Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
28.



Chłód wdzierał się nieproszenie pod cienki materiał sukni, jednak w tamtym momencie, ani trochę mi to nie przeszkadzało. Zimno zdawało się łagodzić palącą od środka wściekłość, której źródłem była moja najzwyklejsza bezradność. Nie byłam w stanie nic zrobić. Niczym ten spragniony wolności ptak tkwiłam zamknięta w pięknej, złotej klatce, z pozoru starannie zadbana przez swego pana, choć w rzeczywistości nie było w tym ani grama troski, czy ludzkiej opiekuńczości. Byłam potrzebna, więc żyłam - co się stanie, gdy król Hav'caaren osiągnie swoje zamierzone cele?
Pogrążając się w swych ponurych myślach, straciłam na czujności, nie dostrzegając kompletnie, że od dłużej chwili nie byłam w korytarzu sama. Dopiero czyjś przecinający głuchą ciszę głos, sprowadził mnie na ziemię i poinformował o nagłym towarzystwie. Skierowałam gwałtownie spojrzenie na przybyłą kobietę, bez problemu utożsamiając ją z postacią na jednym z wiszących obrazów. Te same przeszywające lodowatością oczy, szlachetne rysy twarzy i ciemne, hebanowe kosmyki, odcinające się od bladej, porcelanowej skóry. Siostra króla Eirika, Freya Hav'caaren.
Niczym  oparzona poderwałam się na równe nogi, w pośpiechu otrzepując wierzch czarnej sukni. Czułam się zawstydzona tym jak prezentowałam się przed dumnym obliczem ciemnowłosej. W porównaniu do jej widocznej klasy oraz bijącej po oczach szlachetności, mojej postaci nie pomagał nawet delikatny makijaż i piękna kreacja. Dodatkowo stałam przed nią kompletnie boso, zupełnie jak jakaś przypadkowa żebraczka, która cudem natknęła się podczas spaceru na dostojną księżniczkę. Miałam wielkie chęci, by zapaść się pod ziemię. Niezwłocznie.
- Miło mi poznać - ukłoniłam się odruchowo, tak jak od dziecka mnie uczono. - Cataleya Avgeropoulos, księżniczka kraju Mareaura - przedstawiłam się, choć byłam święcie przekonana, iż kobieta wiedziała z kim ma do czynienia. Zgryzłam lekko usta, czując się dziwnie przytłoczona jej obecnością. W oczach miała coś, co posiadał sam król Eirik; powodowało to nieuzasadniony niepokój i wzmożoną ostrożność. Choć bił od niej widoczny chłód i dystans, w porównaniu do brata nie zniechęcała cynicznym uśmiechem i jawnie lekceważącą postawą; wręcz wydawała się być mną w pewnym stopniu zaintrygowana.
Chwila ciszy jaka między nami zapanowała przeminęła na spokojnej wymianie uważnych spojrzeń, zupełnie jakbyśmy obie zastanawiały się nad tym, czy warto pociągnąć tą sztywną konwersację na inny tor. Zacisnęłam niezręcznie palce na materiale sukni, dziękując Bogu za fakt, iż kreacja była na tyle długa, by bezproblemowo zasłoniła moje bose stopy.
- Czuję się nieco onieśmielona, byłam przekonana, iż król nie ma żadnego rodzeństwa - odezwałam się nagle, przyglądając się dokładnie szlachetnym rysom jej twarzy. Była naprawdę piękną kobietą. - Niemniej jednak cieszę się, że nie będę skazana jedynie na obecność jego wysokości - przyznałam zgodnie z prawdą, faktycznie odczuwając wewnętrznie przeogromną ulgę. Dobrze wiedzieć, że nie tylko nasza dwójka, nie licząc służby, przebywa w murach zamku.
- Proszę mi wybaczyć, jeśli jest księżniczka obecnie zajęta, ale czy mogłabym prosić o wskazanie właściwej drogi do komnat? - spytałam niezręcznie, zgryzając lekko swe czerwone wargi. - Nie znam jeszcze za bardzo tego zamku i obawiam się, że dotarcie do właściwego pomieszczenia zajmie mi wieczność - przyznałam niechętnie, chwilowo spuszczając wzrok na kamienną posadzkę.
Wraz z pojawieniem się kobiety, przejmujący chłód stał się dotkliwy, a poczucie braku komfortu wzrosło. Nie byłam do niej wrogo nastawiona, aczkolwiek z jakiś niewyjaśnionych powodów, zapragnęłam czym prędzej uciec od jej towarzystwa. Freya była w pewnym sensie onieśmielająca. Piękna i dostojna, prezentująca się najlepiej jak tylko potrafiła. Chłód w oczach i wyrafinowanie w każdym geście aż krzyczały o szlachetnej krwi, jaka krążyła w jej żyłach. Choć pozornie zdawała się być inna od swego brata, nie mogłam zapomnieć o tym, że byli ze sobą blisko spokrewnieni i z pewnością istniała płaszczyzna, w której byli swoimi lustrzanymi odbiciami. A ja zdecydowanie wolałam nie patrzeć w tego typu zwierciadła i nie przekonywać się na własnej skórze, do czego była zdolna sama księżniczka Iudicium.
------------------------------------------------------------------------------------