Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
30.

Być może nie było to najtrafniejsze porównanie, ale w zaistniałej sytuacji, czułam się niczym nieostrożna owieczka, podstępnie zapędzona przez wilka w kozi róg. Lodowaty wzrok księżniczki Freyi sprawił, że ciało odmówiło jakiegokolwiek posłuszeństwa, nawet, gdy zarejestrowałam jak niewinnie skraca dzielący nas dystans. Wyważone słowa poprzedzały niewielkie kroczki, jakie stawiała ku mej osobie, ostatecznie zatrzymując się na wyciągnięcie ręki. Choć w żaden sposób nie łamała mojej przestrzeni osobistej, nie potrafiłam pozbyć się niekomfortowego uczucia, jakie opanowało najmniejszą komórkę mego ciała. Zdałam sobie sprawę, że byłam w stosunku do kobiety nad wyraz ostrożna, czego nie mogły usprawiedliwić żadne czyny z jej strony. Kierowałam się czystą intuicją, co było dziwne, gdyż nigdy nie wysnuwałam przedwczesnych wniosków na temat innych osób.
Mimo, że usilnie starałam się zapanować nad mimiką twarzy i nie zdradzać zbyt wielu wypełniających mnie emocji, informacja odnośnie trzeciego potomka rodu Hav'caaren wprawiła mnie w wielkie zaskoczenie. Czerwone wargi samoistnie rozwarły się w lekkiej dezorientacji, która zapanowała także w mych błękitnych tęczówkach. Choć wiadomość o rodzeństwie króla Eirika nie była raczej niczym nadzwyczajnym, ciężko było oswoić mi się z tym faktem. Obawa, że zostanę osaczona przez trójkę, lekko mówiąc, niezrównoważonego rodzeństwa, uderzyła do głowy pełną parą. W dodatku sposób w jaki księżniczka o tym wspomniała i uśmiech jaki rozświetlił jej wargi... Na kilometr można było wyczuć w tym dziwną dwuznaczność. Nieświadomie poczęłam też zastanawiać się, kim był tajemniczy trzeci potomek rodu Hav'caaren (kobietą, czy mężczyzną) i czemu brakowało na ścianie jego portretu.
Gdy kobieta zgodziła się wskazać mi odpowiednią drogę, uśmiechnęłam się wdzięcznie, mamrocząc zawstydzone "Dziękuję". Wolałam nie zagłębiać się w znaczenie jej słów odnośnie tego, że nie ma zbyt wiele do roboty. Było to dla mnie dziwne, gdyż osobiście jako prawowita księżniczka Mareaury, nigdy nie mogłam narzekać na nudę i brak klarownego zajęcia. Niestety, miałam tę świadomość, iż królestwo Iudicium różniło się od mego rodzinnego domu niemalże na każdej możliwej płaszczyźnie.
Wzmianka księżniczki Freyi odnośnie obrania krótszej drogi, a także dostrzeżenie braku mego obuwia, wprawiło mnie w widoczne zakłopotanie. Na usta cisnął mi się nieprzyjemny komentarz: To twój 'nie taki zły brat' mi to zrobił, aczkolwiek usilnie zgryzłam język, nie pozwalając sobie na wypowiedzenie choćby jednego słówka. Musiałam być ostrożna i ważyć każdą wypowiedź, nie powinnam pozwolić, by zmylono mnie zwyczajną dobrocią.
- Och, całkowicie cię rozumiem - przyznałam ze smutnym uśmiechem, gdy obie wkroczyłyśmy do mojej komnaty. Poczułam przyjemne dreszcze wywołane ciepłem, jakie dobiegało ze sporych rozmiarów kominka, w których buchały pomarańczowe języki ognia. - Samotność sama w sobie być może nie jest aż taka zła. Staje się dotkliwa dopiero wtedy, gdy człowiek nie jest w stanie znieść własnego towarzystwa - wymamrotałam z przykrym uśmiechem, skupiona na służce, która klęcząc, zajmowała się założeniem mi cieplutkiej pary butów. Kobieta wyglądała na poddenerwowaną, ręce miała posiniałe, a palce drżały jej niekontrolowanie, gdy próbowała odpowiednio zawiązać trzewiki. Było mi jej szkoda, chciałam ją pocieszyć i uspokoić. Powiedzieć, że przecież nic się takiego nie stało, gdyż tak naprawdę stan w jakim wróciłam był tylko i wyłącznie skutkiem postępowania tego nieprzewidywalnego choleryka, nazywanego przez wszystkich królem, jednakże czułam, że w obecności księżniczki Hav'caaren nie wypadało poruszać tegoż tematu.
- Obawiam się jednak, że tutaj moje wysokie pochodzenie nie ma najmniejszego znaczenia - wtrąciłam po chwili dość odważnie, jawnie dając aluzję ku temu, iż nie jestem nikim innym jak przeklętym więźniem. Być może było to niegrzeczne, aczkolwiek frustracja i rozdrażnienie nie pozwalały mi na przemilczenie wszystkiego. Byłam w stu procentach przekonana, że siostra władcy Iudicium zdawała sobie sprawę, na jakich warunkach przebywałam w murach jej rodzimego zamku; mimo to zachowywała się jak gdyby nigdy nic, zupełnie jakby chciała zmydlić mi oczy swą łagodnością i brakiem towarzystwa dla jej osoby.
- Dziękuję bardzo za przyprowadzenie mnie aż tutaj, sama nie dałabym rady - wróciłam do uprzejmego, delikatnego tonu głosu, dłonie składając z przodu sukni w lekki koszyczek. - Mam nadzieję, że będziemy spotykać się częściej i obie dotrzymamy sobie kobiecego towarzystwa - uśmiechnęłam się szczerze, pilnując by utrzymać plecy w idealnie prostej linii.
- A przede wszystkim, liczę, że któregoś dnia uda mi się również poznać drugiego potomka rodu Hav'caaren - dodałam z czającym się w oczach zaciekawieniem, po dłuższej analizie dochodząc do wniosku, że trzeci tajemniczy członek rodziny królewskiej był mężczyzną; w końcu księżniczka Freya narzekała na brak kobiecego towarzystwa. Dawało to jednoznaczne sygnały ku temu, że miała dwójkę braci: Eirika i kogoś, kto obecnie pozostawał w cieniu tajemnicy.
------------------------------------------------------------------------------------