Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
31.


Zasępiłam się na chwilę nad jej słowami o samotności. Ale czy nawet najpiękniejszy kwiat nie czułby się lepiej w otoczeniu innych? Nie mogłam się z nią zgodzić, ale nie chciałam się wykłócać w temacie samotności, bo przecież była tylko nowo poznaną księżniczką innego kraju, a nie moją bliską przyjaciółką. Skwitowałam to tylko cichym westchnieniem, które zazwyczaj przynosiło ukojenie, a teraz niewiele pomogło.
— Oczywiście, że ma — obruszyłam się natychmiast na dźwięk jej słów i ponownie wbiłam w nią spojrzenie, w które przelałam najwięcej ile umiałam ciepła i wdzięczności. — Nie ważne, czy jesteś tutaj przymusowo, czy z własnej woli, ważne, że znalazła się osoba, z którą można porozmawiać jak równy z równym i która może zrozumieć, że istnieje coś poza magią i władzą na tym świecie — zawahałam się. — I w tym zamku — dodałam wyniośle po chwili.
Kiedy wspomniała o poznaniu reszty z nas, zesztywniałam lekko. Spojrzałam jej w oczy, ale zauważyłam tylko odrobinę zadowolenia i niewinną ciekawość. Jej słowa nie były dyktowane niczym więcej, oczywiście, że nie. Nie znała przecież mojego drugiego brata. Jeszcze. Odpowiedziałam również uśmiechem, choć tym razem był mniej przekonujący i byłam pewna, że dziewczyna to zauważy.
— Z pewnością. — Skinęłam lekko głową. — Poznasz go w nadchodzących dniach. Nie przepuści obecności świeżej krwi w zamku.
Może zbyt formalnie? Może zabrzmiało to raczej jak groźba niż niewinny żart? Obawiam się, że przez to jawne i ciekawskie przyglądanie się dziewczynie, sama wyjawiłam trochę więcej, niż początkowo zamierzałam. A nie chciałam – a może tylko nie mogłam – wchodzić Eirikowi w paradę, nie w tak ważnej sprawie. Bo oczywiście księżniczka była dla niego jedną z najbardziej istotnych gości, dał mi to dość jasno do zrozumienia w ostatnich dniach. Poza tym robiło się późno, a ja miałam jeszcze kilka wizyt przeznaczonych na ten dzień. Przygryzłam nerwowo wargę, w granicach etykiety oczywiście. Zawsze pilnowałam się w tych kwestiach przy świadkach.
— Mam nadzieję na ponowne spotkanie w najbliższym czasie, księżniczko. Mam nadzieję, że przyjmiesz moje zaproszenie na wystawną kolację pewnego dnia — powiedziałam z lekkim uśmiechem, dygnęłam lekko, po czym odwróciłam się i odeszłam.
Księżniczka i tak już zbyt wiele o mnie wiedziała.



Noc na szczycie wieży zawsze nadchodziła później. Podczas gdy w ciemnych salach na dole już dawno zrobiło się mroczno na wskutek cienia rzucanego przez góry, tutaj jeszcze nie trzeba było zapalać magicznych kandelabrów. Dlatego gdy zorientowałem się, że praktycznie siedzę w ciemnościach nad starożytną księgą, musiała dochodzić dziesiąta. Po omacku zapaliłem jedną z lamp, nie używając przy tym magii. Póki światło nie musiało iść za mną, oszczędniej było użyć zwykłego żywiołu – ognia.
Zanim jednak dokończyłem udoskonalanie eliksiru pozwalającego na szybszy zrost kości długich, minęło jeszcze kilka godzin i świeca prawie się wypaliła. Gdy schodziłem schodami w dół, a za mną podążała magiczna kula wypełniona niebieskawym światłem przypominająca zlepek ruchomych błyskawic uwięzionych w szkle, przypomniałem sobie, że nie powinienem zostawiać „gościa” na tak długo bez kontroli. Co prawda miałem swoje służące, którym nie pozwalałem jej spuścić z oka, ale byłbym głupcem, jeśli ufałbym demonom w stu procentach. Rozmyślałem, idąc przez pogrążony już we śnie zamek. Udało mi się na jakiś czas wyrzucić z głowy problem jej nieokiełznanej mocy, ale teraz wszystko do mnie powróciło ze zdwojoną siłą. Irytacja narastała niebezpiecznie.
Niemal nie przerywałem ciszy w korytarzach. Stawiałem stopy tak, żeby ich echo roznosiło się jak najmniej. I zwolniłem podczas przechodzenia przed drzwiami do komnat księżniczki Cataleyi, a magiczną kulę światła przygasiłem znacznie. Starałem się wyłapać jakiś dźwięk, ale nie usłyszałem niczego. Chociaż wiedziałem, że tak będzie, i tak poczułem ukłucie niezadowolenia.
Zmarnowałem całą resztę dnia, którą mogłem przeznaczyć na jej ćwiczenia. Nie mogła być przecież bardzo zmęczona, skoro ani raz świadomie nie użyła Mocy.
Ruszyłem bezszelestnie do swoich komnat, ze złością szczypiącą nieprzyjemnie mój umysł.

Następnego dnia obudziłem się wcześnie, na długo przed wschodem słońca. Przespałem nie więcej niż pięć godzin, ale byłem wypoczęty. Zwykle i tak nie sypiałem dłużej, niż było to absolutnie konieczne, poza tym dawne picie czarnej krwi nieco zmodyfikowało moje ciało. Wiedziałem o tym, bo przeprowadzałem na sobie liczne badania.
Śniadanie zjadłem sam, darując sobie kolejną niestrawność wynikającą z obecności bezczelnej księżniczki przy stole. Dopiero około godziny dziewiątej posłałem zwykłą służącą po dziewczynę i nakazałem, aby przyprowadziła ją do głównej Sali Wejściowej, gdzie sam się udałem. Wydawało mi się tylko, że wcześniej inna służka była odpowiedzialna za mojego więźnia… Poczułem, że Freya maczała w tym palce. Z pewnością już dopadła do księżniczki Cataleyi, co do tego nie miałem wątpliwości. Ale to nie jej się obawiałem – choć miała nierówno pod sufitem, była w gruncie rzeczy niegroźna, przynajmniej dla mnie tak długo, jak się mnie bała. Gorzej sprawa się miała z Aldamirem, który obecnie przebywał poza zamkiem. Sam zorganizowałem dla niego spotkania dyplomatyczne dokładnie w tym czasie, tak, aby mojego młodszego brata nie było przy pojawieniu się księżniczki i przynajmniej przez kilka późniejszych dni. Miałem więc czas na przygotowanie jej i siebie na moment, w którym wróci z tym swoim szarmanckim uśmiechem i czarującymi słówkami, na które nabrało się już tyle kobiet w całym kraju i poza jego granicami.
Póki co jednak czekałem cierpliwie na przybycie gościa. Dzisiaj zamierzałem przeprowadzić podstawowe ćwiczenia, które każdy początkujący czarodziej – to jest w wieku siedmiu lat – musiał wykonywać poprawnie. Chciałem sprawdzić, czy da się uśpić jej czujność, to raz, ale też przekonać się, czy radzi sobie z najbardziej podstawowymi czynnościami. Bez gróźb i bez zamachów na jej życie, taki był plan. Jednak wątpiłem, aby się powiódł.
Przystanąłem pośrodku potężnej, przestronnej sali wyłożonej marmurem i choć niektórzy mogli by się czuć przytłoczeni, ja miałem jak zwykle nieodparte wrażenie, że takie otoczenie dodatkowo podkreśla moją potęgę.



*tutaj zmienił się wygląd postaci*           
------------------------------------------------------------------------------------