Bycie
obserwowaną w tak otwarty, wręcz niegrzeczny sposób, powodowało, iż miałam
ochotę najeżyć się niczym rozdrażniona kotka. Świadomość, że król Hav'careen
mógł rozkoszować się swoją dominacją nad moją osobą, była nie do zniesienia.
Naturalnie, oczywistym faktem było, że każdy władca najpewniej czuł się na
swoim terenie; nie wypadało wręcz, by prezentował się mniej majestatycznie od
swego gościa. Coś jednak w jego mrocznym spojrzeniu szeptało do mojej
podświadomości, że to wcale nie jego obecna pozycja dodawały mu jego
porażającej pewności siebie. Było coś, jakiś ukryty as w rękawie, którego nikt
nie był w stanie mu zabrać.
Dzielnie
wytrzymywałam ciężki wzrok mężczyzny, choć wiadomym było, iż nie miałam z nim
najmniejszych szans. Samą swoją drobną posturą prezentowałam kruchość oraz
niemoc, choć w rzeczywistości, wbrew wszelkim pozorom miałam władzę nad czymś,
czego kompletnie nie rozumiałam, nad czym nie panowałam. Niezwykłą ironią był
fakt, że posiadałam potęgę, z której nie umiałam skorzystać.
Wydłużająca
się niema walka na spojrzenia robiła się coraz bardziej uciążliwa. Wiedziałam,
że król Iudicium ciągnął to celowo; za wszelką cenę chciał podkreślić, że to ja
jestem tutaj tą, która nie ma o niczym pojęcia i tkwi w jednej wielkiej
niewiadomej, podczas kiedy on miał cały zasób potrzebnych informacji.
Satysfakcjonowała go nawet tak mała rzecz, tak drobne zwycięstwo. Bezsprzecznie
był typem osoby upartej, która po licznych trupach zdobywała wszystko, czego
chciała. Przerażające, a zarazem godne podziwu.
W momencie,
gdy od kamiennych ścian pomieszczenia odbił się niski, odrobinę zachrypnięty
głos gospodarza, wzdrygnęłam się nieświadomie, czując wibrującą moc w każdej
cząstce swego ciała. Miałam wrażenie, że wszystkie mięśnie napięły się i
rozluźniły; niebezpieczna energia skumulowała się wewnątrz mnie i przyprawiła o
ciepło w klatce piersiowej. Było to dziwne, a zarazem niespotykane mi dotąd
uczucie, zupełnie jakby zakorzeniona w moich żyłach magia wyczuła bratnią duszę
i odrodziła się na nowo.
Spojrzałam
się na mężczyznę spod uniesionych wysoko brwi, komentując wszystko bezczelnym
parsknięciem pod nosem. Przymknęłam na chwilę powieki, pozwalając by długie
rzęsy załaskotały lekko zaczerwienione od złości policzki. Musiałam się
uspokoić, zapanować nad palącym uczuciem w palcach, który przeżerał mięsnie aż
do samych kości.
- Z całym
szacunkiem wasza wysokość - ostatnie dwa słowa wypowiedziałam z wyczuwalną
bagatelizacją w głosie - ale skąd pomysł, że masz jakiekolwiek prawo decydować
o mojej osobie? - niemalże wysyczałam przez zaciśnięte kurczowo zęby, nie mogąc
znieść myśli, że ten oto jegomość rości sobie do mnie jakiekolwiek prawa. Nie
interesowały mnie jego zakichane plany, a także wymagania. Nie byłam obywatelką
Iudicium, w żadnym też stopniu nasze kraje nie były ze sobą połączone. Ponadto,
znajdowałam się tam wbrew własnej woli, żeby nie powiedzieć odważnie, niczym
więzień.
Sądziłam, że
jaśnie król nie będzie mnie w stanie już niczym zaskoczyć, aczkolwiek jego z
pozoru niewinne pytanie kompletnie zbiło mnie z tropu. W ten jakże subtelny
sposób, mężczyzna chciał dać mi do zrozumienia pewną aluzję - wiedział o mnie
więcej, niżli samej mi się wydawało. Tylko nieliczni mieli świadomość tego, co
działo się ze mną w ciągu ostatnich trzech lat, nie było mowy, by dowiedziała
się o tym jakakolwiek niepożądana osoba. Dlaczego więc siedzący przede mną
król, zdawał się znać każdą najmniejszą tajemnicę?
Wiedziałam,
że dałam mu ogromną satysfakcję swoim zachowaniem. Rozkoszował się momentem, w
którym zacisnęłam kurczowo swoje palce i uraczyłam go rozdrażnionym
spojrzeniem, sugerującym, iż trafił w odpowiedni punkt. Nie chcąc pozwolić na
jego dalsze dominowanie, prędko przylepiłam na pełne usta gorzki uśmiech.
- Samotność
nie była na tyle odczuwalna, bym musiała cieszyć się na widok byle kogo -
odparłam miękko, poszerzając zadowolenie na swej twarzy. Prawdopodobnie
przegięłam, przekroczyłam cienką barierę, której nie powinnam mijać przy tymże
człowieku. Chciałam jednak, aby wiedział, że nie dam się tak łatwo. To, że byłam
kobietą, a do tego tak słabo wyglądającą, nie dawało mu najmniejszego prawa do
patrzenia na mnie z góry.
- Skoro
wyjaśniliśmy sobie wszystkie niejasności, byłabym wdzięczna, gdybym została
odstawiona z powrotem do miejsca, z którego zostałam zabrana wbrew własnej woli
- dodałam twardo, patrząc koso na bezwzględną twarz władcy. Wypowiedziane słowa
odważnie nazywały sytuację, w której się znalazłam; dałam jasno znać, iż czuję
się uprowadzona i jeśli owa farsa prędko nie zostanie zakończona, sprawy mogą przyjąć
nieprzyjemny obrót.
