Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
5.

Wyraz jej twarzy zmienił się odrobinę, ale stal w spojrzeniu nie ustąpiła. Miałem nadzieję, że nie da się tak łatwo zgnieść i dopasować do mojej woli, bez wysiłku nie ma zabawy, prawda? Poza tym gdyby nie była kobietą silną i zdeterminowaną, już teraz byłaby martwa. To aż dziwne, że zdołała wytrzymać tyle lat, które zamieniały się w ciągnące dzień po dniu godziny, minuty i sekundy z taką nieokiełznaną mocą w jej ciele. Każdy dzień musiał być cierpieniem – zwykła magia wymaga wiele pracy, aby można było nad nią zapanować, a co dopiero taka potęga – a jednak stała przede mną nie zgięta wpół i nie błagająca o pomoc i litość. W jej oczach faktycznie czaiło się coś nieludzkiego, czego może nie była nawet świadoma, ale więcej w niej wciąż było z człowieka niż z bestii, którą tworzyła magia, nad którą się nie panowało.
Godne podziwu i bardzo drażniące. Zmrużyłem oczy na dźwięk jej słów wypełnionych pewnością siebie i godną pożałowania bezczelnością. Zaczynała działać mi na nerwy, bo nie przywykłem żeby ktoś odzywał się do mnie takim tonem. A przynajmniej nie więcej niż raz. Ale nie mogłem jej zabić, choć tylko przez wzgląd na moc, dla której była naczyniem.
Poza tym wciąż nie zdawała sobie sprawy, jak wiele wiem. I jak mało wie ona, nawet o swoich ukochanych rodzicach. Pełna była buntu i siły, przekonana o swojej wartości. Nie mogłem doczekać się aż dowie się, że jej kochany ojczulek sprzedał ją jak jakiegoś niepotrzebnego grata, z którym są same problemy
— Mam prawo decydowania o tym, co moje, zwłaszcza że ty dawno straciłaś owo prawo do decyzji o sobie — odpowiedziałem, czując jak poziom mojej irytacji gwałtownie wzrasta. Nie chciałem wdawać się z nią w bezsensowne dyskusje, a jednak robiłem to mimo woli.
Dopiero na jej kolejną odzywkę poczułem naprawdę, że ogarnia mnie czysta furia. Oczy mi zabłyszczały, a dotychczas dłoń spoczywająca bezwładnie na oparciu tronu zacisnęła się teraz tak mocno, że aż pobielały mi knykcie. Mocniej zacisnąłem również zęby. Ze wszystkich sił i całej siły woli powstrzymywałem się od podniesienia rąk i rzucenia jakiegoś paskudnego zaklęcia powodującego okropny ból. Nie dała mi się nawet odezwać, bo już mówiła dalej, rzucając kolejne roszczące zdania. Chciała mi jasno dać ro zrozumienia, że nie ma zamiaru robić tego, co jej każę mimo że przed chwilą powiedziałem na jakich warunkach będzie tu przebywała? Chciała pokazać pazurki i muszę niechętnie przyznać, że to się jej udało.
Nie mogłem tylko uwierzyć, że rozumie z tej sytuacji tak niewiele. A więc chciała wrócić do prawdziwego więzienia, przy okazji zarzucając między wierszami mi, że to tutaj jest więźniem? Wciąż patrzyła na mnie tym wrogim, gniewnym spojrzeniem.
— Do miejsca, z którego zostałaś zabrana? — parsknąłem w odpowiedzi, jeszcze mocniej zaciskając dłoń na kamiennym oparciu. — Do złotej klatki, więzienia na pozór tylko lepszego od mojego? Wiec to tam chcesz umrzeć, dziewczyno? Jeśli jeszcze sobie nie uświadomiłaś, że jestem twoim jedynym ratunkiem, radzę chociaż trochę wytężyć tą piękną i najwidoczniej pustą główkę. Od tej pory, jeśli usłyszę jeszcze jedno polecenie z twoich ust w moim kierunku, boleśnie odczujesz konsekwencje. Odeślę cię tam — i to będzie właśnie najgorsza kara. Żebyś mogła doświadczyć na własnej skórze, jak człowiek traci zmysły od potęgi, której nie potrafi opanować, a która w tobie rozwija się już od trzech lat — mówiłem na pozór tylko spokojnie, bo wewnątrz mnie rozpętała się prawdziwa burza.
Miałem ochotę rzucić się na nią, ale jednocześnie nie mogłem narażać jej na niebezpieczeństwo jeśli miała mi później służyć swoją magią. Musiałem ją mieć w pełni sprawną. Rozluźniłem zaciśnięte dłonie i po raz pierwszy poruszyłem się na tronie. Oparłem się wygodniej w dość zrelaksowanej pozycji mającej świadczyć, że nie ważne co zrobi, ja już jestem przygotowany na atak. Że jestem na tyle silniejszy, że nawet w jej obecności mogę się odprężyć. Czułem obecność służącej i to dawało mi spokój psychiczny.
— Zawsze ją czułaś, prawda? — ciągnąłem po chwili przerwy nieco łagodniejszym głosem, który zarazem mógł wydawać się absurdalnie bardziej brutalny w moich ustach. — Ale mimo upływu czasu jest coraz gorzej? Świerzbi cię pod skórą, wypełnia żyły i pulsuje w sercu, pali trzewia i włada koszmarami, które cię męczą w nocy — snułem tylko domyślenia na podstawie istniejących do tej pory przypadków szaleństwa od nadmiaru mocy, bo tak naprawdę nie mogłem wiedzieć, jak magia działa na nią. — Bo niby kto miał cię uczyć? Nieudolne czarodziejki z twojego kraju, które przy pomocy magii nie potrafiłyby nawet zagotować garnka wody? – prychnąłem z jawną ignorancją i lekceważąco machnąłem dłonią, jakbym odganiał się od tej myśli jak od upierdliwej muchy.
Musiałem zmusić ją do zrozumienia, że to jej jedyne wyjście. Jeśli w to uwierzy, będę miał już z górki. Przyzwyczai się do mnie, chociaż nigdy mnie nie polubi, a może nawet będzie skrycie nienawidzić i planować jak się mnie pozbyć, jak wielu z moich pomocników w radzie a nawet członków rodziny. Naprawdę nie mógłbym jej tam odesłać – zbyt zależało mi na jej magii.
Jeszcze trochę i będę mógł sprowokować ją na tyle, żeby wszystkie bariery w niej pękły. Żeby rozsadził je żal na myśl, że rodzice ją sprzedali lub wściekłość na mnie, na los, na babkę. A wtedy będę mógł sprawdzić czym naprawdę jest ta moc.
------------------------------------------------------------------------------------