Jej nagła reakcja i poderwanie się z ziemi nie były niczym
dziwnym. Zaskoczyłam ją, choć nie chciałam tego robić, a już na pewno nie
straszyć swoją obecnością. Stałam jak posąg podczas gdy ona nerwowo
przygładzała śliczną suknię. Odpowiedziałam królewskim dygnięciem, nie za
głębokim, w odpowiedzi na jej skłonienie się. Stałyśmy same w pustym korytarzu,
naprzeciw siebie jak dwa posągi. To musiał być piękny widok.
Po raz pierwszy uśmiechnęłam się, kiedy powiedziała, że czuje się
onieśmielona. Był to jeden z tych przyjemnych, ciepłych uśmiechów, które
sięgają do oczu i rozpromieniają całą twarz, mimo że nie są szerokie i
doskonale widoczne na ustach. Wraz z nim zrobiłam jeszcze kilka cichych kroków
w jej stronę.
— Jak bardzo będziesz zaskoczona, jeśli wyjawię, że jest nas
trójka? — zapytałam łagodnie, zatrzymując się niemal na wyciągnięcie ręki. —
Jednego obrazu brakuje, a jakbyśmy wszyscy byli — dodałam zagadkowo,
spoglądając przez kilka chwil na podobiznę Eirika i moją. Aldamir był tak
podobny do mojego najstarszego brata… Księżniczka nie mogła zrozumieć mojego
drobnego żartu, toteż nie ciągnęłam tego tematu.
Znów odwróciłam się przodem w jej stronę. Chciałam podnieść dłoń
i sprawdzić, jaka jest w dotyku. Nerwowe gesty i zmieszana mina sugerowały
raczej płochliwą młodą kobietę, która nie miała zbyt wiele kontaktu z
rówieśnikami. Jednak coś w jej twarzy i postawie mówiło wyraźnie, krzyczało
wręcz na cały głos, że to nie ktoś, z kim powinno się zadzierać. Dziwne, jakby
siedziały w niej dwie zupełnie różne osobowości. Jakby była rozdzielona na dwie
księżniczki zamknięte w tym samym ciele. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś
takiego – a byłam świetną obserwatorką i potrafiłam przejrzeć na wylot niemal
każdego, choć nigdy nie mówiłam o tym na głos. Księżniczce nie wypada się
przechwalać.
Zdałam sobie sprawę, że to musi być wpływ klątwy. Klątwy, której
nigdy w życiu nie widziałam, a o której mówił nie tak dawno Eirik. To
spowodowało rozwarstwienie jej jestestwa na dwa odrębne kawałki, dla których
nie ma miejsca w jednym ciele... Posmutniałam. Melancholia odbiła się od dna i
znów uderzyła w mój umysł, ogarnęła moje myśli. Wymalowała się na twarzy.
— Nie mam tu zbyt wiele do roboty — odpowiedziałam mimo smutku
spokojnie, bez żalu w głosie. Długo ćwiczyłam, żeby pozbyć się go przy
wypowiadaniu słów takich jak te. — Z chęcią pokażę ci drogę — dodałam, po czym
zrobiłam jeszcze kilka krótkich, bezdźwięcznych kroków mimo niskich obcasów, na
których się poruszałam.
Zrównałam się z Cataleyą. Posmakowałam jej imienia w moich
myślach. Brzmiało dostojnie i pięknie, zdawało się być idealnie dopasowane,
choć nie potrafiłam przypomnieć sobie, co może znaczyć lub od czego pochodzi. Postanowiłam
to później sprawdzić.
— Chodźmy — ponagliłam, a kiedy obie ruszyłyśmy, zauważyłam, że
księżniczka nie ma butów. Uniosłam brwi w wyrazie zdziwienia i zmartwienia.
Spojrzałam prosto w jej oczy, nie przestając iść. — Pokażę ci najkrótszą
ścieżkę, to niedaleko. Musi ci być zimno bez obuwia — zauważyłam bez cienia
złośliwości. Proponowanie jej jednej z moich par wydawało się być absurdalne i
nie zamierzałam tego robić.
Faktycznie droga zajęła nam mniej niż pięć minut. Dziewczyna
zatrzymała się w korytarzach prowadzących do pokoi gościnnych, a dalej
królewskich komnat. Wiedziałam, że Eirik załatwił jej pokój jak najbliżej
swoich pomieszczeń i nie negowałam jego wyboru. W razie gdyby coś poszło nie
tak, zapewne tylko on umiał powstrzymać katastrofę. Służka na nasz widok
otworzyła drzwi do pomieszczenia. Posłałam Cataleyi słodki uśmiech i weszłam z
nią do jej komnaty.
— Wybacz — westchnęłam, lekko skłaniając głowę. — Tak dawno nie
miałam do czynienia z inną kobietą, która byłaby tak wysoko postawiona. Otaczają
mnie mężczyźni, a ja pragnę kogoś, kto mógłby zrozumieć moje kobiece potrzeby —
powiedziałam, patrząc jej w oczy. To była prawda. Księżniczka zaintrygowała
mnie od pierwszej sekundy, kiedy poczułam jej obecność.
Służąca niemal się zakrztusiła kiedy zauważyła, że Cataleya nie
ma trzewików i rzuciła się pędem do szafy, aby podać jej jakieś zamienniki.
Cała przy tym spąsowiała. Zapewne przez wzgląd na moją obecność. Zaniedbała tak
ważnego gościa króla, zamiast interesować się jej bezpieczeństwem i wygodą,
siedziała zapewne w kuchni i popijała gorącą herbatę ziołową.
Spojrzałam na nią przelotnie, a ona aż się skuliła.
