Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
4.



Bycie obserwowaną w tak otwarty, wręcz niegrzeczny sposób, powodowało, iż miałam ochotę najeżyć się niczym rozdrażniona kotka. Świadomość, że król Hav'careen mógł rozkoszować się swoją dominacją nad moją osobą, była nie do zniesienia. Naturalnie, oczywistym faktem było, że każdy władca najpewniej czuł się na swoim terenie; nie wypadało wręcz, by prezentował się mniej majestatycznie od swego gościa. Coś jednak w jego mrocznym spojrzeniu szeptało do mojej podświadomości, że to wcale nie jego obecna pozycja dodawały mu jego porażającej pewności siebie. Było coś, jakiś ukryty as w rękawie, którego nikt nie był w stanie mu zabrać.
Dzielnie wytrzymywałam ciężki wzrok mężczyzny, choć wiadomym było, iż nie miałam z nim najmniejszych szans. Samą swoją drobną posturą prezentowałam kruchość oraz niemoc, choć w rzeczywistości, wbrew wszelkim pozorom miałam władzę nad czymś, czego kompletnie nie rozumiałam, nad czym nie panowałam. Niezwykłą ironią był fakt, że posiadałam potęgę, z której nie umiałam skorzystać.
Wydłużająca się niema walka na spojrzenia robiła się coraz bardziej uciążliwa. Wiedziałam, że król Iudicium ciągnął to celowo; za wszelką cenę chciał podkreślić, że to ja jestem tutaj tą, która nie ma o niczym pojęcia i tkwi w jednej wielkiej niewiadomej, podczas kiedy on miał cały zasób potrzebnych informacji. Satysfakcjonowała go nawet tak mała rzecz, tak drobne zwycięstwo. Bezsprzecznie był typem osoby upartej, która po licznych trupach zdobywała wszystko, czego chciała. Przerażające, a zarazem godne podziwu.
W momencie, gdy od kamiennych ścian pomieszczenia odbił się niski, odrobinę zachrypnięty głos gospodarza, wzdrygnęłam się nieświadomie, czując wibrującą moc w każdej cząstce swego ciała. Miałam wrażenie, że wszystkie mięśnie napięły się i rozluźniły; niebezpieczna energia skumulowała się wewnątrz mnie i przyprawiła o ciepło w klatce piersiowej. Było to dziwne, a zarazem niespotykane mi dotąd uczucie, zupełnie jakby zakorzeniona w moich żyłach magia wyczuła bratnią duszę i odrodziła się na nowo.
Spojrzałam się na mężczyznę spod uniesionych wysoko brwi, komentując wszystko bezczelnym parsknięciem pod nosem. Przymknęłam na chwilę powieki, pozwalając by długie rzęsy załaskotały lekko zaczerwienione od złości policzki. Musiałam się uspokoić, zapanować nad palącym uczuciem w palcach, który przeżerał mięsnie aż do samych kości.
- Z całym szacunkiem wasza wysokość - ostatnie dwa słowa wypowiedziałam z wyczuwalną bagatelizacją w głosie - ale skąd pomysł, że masz jakiekolwiek prawo decydować o mojej osobie? - niemalże wysyczałam przez zaciśnięte kurczowo zęby, nie mogąc znieść myśli, że ten oto jegomość rości sobie do mnie jakiekolwiek prawa. Nie interesowały mnie jego zakichane plany, a także wymagania. Nie byłam obywatelką Iudicium, w żadnym też stopniu nasze kraje nie były ze sobą połączone. Ponadto, znajdowałam się tam wbrew własnej woli, żeby nie powiedzieć odważnie, niczym więzień.
Sądziłam, że jaśnie król nie będzie mnie w stanie już niczym zaskoczyć, aczkolwiek jego z pozoru niewinne pytanie kompletnie zbiło mnie z tropu. W ten jakże subtelny sposób, mężczyzna chciał dać mi do zrozumienia pewną aluzję - wiedział o mnie więcej, niżli samej mi się wydawało. Tylko nieliczni mieli świadomość tego, co działo się ze mną w ciągu ostatnich trzech lat, nie było mowy, by dowiedziała się o tym jakakolwiek niepożądana osoba. Dlaczego więc siedzący przede mną król, zdawał się znać każdą najmniejszą tajemnicę?
Wiedziałam, że dałam mu ogromną satysfakcję swoim zachowaniem. Rozkoszował się momentem, w którym zacisnęłam kurczowo swoje palce i uraczyłam go rozdrażnionym spojrzeniem, sugerującym, iż trafił w odpowiedni punkt. Nie chcąc pozwolić na jego dalsze dominowanie, prędko przylepiłam na pełne usta gorzki uśmiech.
- Samotność nie była na tyle odczuwalna, bym musiała cieszyć się na widok byle kogo - odparłam miękko, poszerzając zadowolenie na swej twarzy. Prawdopodobnie przegięłam, przekroczyłam cienką barierę, której nie powinnam mijać przy tymże człowieku. Chciałam jednak, aby wiedział, że nie dam się tak łatwo. To, że byłam kobietą, a do tego tak słabo wyglądającą, nie dawało mu najmniejszego prawa do patrzenia na mnie z góry.
- Skoro wyjaśniliśmy sobie wszystkie niejasności, byłabym wdzięczna, gdybym została odstawiona z powrotem do miejsca, z którego zostałam zabrana wbrew własnej woli - dodałam twardo, patrząc koso na bezwzględną twarz władcy. Wypowiedziane słowa odważnie nazywały sytuację, w której się znalazłam; dałam jasno znać, iż czuję się uprowadzona i jeśli owa farsa prędko nie zostanie zakończona, sprawy mogą przyjąć nieprzyjemny obrót.
------------------------------------------------------------------------------------