Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
29.


Jej nagła reakcja i poderwanie się z ziemi nie były niczym dziwnym. Zaskoczyłam ją, choć nie chciałam tego robić, a już na pewno nie straszyć swoją obecnością. Stałam jak posąg podczas gdy ona nerwowo przygładzała śliczną suknię. Odpowiedziałam królewskim dygnięciem, nie za głębokim, w odpowiedzi na jej skłonienie się. Stałyśmy same w pustym korytarzu, naprzeciw siebie jak dwa posągi. To musiał być piękny widok.
Po raz pierwszy uśmiechnęłam się, kiedy powiedziała, że czuje się onieśmielona. Był to jeden z tych przyjemnych, ciepłych uśmiechów, które sięgają do oczu i rozpromieniają całą twarz, mimo że nie są szerokie i doskonale widoczne na ustach. Wraz z nim zrobiłam jeszcze kilka cichych kroków w jej stronę.
— Jak bardzo będziesz zaskoczona, jeśli wyjawię, że jest nas trójka? — zapytałam łagodnie, zatrzymując się niemal na wyciągnięcie ręki. — Jednego obrazu brakuje, a jakbyśmy wszyscy byli — dodałam zagadkowo, spoglądając przez kilka chwil na podobiznę Eirika i moją. Aldamir był tak podobny do mojego najstarszego brata… Księżniczka nie mogła zrozumieć mojego drobnego żartu, toteż nie ciągnęłam tego tematu.
Znów odwróciłam się przodem w jej stronę. Chciałam podnieść dłoń i sprawdzić, jaka jest w dotyku. Nerwowe gesty i zmieszana mina sugerowały raczej płochliwą młodą kobietę, która nie miała zbyt wiele kontaktu z rówieśnikami. Jednak coś w jej twarzy i postawie mówiło wyraźnie, krzyczało wręcz na cały głos, że to nie ktoś, z kim powinno się zadzierać. Dziwne, jakby siedziały w niej dwie zupełnie różne osobowości. Jakby była rozdzielona na dwie księżniczki zamknięte w tym samym ciele. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś takiego – a byłam świetną obserwatorką i potrafiłam przejrzeć na wylot niemal każdego, choć nigdy nie mówiłam o tym na głos. Księżniczce nie wypada się przechwalać.
Zdałam sobie sprawę, że to musi być wpływ klątwy. Klątwy, której nigdy w życiu nie widziałam, a o której mówił nie tak dawno Eirik. To spowodowało rozwarstwienie jej jestestwa na dwa odrębne kawałki, dla których nie ma miejsca w jednym ciele... Posmutniałam. Melancholia odbiła się od dna i znów uderzyła w mój umysł, ogarnęła moje myśli. Wymalowała się na twarzy.
— Nie mam tu zbyt wiele do roboty — odpowiedziałam mimo smutku spokojnie, bez żalu w głosie. Długo ćwiczyłam, żeby pozbyć się go przy wypowiadaniu słów takich jak te. — Z chęcią pokażę ci drogę — dodałam, po czym zrobiłam jeszcze kilka krótkich, bezdźwięcznych kroków mimo niskich obcasów, na których się poruszałam.
Zrównałam się z Cataleyą. Posmakowałam jej imienia w moich myślach. Brzmiało dostojnie i pięknie, zdawało się być idealnie dopasowane, choć nie potrafiłam przypomnieć sobie, co może znaczyć lub od czego pochodzi. Postanowiłam to później sprawdzić.
— Chodźmy — ponagliłam, a kiedy obie ruszyłyśmy, zauważyłam, że księżniczka nie ma butów. Uniosłam brwi w wyrazie zdziwienia i zmartwienia. Spojrzałam prosto w jej oczy, nie przestając iść. — Pokażę ci najkrótszą ścieżkę, to niedaleko. Musi ci być zimno bez obuwia — zauważyłam bez cienia złośliwości. Proponowanie jej jednej z moich par wydawało się być absurdalne i nie zamierzałam tego robić.
Faktycznie droga zajęła nam mniej niż pięć minut. Dziewczyna zatrzymała się w korytarzach prowadzących do pokoi gościnnych, a dalej królewskich komnat. Wiedziałam, że Eirik załatwił jej pokój jak najbliżej swoich pomieszczeń i nie negowałam jego wyboru. W razie gdyby coś poszło nie tak, zapewne tylko on umiał powstrzymać katastrofę. Służka na nasz widok otworzyła drzwi do pomieszczenia. Posłałam Cataleyi słodki uśmiech i weszłam z nią do jej komnaty.
— Wybacz — westchnęłam, lekko skłaniając głowę. — Tak dawno nie miałam do czynienia z inną kobietą, która byłaby tak wysoko postawiona. Otaczają mnie mężczyźni, a ja pragnę kogoś, kto mógłby zrozumieć moje kobiece potrzeby — powiedziałam, patrząc jej w oczy. To była prawda. Księżniczka zaintrygowała mnie od pierwszej sekundy, kiedy poczułam jej obecność.
Służąca niemal się zakrztusiła kiedy zauważyła, że Cataleya nie ma trzewików i rzuciła się pędem do szafy, aby podać jej jakieś zamienniki. Cała przy tym spąsowiała. Zapewne przez wzgląd na moją obecność. Zaniedbała tak ważnego gościa króla, zamiast interesować się jej bezpieczeństwem i wygodą, siedziała zapewne w kuchni i popijała gorącą herbatę ziołową.
Spojrzałam na nią przelotnie, a ona aż się skuliła.
------------------------------------------------------------------------------------