Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
26.

Negatywne uczucia piętrzyły się, splatały w jeden wielki chaos, który nie potrafił opuścić moich pulsujących skroni. Gromadząca się pomiędzy naszą dwójką moc falowała niebezpiecznie i pulsowała w każdej komórce ciała. Zacięte wyrazy twarzy i morderczo skrzyżowane spojrzenia nie oznaczały niczego dobrego, przynajmniej nie z mojej strony. Obłęd po raz kolejny mógł wziąć nade mną górę, pozbawić wszelkich zdrowych zmysłów. Nie potrafiłam jednak opanować burzy emocji, jaka budziła się wewnątrz mnie. Wystarczył mi sam widok twarzy króla Eirika, by poczuć jak dłonie zaczynają niekontrolowanie drżeć, a usta zaciskają się w wąska linię, niemalże siniejąc. To nieprawdopodobne, że jedna osoba potrafiła mieć na mnie tak negatywny wpływ. Chyba jeszcze nikt nigdy nie potrafił doprowadzić mnie do tak krytycznego stanu; zostałam pozbawiona wszelkiej cierpliwości, której nigdy mi nie brakowało.
Zamarłam w kompletnym bezruchu, gdy poczułam na swoim nadgarstku żelazny uścisk dłoni blondyna. Jego dotyk bolał, palił żywym ogniem, jakby zamierzał wydrążyć bolesne dziury w delikatnej skórze. Czułam jego falującą od złości moc i dostrzegałam jawną furię w niebiesko-zielonych oczach. Nie zdziwiłabym się, gdybym za karę została potraktowana jakimś paskudnym zaklęciem; po jego wyrazie twarzy widziałam jak bardzo walczył ze sobą by nie wybuchnąć. Ten mężczyzna zdecydowanie nie lubił niesubordynacji, oczekiwał ślepego posłuszeństwa i widocznie nie potrafił pogodzić się z mym buntowniczym zachowaniem. Prawdopodobnie mało kto miał odwagę mu się przeciwstawić, nie wspominając o podniesieniu na niego dłoni. Założę się, że nie doświadczył tego upokorzenia nawet od strony kobiety.
- Nie wystarczy, że boje się sama siebie?! - warknęłam nieco podłamanym głosem, marszcząc gniewnie brwi. Nie podobało mi się to co usłyszałam z ust władcy, brzmiał jakby zmierzał zrobić z mojego piekła jeszcze większy koszmar. - To ma być ten genialny plan okiełznania mojej magii? - prychnęłam, jak tylko puścił mą dłoń. Rozmasowałam obolały nadgarstek, choć w porównaniu do uścisku z jadalni, ten był niezwykle delikatny. Coraz bardziej żałowałam swej decyzji pozostania tutaj i pozwolenia temu ignorantowi na traktowanie mnie w ten sposób. Moje życie zależało teraz od egoistycznego choleryka, który złościł się na najmniejszy sprzeciw wobec jego despotycznej osoby. Nie byłam przyzwyczajona do takiego traktowania od strony innych, zwłaszcza mężczyzn. Zawsze okazywano mi jawny szacunek i obchodzono się jak z porcelanową laleczką; adorowano mnie i komplementowano. W życiu nie otrzymałam tak wielkiego znieważenia od jednej przeklętej osoby. Nie wymagałam, by król Eirik traktował mnie jak wysokiej wagi gościa, gdyż wiedziałam, że nigdy to nie nastąpi. Ponadto jego charakter nie pozwoliłby na jakiekolwiek uniżenie się wobec mnie, ale na Boga, czy nikt nie nauczył go żadnych manier? Prawdziwy władca powinien potrafić pokazać się w dobrym świetle, zwłaszcza przy kobiecie.
- Nie wiem co się stało - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, gdy napotkałam jego zmęczone spojrzenie. Wyglądał na wyraźnie niepocieszonego rezultatem swego szalonego eksperymentu; skarcił mnie jak początkującego ucznia, który przyszedł nieprzygotowany na zapowiedziany egzamin. Irytowało mnie to. Jak można było być tak obojętnym, gdy chodziło o życie drugiej osoby?
- Oczywiście, wasza wysokość -  przytaknęłam posłusznie, powolnie do innego podchodząc. Zadarłam głowę, spoglądając w jego zimne oczy. - Następnym razem nie będę próbować się ratować i pozwolę zrobić z siebie pieprzony szaszłyk - język zapiekł od jadu i ostrości wypowiedzianych słów. Nie takiego zachowania mnie uczono, tego rodzaju wypowiedzi nigdy nie powinny opuścić ust prawowitej księżniczki. Obawiałam się jednak, że im więcej czasu będę spędzać z blondynem, tym bardziej zacznę zapominać o wszystkich wartościach, jakie niegdyś mi wpajano. Tutaj nie było żadnych zasad i reguł, które by obowiązywały. To Hav'caaren tworzył prawo, to on zawsze miał rację, nawet jeśli nie było to zgodne z wszelkimi moralnymi przekonaniami. Posiadał wszystkie karty, rozkładał je wedle własnego uznania, a ja mogłam tylko patrzeć i podporządkować się. 
Nie chciałam dłużej być sam na sam z tym mężczyzną, po jego spojrzeniu widziałam, że i ja sama zaczynałam go irytować. Oboje mieliśmy dość siebie nawzajem, a więc bez zbędnego ciągnięcia tej bezsensownej wymiany zdań, po prostu minęłam go w wejściu i postanowiłam zniknąć mu z oczu. Bez słowa pokonałam wszystkie stopnie, próbując nie zważać na chłód kamiennej posadzki, oddziaływujący na moje bose stopy. Pocierając energicznie ramiona opuściłam główną Salę Wejściową, podążając plątaniną korytarzy, jak na złość wyglądającą niemalże identycznie. W głowie gorączkowo próbowałam odtworzyć sobie przebytą wcześniej drogę, aczkolwiek wewnętrznie wiedziałam, że tak naprawdę liczyłam na zwykły cud i opatrzność losu.
Korytarzami chodziłam już od dobrych dwudziestu minut i nic nie zapowiadało się na to, bym była na dobrej drodze do powrotu do swej komnaty. Zirytowana wypuściłam powietrze z płuc, opierając się o jedną ze ścian. Zmęczona przymknęłam chwilowo powieki, powolnie osuwając się po zimnym kamieniu na ziemię. Podkuliłam nogi pod brodę, chowając nagie stopy pod ciepły materiał sukni. Cisza panująca dokoła i trzaskający z pochodni ogień, wprawiały mnie w wielką melancholię, mogłabym spokojnie zasnąć; nie przeszkadzał mi nawet doskwierający chłód, do którego zdążyłam się już przyzwyczaić. Przetarłam w zmęczeniu twarz, niechętnie otwierając ociężałe powieki. Swój błękitny wzrok zawiesiłam na ogromnym portrecie króla Eirika, oprawionym w bogatej, pozłacanej ramie. Obraz był ogromny, przedstawiający władcę siedzącego w sali tronowej. Jego twarz jak zwykle wiała chłodem i lekceważeniem; zimne barwy użyte przez artystę idealnie oddawały charakter Hav'caarena.
- Przeklęty despota - mruknęłam pod nosem dość dziecinnie, zainteresowanie przenosząc na obraz znajdujący się obok. Był dokładnie tej samej wielkości, użyto niemalże identycznych barw, aczkolwiek przedstawiał tym razem kobietę. Wysoka brunetka w pięknie wyszytej sukni, idealnie dopasowanej do jej zgrabnego ciała. Lodowato niebieskie oczy były dość przerażające, zupełnie jakby przeszywały na wskroś duszę zainteresowanego. Długą, łabędzią szyję zdobił wysadzany drogimi kamieniami naszyjnik, a na głowie znajdowała się pasująca do niego korona, zatapiająca się w ciemnych niczym heban włosach.
Zmarszczyłam nieświadomie czoło, zwężając oczy, dokładniej przyglądając się portretowi. Zerknęłam jeszcze raz w kierunku 'wiszącego króla Eirika', a następnie znów na nieznaną kobietę. Wstrzymałam chwilowo oddech, łącząc powolnie wszystkie fakty w jedną całość. Czyżby to była siostra władcy Iudicium?
------------------------------------------------------------------------------------