Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
2.



Starałam się nie zaprzątać swojej głowy niepotrzebnymi myślami. Pytania pokroju "Dlaczego?", bądź "Co by było gdyby?" nie dawały żadnego efektu, a jednak niejednokrotnie przyłapałam się na dobieraniu właściwych odpowiedzi do swoich niewiadomych. Normalnym był fakt, że zakorzenione w mojej głowie obawy, z dnia na dzień ewoluowały coraz bardziej, stając się nad wyraz niebezpieczne nie tylko dla mnie, ale i całego otoczenia. Nikomu źle nie życzyłam. Nie chciałam obwiniać swojej babki o przekleństwo, jakie nałożyła na moją osobę i z którym musiałam borykać się na co dzień. Nie była sobą. Postradała rozum; najzwyczajniej w świecie przeceniła swoje magiczne zdolności, czego skutkiem było popadnięcie w objęcia czystego szaleństwa i obłędu. Próbowałam patrzeć na przeszłość sprawiedliwym okiem, jak przystało na  osobę, w której żyłach płynęła iście błękitna, królewska krew. Czasem jednak, gdy kompletnie milczałam, a myśli puszczałam wolno, pozwalając stworzyć im bolesny splot wspomnień, coś wewnątrz mnie pękało. Gruby mur opadał, a ja z niechęcią odnajdywałam w sobie rosnący do babki żal. Negatywne uczucie, które za wszelką cenę chciałam z siebie wykorzenić; pozbyć się go i móc w spokoju żyć, bez obawy o zadanie komuś krzywdy oraz cierpienia.
Silne emocje były dla mnie niebezpieczne, dlatego skrupulatnie starałam się ich unikać. Nie potrafiłam zapanować nad swoim przekleństwem/darem, toteż między innymi dlatego, ostatnie trzy lata, spędziłam odizolowana od wszelkiego społeczeństwa. Sama pośród grubych, kamiennych murów, których magiczne zdolności miały skupić wszelką złą aurę wewnątrz i tym samym uchronić moje królestwo od klęski. Przez tak długi okres czasu nie miałam najmniejszego towarzystwa, jedynie raz na jakiś czas jeden z odważnych posłańców mego ojca, pojawiał się, by wyręczyć listy od utęsknionych rodziców, którzy z całych sił starali się, by w moim "nowym domu" niczego mi nie brakowało. Przyzwyczaiłam się do samotności, pogodziłam się z faktem bycia niebezpieczną dla innych ludzi, dlatego też wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy obudziłam się w kompletnie obcym mi miejscu. Nie miałam zielonego pojęcia jak się tam znalazłam, ani gdzie byłam. Nagła panika oraz dogłębne skołowanie, naturalnie nie mogły skończyć się bezproblemowo.
Dlatego też stałam teraz przed jakąś kompletnie obcą mi dziewczyną (po stroju mogłam wnioskować, iż była tutejszą służącą) i zawstydzona przepraszałam za zdemolowanie niemalże całej komnaty, w jakiej dane było mi się obudzić. W pierwszym odruchu chciałam ją prosić, by się mnie nie bała, utwierdzić, że nic jej nie zrobię, aczkolwiek prędko zorientowałam się, iż ciemnowłosa nie wyglądała na szczególnie przerażoną, tym co zastała po wejściu do środka. Wręcz przeciwnie, jej twarz, choć spokojna, to w szmaragdowych oczach dostrzegałam coś niebezpiecznie silnego; dziką fascynację.
- Proszę się nie martwić zniszczeniami - jedwabisty głos sprawił, że nieco uspokoiłam swoje zszargane nerwy. - Musi panienka czuć się zagubiona, więc proszę pozwolić mi na oficjalne powitanie księżniczki w zamku króla Hav'careena, władcy Iudicium.
Nie wykrztusiłam z siebie żadnej konkretnej odpowiedzi. Jedyne co byłam w stanie zrobić, to nieco otworzyć usta i zamrugać parokrotnie oczami, by upewnić się, że na pewno nie śnię. Dziewczyna wypowiedziała owe słowa tak uprzejmym i pełnym szacunku głosem, jakby kompletnie nie zdawała sobie sprawy z burzliwej przeszłości, jaka łączyła Mareaurę (zabij mnie, ni cholery nie ogarniam jak się odmienia ;-;) z tymże krajem. Żołądek zawiązał mi się w nieprzyjemny supeł, a paskudne opowieści mego nauczyciela, który skrupulatnie przedstawiał mi wszelkie sytuacje polityczne królestwa, odbiły się bolesnym echem w czaszce.
- Przepraszam, ale musiało zajść jakieś nieporozumienie - zmarszczyłam nieco czubek nosa, zaciskając nerwowo palce na materiale swojej potarganej sukni. - Niemożliwe żebym...
- Proszę się o nic nie martwić - kobieta wręcz bezczelnie wcięła mi się w słowo, nie spuszczając z twarzy tego sztucznie uprzejmego uśmiechu. - Król wszystko panience objaśni. Nim jednak dojdzie do spotkania, nalegam by księżniczka wzięła kąpiel i przebra...
- Z całym szacunkiem, nie widzę najmniejszych powodów do tak uroczystego strojenia się na to spotkanie - tym razem to ja jej przerwałam, czując jak wzrasta we mnie irytacja. Nie byłam tutaj z własnych pobudek, a tym bardziej dla niczyjej przyjemności. Chciałam jedynie czym prędzej uzyskać wyjaśnienia i odkręcić to przedziwne nieporozumienie.
Sądziłam, że służka będzie oponować, jednak kiwnęła jedynie głową i rzuciła ciche "Proszę za mną". Tak też uczyniłam, wiernie dotrzymując jej kroku. Gdy przedzierałyśmy się przez długie, wąskie korytarze, pogrążone w odrażającym mroku, pomyślałam sobie, że wszelkie historie dotyczące tego miejsca były prawdziwe. Królestwo kości i cienia - tak mówili ludzie z okolicznych wiosek. Miałam złudne nadzieje, że być może plotki dotyczące samego władcy Iudicium okażą się być zwykłą obłudą. Takim krajem mógł dowodzić jedynie ktoś o podobnym usposobieniu i charakterze, jakie odzwierciedlało to mroczne miejsce.
Zatrzymawszy się przed ogromnych rozmiarów wrotami, sięgającymi wysokiego sufitu o łukowatych sklepieniach, poczułam wzrastający niepokój, ale jednocześnie irytację. Bałam się tego, co może mnie spotkać po przekroczeniu progu sali tronowej, aczkolwiek z drugiej strony denerwował mnie fakt, że musiałam czekać, aż zostanę łaskawie wpuszczona do środka; zupełnie jakbym była tu z własnej nieprzymuszonej woli i miała jakąś osobistą sprawę do króla Hav'careena. Na całe szczęście moja niepewna sytuacja nie trwała zbyt długo, gdyż po upłynięciu jakiś pięciu minut, ciężkie wrota rozwarły się przede mną otworem. Kolejna służka, stojąca w progu, skłoniła mi delikatnie głowę, a następnie wskazała ręką ku wejściu, oznajmiając ciche "Król wyczekuje panienki". Złapałam kurczowo za krańce swej sukienki, bardziej się w ten sposób odstresowując, niżli mając na względzie nie podeptanie, i tak zmasakrowanej, kreacji. Nie chcąc okazać po sobie strachu, powolnym, acz pewnym krokiem, weszłam do ogromnej sali, pogrążonej w tej samej ciemności co i reszta zamku. Wystrój był względnie ubogi, jednak widok drogiego dywanu o krwistoczerwonym odcieniu, z domieszkami złotych ozdobników, zdawał się krzyczeć o pysze jeszcze bardziej, niżli wystawienie wszystkich skarbów królestwa na widoku. Do tego dochodził ogrom pomieszczenia, a także niebotycznie wysoki tron, mający na celu zaznaczenie majestatu pana, którego przysłowiowe cztery litery, spoczywały na zimnym kamieniu, z jakiego był wykonany.
Na usta cisnął mi się pobłażliwy uśmiech, jednak stanowczo go w sobie stłumiłam. To nie był czas na zbędne uszczypliwości i wymianę głośno swoich osobistych zdań. Zatrzymałam się tuż pod stopniami prowadzącymi do wejścia na tron, a następnie ukłoniłam się wdzięcznie, tak jak uczono mnie od dziecka. Ułożyłam dłonie z przodu sukni, tworzą z nich delikatny koszyczek, i wlepiłam intensywne spojrzenie prosto w twarz właściciela owych włości. Musiałam przyznać, że król Hav'careen robił niemałe wrażenie samą swoją aparycją. Miał groźnie wyglądającą twarz, a sposób w jaki odwzajemniał mój twardy wzrok, powodował, że czułam się coraz mniejsza przed jego majestatycznym obliczem. Chłód niebiesko-zielonych tęczówek przenikał do najmniejszej kości, każdego nerwu w ciele, a pewna siebie postawa krzyczała głośno o jego przewadze nad moją osobą. Po samym jego spojrzeniu mogłam wywnioskować, że ku moim wszelkim zapewnieniom, nie pojawiłam się tam przypadkiem.
- Wasza wysokość - wydobyłam z siebie krztę szacunku, siląc się nawet na wymuszony uśmiech. - Byłabym niezwykle wdzięczna za wyjaśnienie tej absurdalnej sytuacji - choć głos miałam delikatny i niewinny, to można było wyczuć namacalną irytację, a także sarkazm. Mimo swego pozornie nieszkodliwego wyglądu, nie byłam osobą, która pozwoliła sobą pomiatać jak komu się podobało. Znałam swoje prawa, miałam królewską dumę i wiedziałam, że aby wytrwać w toksycznym świecie władzy oraz obelżywości, należy być człowiekiem ze stali.
------------------------------------------------------------------------------------