Być może nie
było to najtrafniejsze porównanie, ale w zaistniałej sytuacji, czułam się
niczym nieostrożna owieczka, podstępnie zapędzona przez wilka w kozi róg.
Lodowaty wzrok księżniczki Freyi sprawił, że ciało odmówiło jakiegokolwiek
posłuszeństwa, nawet, gdy zarejestrowałam jak niewinnie skraca dzielący nas
dystans. Wyważone słowa poprzedzały niewielkie kroczki, jakie stawiała ku mej
osobie, ostatecznie zatrzymując się na wyciągnięcie ręki. Choć w żaden sposób
nie łamała mojej przestrzeni osobistej, nie potrafiłam pozbyć się
niekomfortowego uczucia, jakie opanowało najmniejszą komórkę mego ciała. Zdałam
sobie sprawę, że byłam w stosunku do kobiety nad wyraz ostrożna, czego nie
mogły usprawiedliwić żadne czyny z jej strony. Kierowałam się czystą intuicją,
co było dziwne, gdyż nigdy nie wysnuwałam przedwczesnych wniosków na temat
innych osób.
Mimo, że
usilnie starałam się zapanować nad mimiką twarzy i nie zdradzać zbyt wielu
wypełniających mnie emocji, informacja odnośnie trzeciego potomka rodu
Hav'caaren wprawiła mnie w wielkie zaskoczenie. Czerwone wargi samoistnie
rozwarły się w lekkiej dezorientacji, która zapanowała także w mych błękitnych
tęczówkach. Choć wiadomość o rodzeństwie króla Eirika nie była raczej niczym
nadzwyczajnym, ciężko było oswoić mi się z tym faktem. Obawa, że zostanę
osaczona przez trójkę, lekko mówiąc, niezrównoważonego rodzeństwa, uderzyła do
głowy pełną parą. W dodatku sposób w jaki księżniczka o tym wspomniała i
uśmiech jaki rozświetlił jej wargi... Na kilometr można było wyczuć w tym
dziwną dwuznaczność. Nieświadomie poczęłam też zastanawiać się, kim był
tajemniczy trzeci potomek rodu Hav'caaren (kobietą, czy mężczyzną) i czemu brakowało
na ścianie jego portretu.
Gdy kobieta
zgodziła się wskazać mi odpowiednią drogę, uśmiechnęłam się wdzięcznie,
mamrocząc zawstydzone "Dziękuję".
Wolałam nie zagłębiać się w znaczenie jej słów odnośnie tego, że nie ma zbyt
wiele do roboty. Było to dla mnie dziwne, gdyż osobiście jako prawowita
księżniczka Mareaury, nigdy nie mogłam narzekać na nudę i brak klarownego
zajęcia. Niestety, miałam tę świadomość, iż królestwo Iudicium różniło się od
mego rodzinnego domu niemalże na każdej możliwej płaszczyźnie.
Wzmianka
księżniczki Freyi odnośnie obrania krótszej drogi, a także dostrzeżenie braku
mego obuwia, wprawiło mnie w widoczne zakłopotanie. Na usta cisnął mi się
nieprzyjemny komentarz: To twój 'nie taki zły brat'
mi to zrobił, aczkolwiek usilnie zgryzłam język, nie pozwalając
sobie na wypowiedzenie choćby jednego słówka. Musiałam być ostrożna i ważyć
każdą wypowiedź, nie powinnam pozwolić, by zmylono mnie zwyczajną dobrocią.
- Och,
całkowicie cię rozumiem - przyznałam ze smutnym uśmiechem, gdy obie
wkroczyłyśmy do mojej komnaty. Poczułam przyjemne dreszcze wywołane ciepłem,
jakie dobiegało ze sporych rozmiarów kominka, w których buchały pomarańczowe
języki ognia. - Samotność sama w sobie być może nie jest aż taka zła. Staje się
dotkliwa dopiero wtedy, gdy człowiek nie jest w stanie znieść własnego
towarzystwa - wymamrotałam z przykrym uśmiechem, skupiona na służce, która
klęcząc, zajmowała się założeniem mi cieplutkiej pary butów. Kobieta wyglądała
na poddenerwowaną, ręce miała posiniałe, a palce drżały jej niekontrolowanie,
gdy próbowała odpowiednio zawiązać trzewiki. Było mi jej szkoda, chciałam ją
pocieszyć i uspokoić. Powiedzieć, że przecież nic się takiego nie stało, gdyż
tak naprawdę stan w jakim wróciłam był tylko i wyłącznie skutkiem postępowania
tego nieprzewidywalnego choleryka, nazywanego przez wszystkich królem, jednakże
czułam, że w obecności księżniczki Hav'caaren nie wypadało poruszać tegoż
tematu.
- Obawiam
się jednak, że tutaj moje wysokie pochodzenie nie ma najmniejszego znaczenia -
wtrąciłam po chwili dość odważnie, jawnie dając aluzję ku temu, iż nie jestem
nikim innym jak przeklętym więźniem. Być może było to niegrzeczne, aczkolwiek
frustracja i rozdrażnienie nie pozwalały mi na przemilczenie wszystkiego. Byłam
w stu procentach przekonana, że siostra władcy Iudicium zdawała sobie sprawę,
na jakich warunkach przebywałam w murach jej rodzimego zamku; mimo to
zachowywała się jak gdyby nigdy nic, zupełnie jakby chciała zmydlić mi oczy swą
łagodnością i brakiem towarzystwa dla jej osoby.
- Dziękuję
bardzo za przyprowadzenie mnie aż tutaj, sama nie dałabym rady - wróciłam do
uprzejmego, delikatnego tonu głosu, dłonie składając z przodu sukni w lekki
koszyczek. - Mam nadzieję, że będziemy spotykać się częściej i obie dotrzymamy
sobie kobiecego towarzystwa - uśmiechnęłam się szczerze, pilnując by utrzymać
plecy w idealnie prostej linii.
- A przede
wszystkim, liczę, że któregoś dnia uda mi się również poznać drugiego potomka
rodu Hav'caaren - dodałam z czającym się w oczach zaciekawieniem, po dłuższej
analizie dochodząc do wniosku, że trzeci tajemniczy członek rodziny królewskiej
był mężczyzną; w końcu księżniczka Freya narzekała na brak kobiecego
towarzystwa. Dawało to jednoznaczne sygnały ku temu, że miała dwójkę braci:
Eirika i kogoś, kto obecnie pozostawał w cieniu tajemnicy.
