Wyraz jej twarzy zmienił się odrobinę, ale stal w spojrzeniu nie
ustąpiła. Miałem nadzieję, że nie da się tak łatwo zgnieść i dopasować do mojej
woli, bez wysiłku nie ma zabawy, prawda? Poza tym gdyby nie była kobietą silną
i zdeterminowaną, już teraz byłaby martwa. To aż dziwne, że zdołała wytrzymać
tyle lat, które zamieniały się w ciągnące dzień po dniu godziny, minuty i
sekundy z taką nieokiełznaną mocą w jej ciele. Każdy dzień musiał być
cierpieniem – zwykła magia wymaga wiele pracy, aby można było nad nią
zapanować, a co dopiero taka potęga – a jednak stała przede mną nie zgięta wpół
i nie błagająca o pomoc i litość. W jej oczach faktycznie czaiło się coś
nieludzkiego, czego może nie była nawet świadoma, ale więcej w niej wciąż było
z człowieka niż z bestii, którą tworzyła magia, nad którą się nie panowało.
Godne podziwu i bardzo drażniące. Zmrużyłem oczy na dźwięk jej
słów wypełnionych pewnością siebie i godną pożałowania bezczelnością. Zaczynała
działać mi na nerwy, bo nie przywykłem żeby ktoś odzywał się do mnie takim
tonem. A przynajmniej nie więcej niż raz. Ale nie mogłem jej zabić, choć tylko
przez wzgląd na moc, dla której była naczyniem.
Poza tym wciąż nie zdawała sobie sprawy, jak wiele wiem. I jak
mało wie ona, nawet o swoich ukochanych rodzicach. Pełna była buntu i siły,
przekonana o swojej wartości. Nie mogłem doczekać się aż dowie się, że jej
kochany ojczulek sprzedał ją jak jakiegoś niepotrzebnego grata, z którym są
same problemy
— Mam prawo decydowania o tym, co moje, zwłaszcza że ty dawno
straciłaś owo prawo do decyzji o sobie — odpowiedziałem, czując jak poziom
mojej irytacji gwałtownie wzrasta. Nie chciałem wdawać się z nią w bezsensowne
dyskusje, a jednak robiłem to mimo woli.
Dopiero na jej kolejną odzywkę poczułem naprawdę, że ogarnia mnie
czysta furia. Oczy mi zabłyszczały, a dotychczas dłoń spoczywająca bezwładnie
na oparciu tronu zacisnęła się teraz tak mocno, że aż pobielały mi knykcie.
Mocniej zacisnąłem również zęby. Ze wszystkich sił i całej siły woli
powstrzymywałem się od podniesienia rąk i rzucenia jakiegoś paskudnego zaklęcia
powodującego okropny ból. Nie dała mi się nawet odezwać, bo już mówiła dalej,
rzucając kolejne roszczące zdania. Chciała mi jasno dać ro zrozumienia, że nie
ma zamiaru robić tego, co jej każę mimo że przed chwilą powiedziałem na jakich
warunkach będzie tu przebywała? Chciała pokazać pazurki i muszę niechętnie
przyznać, że to się jej udało.
Nie mogłem tylko uwierzyć, że rozumie z tej sytuacji tak
niewiele. A więc chciała wrócić do prawdziwego więzienia, przy okazji
zarzucając między wierszami mi, że to tutaj jest więźniem? Wciąż patrzyła na
mnie tym wrogim, gniewnym spojrzeniem.
— Do miejsca, z którego zostałaś zabrana? — parsknąłem w
odpowiedzi, jeszcze mocniej zaciskając dłoń na kamiennym oparciu. — Do złotej
klatki, więzienia na pozór tylko lepszego od mojego? Wiec to tam chcesz umrzeć,
dziewczyno? Jeśli jeszcze sobie nie uświadomiłaś, że jestem twoim jedynym
ratunkiem, radzę chociaż trochę wytężyć tą piękną i najwidoczniej pustą główkę.
Od tej pory, jeśli usłyszę jeszcze jedno polecenie z twoich ust w moim
kierunku, boleśnie odczujesz konsekwencje. Odeślę cię tam — i to będzie właśnie
najgorsza kara. Żebyś mogła doświadczyć na własnej skórze, jak człowiek traci
zmysły od potęgi, której nie potrafi opanować, a która w tobie rozwija się już
od trzech lat — mówiłem na pozór tylko spokojnie, bo wewnątrz mnie rozpętała
się prawdziwa burza.
Miałem ochotę rzucić się na nią, ale jednocześnie nie mogłem
narażać jej na niebezpieczeństwo jeśli miała mi później służyć swoją magią.
Musiałem ją mieć w pełni sprawną. Rozluźniłem zaciśnięte dłonie i po raz
pierwszy poruszyłem się na tronie. Oparłem się wygodniej w dość zrelaksowanej
pozycji mającej świadczyć, że nie ważne co zrobi, ja już jestem przygotowany na
atak. Że jestem na tyle silniejszy, że nawet w jej obecności mogę się odprężyć.
Czułem obecność służącej i to dawało mi spokój psychiczny.
— Zawsze ją czułaś, prawda? — ciągnąłem po chwili przerwy nieco
łagodniejszym głosem, który zarazem mógł wydawać się absurdalnie bardziej
brutalny w moich ustach. — Ale mimo upływu czasu jest coraz gorzej? Świerzbi
cię pod skórą, wypełnia żyły i pulsuje w sercu, pali trzewia i włada koszmarami,
które cię męczą w nocy — snułem tylko domyślenia na podstawie istniejących do
tej pory przypadków szaleństwa od nadmiaru mocy, bo tak naprawdę nie mogłem
wiedzieć, jak magia działa na nią. — Bo niby kto miał cię uczyć? Nieudolne
czarodziejki z twojego kraju, które przy pomocy magii nie potrafiłyby nawet
zagotować garnka wody? – prychnąłem z jawną ignorancją i lekceważąco machnąłem
dłonią, jakbym odganiał się od tej myśli jak od upierdliwej muchy.
Musiałem zmusić ją do zrozumienia, że to jej jedyne wyjście.
Jeśli w to uwierzy, będę miał już z górki. Przyzwyczai się do mnie, chociaż
nigdy mnie nie polubi, a może nawet będzie skrycie nienawidzić i planować jak
się mnie pozbyć, jak wielu z moich pomocników w radzie a nawet członków
rodziny. Naprawdę nie mógłbym jej tam odesłać – zbyt zależało mi na jej magii.
Jeszcze trochę i będę mógł sprowokować ją na tyle, żeby wszystkie
bariery w niej pękły. Żeby rozsadził je żal na myśl, że rodzice ją sprzedali
lub wściekłość na mnie, na los, na babkę. A wtedy będę mógł sprawdzić czym
naprawdę jest ta moc.
