia ich krwi, była to dla nich zbyt duża świętość, jak na ironię.
Kiedy się odezwała, z największym wysiłkiem znów podniosłem wzrok na jej twarz. Trudno powiedzieć, czy była szczera, zbyt krótko jeszcze przebywałem w jej towarzystwie, żeby móc to jasno określić. Dlatego postanowiłem założyć, na potrzeby chwili, że mówi prawdę. W końcu sam i tak wszystkiego się dowiem z biegiem czasu. A więc pierwszy raz? Co tu się do cholery dzieje? Nigdy nie słyszałem o czymś takim. To nie może być…
Pochłonięty gorączkowym rozmyślaniem, straciłem czujność i gwałtowny impuls magii zarejestrowałem bardzo późno. Coś kotłowało się w powietrzu, ale wcześniej nie zwróciłem na to uwagi. Kiedy poczułem palący ból dłoni, jakbym dotykał żywego ognia, gwałtownie cofnąłem rękę, puszczając nadgarstek dziewczyny zanim zdążyłem pomyśleć. To był instynkt, odruch bezwarunkowy. Syknąłem cicho, po czym rozmasowałem wciąż bolącą rękę niosącą ślady czaru – być może przypadkowo przez nią rzuconego, ale jeśli nie to miała poważne problemy – drugą dłonią. Spojrzałem na nią wściekle. To się nie zdarzało, nikt w królestwie nie mógłby powiedzieć, że rzucił na mnie zaklęcie powodujące ból albo naginający moją wolę. Każdy, kto to zrobił był już zbyt martwy, aby o tym opowiadać.
— A jak mam się z tobą obchodzić? Oczekujesz ode mnie ojcowskiej czułości i delikatności, poklepania po ramieniu i zapewnienia, że będzie dobrze? Nigdzie nie dojdziesz taką drogą, a ja nie mam czasu ani zamiaru traktować cię jak dziecka którym najwidoczniej jeszcze jesteś — odpowiedziałem, nie siląc się na spokój. Rozdrażnienie ostatnich kilkudziesięciu minut spędzonych z dziewczyną zaczęło się we mnie kumulować i nie mogła go zrekompensować nawet diabelska krew w jej żyłach.
Nie patrzyłem na krew, nie mogłem zdradzić się z tym, jak na mnie działa. Nie mogła wiedzieć, jak potężnym jest narkotykiem, jak wzmacnia Moc i jaką potęgę daje człowiekowi, który ją pije. Ale wciąż ją czułem i coraz ciężej przychodziło mi ignorowanie tego. Przełknąłem cicho ślinę, czując jak zbiera się jej coraz więcej w ustach. Moje ślinianki doskonale reagowały na metaliczną woń, co w tym momencie było poważnym utrudnieniem. Na szczęście dziewczyna zaczęła gadać i nie zwracała na mnie zbyt dużej uwagi, więc pewnie niczego dziwnego nie zauważyła – poza tym byłem mistrzem w kłamstwach i udawaniu, czyż nie?
Jeśli nie kłamała, działo się z nią to, o czym początkowo myślałem. Tracenie świadomości i budzenie się w innym miejscu… Moc przejmuje nad nią kontrolę. A kiedy weźmie ją całkiem w swoje objęcia, na nic mi się już nie przyda, bo wtedy Moc będzie miała własną wolę, będzie zbyt nieokiełznana by mogła mi się podporządkować. Będzie też bardziej niebezpieczna niż rozpieszczona, rozkapryszona księżniczka która nie jest do końca świadoma tego, co w sobie niesie.
Zakręciło mi się w głowie i w końcu zerknąłem na krew, tylko kątem oka, ale spojrzenie uciekło na krótką sekundę. Pragnąłem jej. Ten, kto raz spróbował, już nigdy nie może być wolny. Czułem mrowienie w opuszkach palców, słyszałem chory szept w głowie nakazujący spróbować.
W tej chwili mógłbym po raz podziękować dziewczynie za to, że się odezwała. Proszący ton wywołał bezczelny uśmiech na mojej twarzy. Uwielbiam, kiedy moja ofiara to robi. Kiedy prosi o pomoc albo o zlitowanie się i szybką śmierć. Wtedy jeszcze bardziej cieszy mnie przedłużanie tej męczarni. Bo gdy ktoś o wielkiej dumie zniża się do błagania, oznacza to iż jest na skraju wytrzymałości. Moim zadaniem jest pokazać ofierze, jak wiele cierpienia może znieść zwykły człowiek, jak mocno można przesunąć tą granicę.
Wątpliwe, żeby dziewczyna w tej chwili była w tym stanie. I mimo wszystko, zasklepienie rany leżało w moim interesie. Im mniej krwi spływającej po jej ciele, tym mniejsza dla mnie pokusa. Im mniej utraci tego świętego narkotyku, tym lepiej dla wszystkich, którzy szanują składniki do potężnych zaklęć czarnej magii. Nie chciałem robić jej przysługi, a ona pewnie nigdy nie zrozumie że robię to tylko dla siebie. Muszę wyglądać na przegranego i jakoś to przełknąć. Z tak prostym zaklęciem nie było problemu nawet jeśli nie było obok mnie żadnej z służących noszących szmaragd.
Wciąż się uśmiechając, podniosłem się wolno z miejsca i zrobiłem jeden krok w stronę dziewczyny siedzącej przy stole. Znalazłem się tuż obok niej. Złapałem jej dłoń, tym razem nie ściskając jej tak mocno i pociągnąłem ją w górę, a kiedy wstała, nasze ciała dzieliły centymetry. Niektóre zaklęcia, głównie uzdrawiające, potrzebowały bliskości fizycznej – tak jak wcześniej to robiła Calista, tyle że ona leczyła na znacznie większą skalę. Poczułem na swojej ręce krew, zabrakło mi tchu. Nie puszczając pokaleczonej dłoni spojrzałem jej głęboko w oczy. Musiała zauważyć to, co chciałem jej pokazać i to, czego nie zamierzałem. Chora żądza i głód. Wściekłość i chłód, które mieszały się ze sobą w dziwnej kombinacji.
En Haela aep Bloed* — westchnąłem, pozwalając mojej Mocy przepłynąć na dziewczynę. Szczypała lekko skórę mojej dłoni, w której ją skumulowałem. Wdzierała się w ciało dziewczyny, łączyła nas po raz kolejny na najbardziej intymnym poziomie, jaki istniał dla dwóch magów. Drobne, liczne rany na wnętrzu jej dłoni zalepiły się na naszych oczach, krew przestała się sączyć. W powietrzu pojawił się nikły zapach ozonu.
Nie należałem do silnych magów, to bolało mocniej niż cokolwiek na świecie. Ale miałem potęgę, o której nie śnili najpotężniejsi czarodzieje i czarodziejki. Miałem też okrucieństwo, ostry umysł i jasność myślenia. Miałem przebiegłość przekraczającą wszystkich w tym kraju, a być może również na świecie. To sprawiało, ze stałem na szczycie, że byłem najważniejszą osobą w Iudicium.
Puściłem dłoń księżniczki, ale wciąż czułem diabelską krew na sobie. Ręka mi zadrżała niekontrolowanie. Odwróciłem się i odszedłem z powrotem na swoje miejsce, zostawiając księżniczkę tak, jak stała. Więź wywołana zaklęciem zniknęła
— Możliwe, że to na skutek twojego wcześniejszego pokazu – mruknąłem pod nosem, bardziej do siebie niż do niej gdy usadowiłem się na miejscu. Wróciłem myślami do tego, o czym mówiła wcześniej. — Uwolniłaś Moc, być może przy każdej poważniejszej utracie kontroli dzieje się coś takiego… Zdarzało ci się krwawić po którymś z takich napadów? Jeśli nie, to byłoby bardzo prawdopodobne. Gorzej, jeśli to pierwszy raz… Mogła zajść trwała zmiana — mówiłem dalej nieco spokojniejszym głosem, a spojrzenie zawiesiłem gdzieś w przestrzeni przed sobą. — Nigdy nie słyszałem o czymś takim.
Zapadła cisza, a ja podniosłem na nią spojrzenie
— Zdałem twój test? — zapytałem bezczelnie, uśmiechając się drapieżnie. Na myśli miałem oczywiście przedsmak lekcji, o którym wcześniej mówiła.

*En Haela aep Bloed – „lekarstwo w krwi”
------------------------------------------------------------------------------------