Nie chciałam tracić na czujności w obecności któregokolwiek potomka rodu Hav'caaren, toteż starałam się, by żaden szczegół w zachowaniu księżniczki Freyi nie umknął mej uwadze. Choć mimika twarzy kobiety zdawała się być pod kompletną kontrolą i opanowaniem, to nie potrafiła powstrzymać nagłego napięcia mięśni, gdy tylko poruszony został temat jej drugiego brata. Jego nieobecność i fakt, że do tej pory nie dane mi było go spotkać, z pewnością krył w sobie coś więcej, niżeli zwykły zbieg okoliczności. Król Eirik, jak i księżniczka Freya, wspólnie ukrywali pewien epizod dotyczący trzeciego potomka rodu Hav'caaren, co zostało w subtelny sposób ukazane w sugestywnym uśmiechu mej towarzyszki.
Postanowiłam nie reagować w żaden sposób na niefortunny dobór słów kobiety. Wzmianka o "świeżej krwi" nie wprawiła mnie w rozbawienie, a podejrzewałam, że właśnie taki cel miała owa wypowiedź. Zamiast tego przytaknęłam w ciszy głową, starając się w tej chwili nie doszukiwać ukrytego znaczenia, które z pewnością wzbudziłoby tylko jeszcze większą niepewność i ostrożność.
- Z pewnością nie będę w stanie odmówić - odwzajemniłam uśmiech księżniczki Iudicium i dygnęłam, odprowadzając ją uważnym spojrzeniem swoich błękitnych oczu. Gdy tylko zostałam sama wraz ze swoją służącą, wypuściłam nieświadomie powietrze z płuc, pozwalając by czoło przecięła pojedyncza zmarszczka, świadcząca o ogarniających mnie obawach. Teraz byłam więcej niż pewna tego, że nie tylko król Eirik stanowił dla mnie swoiste zagrożenie.
- Księżniczko, kąpiel stygnie - Yalena skłoniła się przede mną niepewnie, najwyraźniej nadal przestraszona swoim wcześniejszym potknięciem. Posyłając jej łagodny uśmiech, skinęłam lekko głową, udając się w kierunku kamiennej wanny, wypełnionej parującą wodą.
Minionej nocy nie mogłam zaliczyć do najprzyjemniejszych. Nie tylko cierpiałam na bezsenność spowodowaną nieznanym miejscem, ale także nieuzasadniony lęk przed każdym możliwym szmerem. Podczas nauk geografii zdążyłam nasłuchać się wielu nieprzyjemnych historii dotyczących kraju Iudicium, podobnież było z lokalnymi plotkami, które nie przedstawiały tego królestwa w najlepszym świetle. Wielu bało się choćby wypowiedzieć samą godność króla Hav'caarena, który słynął ze swego okrucieństwa i bezwzględności. A na domiar złego, obecnie moje życie zależało od tego prostackiego choleryka, nieznoszącego choćby cna niesubordynacji wobec jego osoby.
Kiedy do mych komnat zawitała służka z zamiarem obudzenia mnie, ja kończyłam szczotkować swoje śnieżnobiałe kosmyki włosów przy drewnianej toaletce. Zawsze w jakiś sposób mnie to uspokajało i pozwalało zebrać myśli, które obecnie tworzyły w mojej głowie nierozerwalny splot.
- Księżniczko Cataleyo, proszę mi pozwolić to zrobić - służącą dygnęła nisko, nadal stojąc w wejściu, zapewne oczekując zezwolenia z mojej strony. Wbiłam intensywne spojrzenie w jej lustrzane odbicie, odkładając szczotkę nieco zbyt głośno.
- Gdzie jest Yalena? - kompletnie zignorowałam wcześniejsze słowa kobiety, bardziej skupiając się na tym, że zamiast służącej z wczoraj, stała przede mną zupełnie obca mi osoba. Nie żebym przywiązywała się do służby, ale była ona jedyną duszyczką, która okazała mi tutaj krztę szczerości i uprzejmości.
- Od teraz ja będę zajmować się księżniczką - ukłoniła nisko głowę, cały czas pilnując formalnego wyrazu twarzy. - Pozwoli księżniczka, że pomogę jej się ubrać - dodała szybko, co skwitowałam jedynie lekkim skinieniem. Nie podobała mi się ta nagła zmiana i wymijająca odpowiedź służącej. Z pewnością krył się za tym solidny powód, którego nie omieszkam poruszyć w towarzystwie Hav'caarena.
Kiedy kobieta wykonała mi delikatny makijaż i związała śnieżnobiałe włosy w długiego warkocza, opadającego na lewe ramię, przyszedł czas by się ubrać. Tym razem nie dano mi żadnego wyboru i z góry przygotowano ciemnogranatową suknię, zdecydowanie bardziej przystosowaną do chłodu panującego w kamiennych murach zamku. Miała ona wysoki kołnierz osłaniający szyję, a także długie rękawy, zakończone szarym futerkiem jakiegoś zwierzęcia. Choć mocno opinała mnie w talii i posiadała dość sporych rozmiarów wcięcie w dekolcie, to była wyjątkowo komfortowa przy poruszaniu się; nie krępowała ruchów, jak kreacja z wcześniejszego dnia.
Po całkowity wyszykowaniu się, służąca przyniosła do mych komnat śniadanie, z czego byłam bardzo usatysfakcjonowana. Obawiałam się, że znów będę zmuszona stracić apetyt na rzecz towarzystwa apodyktycznego króla, którego i tak będę musiała tolerować przez większą część mego niechcianego pobytu w Iudicium.
Posiłek spożyłam w ciszy i spokoju, co bardzo mi odpowiadało. Nie czułam się dobrze w towarzystwie nowej służącej, której mina wyglądała jakby została wyrzeźbiona w skale. Zero uczuć, emocji, drobnego uśmiechu, czy chociażby grymasu. Wyćwiczona do perfekcji obojętność i profesjonalizm - coś niezwykle irytującego.
Sądziłam, że może będę miała możliwość przejścia się po zamku i obejrzenia go za dnia, kiedy światło dzienne raczyło swoją obecnością większość komnat, jednak moja nadzieja została prędko zdeptana i uciszona. Na wieść o tym, iż król Eirik oczekuje mnie w Sali Wejściowej, skrzywiłam się jawnie, pod nosem mamrocząc cyniczne: "Ależ naturalnie". Następnie posłusznie udałam się za służącą, której szybkie kroki świadczyły o tym, że jej pan mógł się już niecierpliwić. Ja jednakże nie zamierzałam za nią biec, tym bardziej, że u celu czekało mnie bezpośrednie spotkanie z diabłem wcielonym. Jeśli ponownie zamierzał targnąć się na moje życie, to pragnęłam zagrać mu na nerwach i wyprowadzić z równowagi najbardziej jak się tylko dało.
- Wasza wysokość, przyprowadziłam księżniczkę Cataleyę - służąca dygnęła nisko, gdy tylko wkroczyłyśmy do ogromnego pomieszczenia. Mężczyzna stał w samym centrum Sali Wejściowej, wyprostowany, pewny siebie, z tym odpychającym wyrazem twarzy, który miałam ochotę własnoręcznie zedrzeć. Przystanęłam na znaczną odległość od króla Iudicium, nie racząc odezwać się choćby słowem. Jedynie wlepiłam w niego mało uprzejme spojrzenie, dające jasny sygnał, jak bardzo byłam zdegustowana jego osobą. Mógł uznać to za nudne, albo dziecinne, ale miałam kompletnie gdzieś jego zdanie. Wczorajszego dnia zdecydowanie przesadził, a ja, jako że posiadałam swoją dumę, nie zamierzałam od tak o tym zapominać.
Losing Humanity
„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
