Chłód
wdzierał się nieproszenie pod cienki materiał sukni, jednak w tamtym momencie,
ani trochę mi to nie przeszkadzało. Zimno zdawało się łagodzić palącą od środka
wściekłość, której źródłem była moja najzwyklejsza bezradność. Nie byłam w
stanie nic zrobić. Niczym ten spragniony wolności ptak tkwiłam zamknięta w
pięknej, złotej klatce, z pozoru starannie zadbana przez swego pana, choć w
rzeczywistości nie było w tym ani grama troski, czy ludzkiej opiekuńczości.
Byłam potrzebna, więc żyłam - co się stanie, gdy król Hav'caaren osiągnie swoje
zamierzone cele?
Pogrążając
się w swych ponurych myślach, straciłam na czujności, nie dostrzegając
kompletnie, że od dłużej chwili nie byłam w korytarzu sama. Dopiero czyjś
przecinający głuchą ciszę głos, sprowadził mnie na ziemię i poinformował o
nagłym towarzystwie. Skierowałam gwałtownie spojrzenie na przybyłą kobietę, bez
problemu utożsamiając ją z postacią na jednym z wiszących obrazów. Te same
przeszywające lodowatością oczy, szlachetne rysy twarzy i ciemne, hebanowe
kosmyki, odcinające się od bladej, porcelanowej skóry. Siostra króla Eirika,
Freya Hav'caaren.
Niczym
oparzona poderwałam się na równe nogi, w pośpiechu otrzepując wierzch czarnej
sukni. Czułam się zawstydzona tym jak prezentowałam się przed dumnym obliczem
ciemnowłosej. W porównaniu do jej widocznej klasy oraz bijącej po oczach
szlachetności, mojej postaci nie pomagał nawet delikatny makijaż i piękna
kreacja. Dodatkowo stałam przed nią kompletnie boso, zupełnie jak jakaś
przypadkowa żebraczka, która cudem natknęła się podczas spaceru na dostojną
księżniczkę. Miałam wielkie chęci, by zapaść się pod ziemię. Niezwłocznie.
- Miło mi
poznać - ukłoniłam się odruchowo, tak jak od dziecka mnie uczono. - Cataleya
Avgeropoulos, księżniczka kraju Mareaura - przedstawiłam się, choć byłam
święcie przekonana, iż kobieta wiedziała z kim ma do czynienia. Zgryzłam lekko
usta, czując się dziwnie przytłoczona jej obecnością. W oczach miała coś, co
posiadał sam król Eirik; powodowało to nieuzasadniony niepokój i wzmożoną
ostrożność. Choć bił od niej widoczny chłód i dystans, w porównaniu do brata
nie zniechęcała cynicznym uśmiechem i jawnie lekceważącą postawą; wręcz
wydawała się być mną w pewnym stopniu zaintrygowana.
Chwila ciszy
jaka między nami zapanowała przeminęła na spokojnej wymianie uważnych spojrzeń,
zupełnie jakbyśmy obie zastanawiały się nad tym, czy warto pociągnąć tą sztywną
konwersację na inny tor. Zacisnęłam niezręcznie palce na materiale sukni,
dziękując Bogu za fakt, iż kreacja była na tyle długa, by bezproblemowo
zasłoniła moje bose stopy.
- Czuję się
nieco onieśmielona, byłam przekonana, iż król nie ma żadnego rodzeństwa -
odezwałam się nagle, przyglądając się dokładnie szlachetnym rysom jej twarzy.
Była naprawdę piękną kobietą. - Niemniej jednak cieszę się, że nie będę skazana
jedynie na obecność jego wysokości - przyznałam zgodnie z prawdą, faktycznie
odczuwając wewnętrznie przeogromną ulgę. Dobrze wiedzieć, że nie tylko nasza
dwójka, nie licząc służby, przebywa w murach zamku.
- Proszę mi
wybaczyć, jeśli jest księżniczka obecnie zajęta, ale czy mogłabym prosić o
wskazanie właściwej drogi do komnat? - spytałam niezręcznie, zgryzając lekko
swe czerwone wargi. - Nie znam jeszcze za bardzo tego zamku i obawiam się, że
dotarcie do właściwego pomieszczenia zajmie mi wieczność - przyznałam
niechętnie, chwilowo spuszczając wzrok na kamienną posadzkę.
Wraz z
pojawieniem się kobiety, przejmujący chłód stał się dotkliwy, a poczucie braku
komfortu wzrosło. Nie byłam do niej wrogo nastawiona, aczkolwiek z jakiś
niewyjaśnionych powodów, zapragnęłam czym prędzej uciec od jej towarzystwa.
Freya była w pewnym sensie onieśmielająca. Piękna i dostojna, prezentująca się
najlepiej jak tylko potrafiła. Chłód w oczach i wyrafinowanie w każdym geście
aż krzyczały o szlachetnej krwi, jaka krążyła w jej żyłach. Choć pozornie
zdawała się być inna od swego brata, nie mogłam zapomnieć o tym, że byli ze
sobą blisko spokrewnieni i z pewnością istniała płaszczyzna, w której byli
swoimi lustrzanymi odbiciami. A ja zdecydowanie wolałam nie patrzeć w tego typu
zwierciadła i nie przekonywać się na własnej skórze, do czego była zdolna sama
księżniczka Iudicium.
