Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
23.

Chciałem sprawdzić jej kondycję, trochę ją zmęczyć i zagrać na nerwach, to wszystko prawda. Ale przede wszystkim chciałem wreszcie zacząć naukę, choć tego nie mogłem jej powiedzieć od razu wprost. Musiała być zaskoczona, to musiało wyglądać tak, jakbym chciał jej tylko pokazać laboratorium i punkt widokowy, które znajdowały się na szczycie smukłej, wysokiej wieży górującej nad przepaścią i całą resztą zamku. Nigdy nie byłem zwolennikiem tradycyjnych, mało efektywnych nauk, wertowania ksiąg i wkuwania na pamięć formuł, reguł, zasad, doprawiając to wszystko mozolną nauką historii magii. Oczywiście, na to przychodził czas, każdy szanujący się mag powinien ją znać. Tyle że teraz nie miałem czasu, Cataleya nie miała czasu. To mogło jej zająć całe lata. Ja miałem nadzieję dzięki specjalnym technikom nauczyć jej kontroli w o wiele, wiele krótszym czasie. Kluczem był instynkt i wola przetrwania.
Na naukę przyjdzie jeszcze czas, pomyślałem i wróciłem myślami do tu i teraz. Mapę? A może od razu podsunąć pod nos księżniczce wszystkie tajemne przejścia i sekretne drogi wyjścia z zamku w awaryjnych sytuacjach, projektowane na oblężenia twierdzy podczas wojny? Prychnąłem pod nosem, co mogło wyglądać nawet tak, jakbym był jej słowami rozbawiony.
— Nikt nie chciałby abyś przypadkiem została złapana na zwiedzaniu tych części zamku, których nie powinnaś, prawda? Po co więc mapa? Wierzę w twoją zdolność zapamiętywania i w to, że szybko się nauczysz najważniejszych głównych korytarzy — odpowiedziałem, nie kryjąc sarkazmu, którym przesiąkły moje słowa.
Na szczęście bez dalszego gadania – chociaż nie bez kolejnych spojrzeń godnych małej, rozjuszonej kotki i wzdychania, ale przecież nie można mieć wszystkiego – skierowała się we wskazywany przeze mnie kierunek, to znaczy schodami do góry. Ruszyłem od razu za nią, zachowując tylko odstęp kilku stopni, głównie ze względu na ciągnącą się za jej stopami tkaninę rozkloszowanego dołu sukni. Zaczęliśmy się wspinać i niestety dość szybko dał o sobie znać charakterystyczny ból w skroniach, spowodowany wcześniejszym uleczeniem po wymagającym dużej ilości Mocy zaklęciu. Moje ciało wróciło do pełnej sprawności dzięki Caliście, ale pierwszy objaw migreny zbliżał się wielkimi krokami. I tylko coraz cięższy z każdym kolejnym stopniem oddech księżniczki był dziwnie satysfakcjonujący. Oczywiście mógłbym unieść nas na poziom najwyższej komnaty wieży, ale zdecydowanie nie chciałem tego robić. Wymagałoby to tylko mojego zmęczenia, mojego użycia czarów, bo dziewczyna nie była jeszcze na o gotowa. A nie zamierzałem być windą dla rozkapryszonej księżniczki.
Nie liczyłem stopni, ale byliśmy już grubo za połową, kiedy nagle idąca przede mną dziewczyną się poślizgnęła. Złapałem ją natychmiast, chociaż było to raczej instynktownym odruchem niż celową chęcią pomocy. Przez głowę przegalopowała tylko jedna paląca myśl. Puść ją. Ale nie, jeszcze nie teraz i nie tutaj. Szybko zamrugałem, starając się przywrócić do chłodnej obojętności, a ona w tym czasie ponownie stanęła na swoich własnych nogach zamiast używać mnie jako poduszki. Moje dłonie zacisnęły się na jej ramionach i przez koronkowy materiał poczułem ciepło jej skóry. Przypomniało mi to tylko niepotrzebnie o tym, jaka krew płynie jej żyłami.
Z trudem ugryzłem się w język, przyglądając się znów bardziej rozzłoszczonej księżniczce. Uniosłem brwi nieznacznie. Czy ona naprawdę myśli, że teraz się z nią będę droczył i bawił? Mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia.
— Zdaje się, że tobie brakuje manier jak na księżniczkę — odpowiedziałem, zaciskając mocniej zęby i wznawiając wspinaczkę. — Nie ma za co. Dawno byłabyś na dole gdybym tego chciał — mruknąłem pod nosem, starając się tym zwrócić jej uwagę na fakt, że ją złapałem i pomogłem jej ustać. Pewnie mnie nie usłyszała, po wystrzeliła jak z procy w górę. Nie liczyłem jednak na żadne podziękowania. Robiłem to bo była mi potrzebna, nie dlatego że chciałbym ją chronić.
Gdy wszedłem na górę, na ostatni stopień i na platformę pomieszczenia znajdującego się na wieży, dziewczyna już tam była. Oddychała ciężko, ale nie patrzyła na mnie. Jakby zawartość pomieszczenia była bardziej szokująca.
Znajdowały się tu stalowe, lśniące nieskazitelnie blaty, na których stały najróżniejsze przybory do ważenia eliksirów i rzucania zaklęć wymagających składników i skomplikowanych inkantacji. Na wysokich po sam sufit półkach znajdowały się właśnie składniki, starannie wyselekcjonowane i poukładane przeze mnie samego w skomplikowanej choć logicznej kolejności. Znajdowały się tam najróżniejsze próbki krwi wielu zwierząt, ludzi i potworów, szczelnie zamknięte w szklanych, bardzo drogich probówkach. Były pazury, zęby, skóry i najróżniejsze fragmenty ciał rzadkich bestii i zwierząt, ale także zakonserwowane, pływające w wielkich słojach. Były suche rośliny i zioła, zebrane na jednej z komód, a także wiszące za ogonki na ściennie – te dopiero przechodziły proces suszenia. W kącie stały wszelkie możliwe pierwiastki metali, ale też gazów szlachetnych i cieczy. Poza tym były tu jeszcze dziesiątki a może setki innych rzeczy, nie mniej dziwnych lecz nieprzypadkowych. Zbiory prowadziłem odkąd pamiętam i nikt nie miał wstępu do tego pomieszczenia, nikt poza mną i moimi uczniami. Tak się zdarzyło, że Cataleya była pierwsza.
— Witam w moim osobistym gabinecie — odezwałem się, stając za jej plecami pośrodku okrągłego pokoju o średnicy nie większej niż  piętnaście metrów. — A teraz zapraszam na taras widokowy, później sobie popatrzysz — dodałem jeszcze, starając się zachować neutralny ton głosu, chociaż czułem, jak wzbiera we mnie ekscytacja. Nie mogłem się doczekać.
Tym razem przepuściłem ją w drzwiach i za nią wyszedłem na szeroki balkon. Widok, który się stąd rozpościerał, mógł zaprzeć dech w piersiach, mógł to też zrobić porywisty wiatr, który na tej wysokości naprawdę szalał. Zbliżał się zachód słońca i niebo zabarwiło się na ciepłe kolory, tuż przy linii gór było wręcz wściekle czerwone, a im wyżej w nieboskłon, tym bardziej przechodziło w pomarańcz, aż do bladoniebieskiego. Znałem ten widok, był imponujący ale byłem tu zbyt często, żeby za każdym razem zachwycać się pięknem swojej ziemi. Dlatego skorzystałem z okazji, ze dziewczyna się rozglądała i podszedłem do niej po raz kolejny, na sam skraj niezagrodzonego żadną balustradą balkonu.
Z trudem łapałem oddech – ekscytacja i niecierpliwość brały nade mną górę. Zdawałem sobie sprawę, że moje oczy płoną żywym ogniem, a usta rozciąga szeroki, nie zwiastujący niczego dobrego uśmiech. Objąłem ją delikatnie, korzystając z elementu zaskoczenia i niemal przycisnąłem usta do jej ucha. Wiatr smagał nas niczym bicz, ale moje serce biło zbyt szybko żebym mógł zważyć na coś innego niż to, co chciałem zrobić.
— Teraz kolej na test dla ciebie, księżniczko. Uwierz, że magia pozwoli ci się zatrzymać, tylko ją wyzwól i zapanuj nad tym. Tu jest naprawdę daleko do skał w dole przełęczy — szepnąłem do jej ucha drżącym z podekscytowania głosem. A później odsunąłem się od niej i gwałtownym gestem wepchnąłem ją prosto w pustkę, poza granicę tarasu.
Nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy w chwili, kiedy straciła oparcie dla stóp. Nigdy.
Drżałem. Dopadłem do brzegu balkonu. Terapia szokowa. Instynkt i wola przetrwania, jak mówiłem. W razie gdyby nie dała sobie rady, umiałem ją złapać. Na dole, w swojej komnacie czekała Calista, najpotężniejszy z demonów w moim posiadaniu. Poczułem mrowienie na koniuszkach palców, czułem przepływającą Moc.
Ciało księżniczki spadało w przepaść, a wiatr porwał jej krzyk.
No i jak, mała? Poradzisz sobie z tym?
------------------------------------------------------------------------------------