Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
3.



Nie starałem się doszukać gdzieś w głębi siebie ciekawości wyglądu księżniczki. Interesował mnie tylko jej dar. Po prostu czekałem, choć do czekania nie byłem nawykły. To było kilkadziesiąt sekund, może kilka minut, kiedy służąca wyszła i zaprosiła do środka mojego nowego gościa. Przymusowego gościa. Kogoś, kogo w żadnym razie nie miałem zamiaru traktować z jakimś przywilejem, mimo że tym razem był to ktoś całkiem nieźle urodzony. Ale to tylko krew. To nie charakter ani nie siła, to nie determinacja ani nie potęga. To tylko zbieg okoliczności, gdzie się urodziłeś. Nikt, kto nie był potężny nie mógł mi w żaden sposób zaimponować. Córka, te same geny. Tchórzliwe państwo położone w łagodnym klimacie, gdzie królowie tylko tyli i oddawali się coraz liczniejszym rozpustom.
W końcu moim oczom ukazała się księżniczka Maraeury. Odziana w beznadziejnie zniszczoną sukienkę, co zaalarmowało we mnie od razu brak szacunku i pogardę z jej strony. Miała szaty, niezliczoną ilość kreacji w licznych garderobach, ale postanowiła pokazać się przede mną w wytartych łachach jak kobieta żebrząca o okruchy zgniłego chleba na ulicach, a nie księżniczka posiadająca destrukcyjną moc. Kiedy szła, pozwoliłem sobie na przyglądnięcie się jej. Dokładne. Moje czuje spojrzenie wychwyciło od razu kilka drobnych detali, które od razu zaważyły na całości postrzegania jej. Nie tylko obszarpana sukienka, ale też drobna postura, szerokie biodra, których oczekuje się od dojnych krów mających zapewnić liczne potomstwo i przedłużenie linii jakiemuś zblazowanemu staremu królowi mniej znanego kraju. Bo przecież była tylko kobietą i nie mogła dziedziczyć władzy w państwie. Zacięty wyraz twarzy sugerujący tępy upór. Dostojny krok, jak przystało na kogoś o takim pochodzeniu. A jednak wolny, jakby szła z ociąganiem i kazała mi tylko czekać, jakby chciała żebym napatrzył się na nią zanim dojdzie do prawdziwej konfrontacji. Przyzwyczajona do posłuchu, pusta laleczka wychowana w gronie usługujących jej służek i dam dworu. Do adoratorów prawiących jej liczne komplementy, kiedy wszystko czego chcieli to władza jaką mógł zapewnić taki mariaż.
Nie powstrzymałem jadowitego uśmiechu, który powoli wślizgnął się na moje usta. Był przyprawiający o dreszcze, raczej upiorny i nie wróżący niczego dobrego. Patrzyłem na nią z góry, kiedy zatrzymała się i ukłoniła jak na księżniczkę przystało. A jednak, może czegoś jej tam nauczyli. Tyle że gapiła się na mnie bez odwracania wzroku. Sam również nie przenosiłem go nigdzie na bok, wciąż patrzyłem na nią tym samym, chłodnym spojrzeniem. Nie ruszałem się i oddychałem bardzo cicho, musiałem wyglądać jak posąg wykuty z kamienia a nie żywa osoba z bijącym sercem. Być może ono było już z kamienia.
Miała ładną twarz o szlachetnych rysach. Ale piękno jej się tutaj na nic nie przyda. Jeśli okaże się słaba i nie będzie umiała dostosować się do mojej woli, nie zostanie tu dłużej niż to konieczne. Mówiąc „tu” miałem oczywiście na myśli „na tym świecie”. Nie będę musiał jej zabijać. Jej destrukcyjne możliwości pożrą ją od środka kawałek po kawałku. Ale postanowiłem jej póki co tego nie mówić. Cisza się przedłużała, ale czerpałem z niej radość jako ta strona, która wie więcej i rozumie całość sytuacji, podczas gdy dziewczyna nie widziała nie mogła rozumieć nawet skrawka tego, co się dzieje mimo że była główną osią wydarzeń
— Spieszę z wyjaśnieniami, księżniczko — wycedziłem wreszcie przez zaciśnięte zęby w odpowiedzi na jej słowa. — Jesteś na zamku królewskim Iudicium. Zamieszkasz tu, mam wobec ciebie plany i jako twój nowy władca wymagam od ciebie posłuszeństwa — mówiłem dalej tym samym złym, cichym głosem, który ciął powietrze jak najlepsza stal.
Mogę zdenerwować ten pojemnik na moc, który stał przede mną, mogę sprowokować ją do wybuchu. Choć nie odrywałem wciąż przenikliwego wzroku od dziewczyny, wiedziałem, że w cieniu przy drzwiach stoi ta służąca, która wcześniej zaprosiła księżniczkę do środka. Moja najlepsza pomoc. Kiedy tu stała, nie musiałem obawiać się niekontrolowanych wybuchów złości dziewczyny i jej niemożności zapanowania nad magią, która tłoczyła się w niej nawet teraz.
Czułem ją. Pulsowała od drobnej sylwetki dziewczyny, pierwotna, potężna mimo że teraz jeszcze uwięziona. Zniewalająca, mimo że ukryta i tłumiona. Czułem ją całym ciałem i pragnąłem ją mieć dla siebie, chociaż wiedziałem, że nigdy nie będzie prawdziwie moja, nigdy nie będzie wypełniać moich żył i płynąć ode mnie, tylko przeze mnie. Ale wykorzystam ją. Tak, jak wykorzystuję moc demonów.
       — Miło chyba znów widzieć żywych ludzi po tak długiej przerwie? — zapytałem z pozoru niewinnie po krótkiej pauzie. I mój uśmiech poszerzył się jeszcze znacznie, rysując na mojej twarzy dość upiorny obrazek.
Delikatnie dałem jej znać, że wiem o niej niemal wszystko, tak samo jak o tej całej sytuacji, podczas gdy ona nie ma pojęcia o niczym. Podkreśliłem ledwo zauważalnie, że to ja tutaj rządzę. Bo o tym, że księżniczka była więziona przez trzy lata wiedzieli nieliczni nawet w samej Mareaurze.
Spojrzenie miała twarde jak stal. To powodowało, że jeszcze bardziej chciałem ją złamać.
------------------------------------------------------------------------------------