Jej odpowiedź dała mi do zrozumienia, że nie mogę przy niej
posługiwać się ukrytymi aluzjami. Zdawało mi się, że dość wyraźnie nazwałem jej
pobyt tutaj więzieniem, nie gorszym niż to w którym była zamknięta do tej pory.
Czyżbym musiał wszystko jej tłumaczyć, słowo po słowie i nie mógł więcej używać
słownych gierek?
— Uwierz mi, ta klatka nie będzie złota — odpowiedziałem cicho,
niemal szeptem tak jak ona, ale byłem pewien, że moje słowa dotarły do jej
uszu. Póki co w sali tronowej panowała martwa cisza, przerywana tylko odgłosami
naszej urywanej rozmowy.
Nie zamierzałem jednak odpowiadać na jej pytania. Nie czułem
konieczności tłumaczenia się przed kimkolwiek ze swoich planów, a już na pewno
nie przed nią. Jest tyko przedmiotem, środkiem do uzyskania celu, a
przedmioty nie muszą – ba, nawet nie powinny – wiedzieć o swoim przeznaczeniu.
Przedmioty nie mają prawa pytać i myśleć samodzielnie. Chciałbym, żeby ona też
nie używała wolnej woli, ale do tego jej zmusić nie mogłem. Nikt nie miał
potęgi panowania nad cudzym umysłem.
Niepostrzeżenie jej twarz zmieniła się odrobinę. Zanim zdążyłem
dostrzec, co dokładnie się zmieniło, stało się coś nieoczekiwanego. Podczas
naszej rozmowy wypuściłem małą cząstkę własnej magii, zbyt słabą żeby była
wyczuwalna i badałem nieinwazyjnie jej coraz wyraźniej pulsującą moc. To były
niewidoczne macki sprawdzające teren. Poza tym, mimo że przez cały czas byłem
czujny i wpatrywałem się w jej twarz, jej krzyk mnie zaskoczył. A ja nie
lubiłem być zaskakiwany. Po tym wrzasku zmiana wydawała się być bardziej niż
oczywista. Wcześniej tego nie zauważyłem, ale teraz doskonale widziałem, że
ściana blokująca jej moc zaczyna pękać i kruszyć się niebezpiecznie. Tamowane
uczucia dziewczyny wylały się na jej twarz wraz z potokiem słów. Bardzo
emocjonalnych słów.
Podłoga zadrżała i to był wystarczający dowód na to, że
księżniczka traci kontrolę. Wątpię, żeby robiła to świadomie, bo kolejne efekty
mocy pojawiały się z każdym krokiem, z każdym słowem. Poczułem falę czystej,
potężnej energii odbijającej się od ścian i nakładającej na siebie w zabójczej,
upajającej symfonii. Zbliżyła się do mnie, stopień po stopniu, a jej głos
wypełniał nienaturalnie komnatę, wyolbrzymiony i spotęgowany przez
przepływającą przez nią coraz bardziej dziką i rozszalałą magię. Świeczniki
zapłonęły, powodując że cienie dookoła jeszcze się wydłużyły i pogłębiły, dając
wrażenie ukrytych w nich demonów poruszających się wraz z płonącym mocno
ogniem. W normalnych warunkach wściekłość za naruszanie mojej przestrzeli
zalałaby mi oczy, rzuciłbym zaklęcie, stworzył przegrodę – ale teraz obecność
mocy tak blisko, na wyciągnięcie ręki powodowała, że krew szybciej płynęła mi w
ciele. Serce waliło mocno, wspomagane potężną dawką adrenaliny. Moje oczy same
otworzyły się bardziej, a usta rozciągnął upiorny uśmiech pełen chorej
ekscytacji.
Jej dramatyczne słowa dla niej wydawały się być całym światem,
ale mimo że wibracje jej głosu przeszywały mnie na wskroś, nie potrafiłem i nie
chciałem się nimi przejąć. Nie mogłem wydobyć głosu ze ściśniętej ekscytacją
krtani. Nie zdołałem nawet warknąć, żeby się zamknęła, po pierwsze dlatego, że
te słowa i uczucia najwidoczniej ją nakręcały i zmuszały do drapania ściany
będącej blokadą dla magii, a po drugie nie umiałem znaleźć słów.
Chłonąłem i rozkoszowałem się potęgą. Ciężko łapałem oddech,
napełniając nozdrza i płuca powietrzem z wyraźnym zapachem ozonu, który zawsze
roznosił się przy wielkich zaklęciach lub przy ich dużej ilości naraz. I wtedy
wszystko znikło. Moje ciało łaknęło więcej, ale nie było już nic. Zostało zimne
i opuszczone, jakby ktoś wyrwał mi bijące serce, a sala stała się z powrotem
tylko pustym pomieszczeniem, w którym nie dźwięczała i wibrowała magia.
Ochłonąłem natychmiast, moja twarz niemal skamieniała, uśmiech rozpierzchł się
gdzieś na boki.
Stała zbyt blisko. Rozdrażniło mnie to, jakbym dopiero teraz
sobie to uświadomił. Nie miałem siły tłumaczyć jej teraz, że jej słowa nie mają
znaczenia, że to co ona chce też go nie posiada. Nie dla mnie i moich planów.
Poza tym ktoś tak uparty na pewno zaraz wdałby się w dyskusje, a mi ona teraz
nie była potrzebna. Z trudem podniosłem rękę, łokieć oparłem na oparciu tronu i
oparłem głowę na zaciśniętej pięści, jednocześnie przechylając ją jakby była
zbyt ciężka abym mógł sam ją utrzymać. Zmrużyłem gniewnie oczy.
Zapytała o rodziców. Widziałem, że dziewczyna już przed chwilą
była na skraju od prawdziwego wybuchu, a dała mi tylko skrawek potęgi, który i
tak mną zawładnął. Ale ja nigdy nie chciałem kawałka ani części. Zawsze
sięgałem po całość i nie satysfakcjonowały mnie kompromisy. Musiałem mieć
wszystko. Zauważyłem cień szansy – być może prawda obudziłaby moc i zdołała
skruszyć barierę.
— O, jestem pewien że robili wszystko dla twojego dobra. Tylko…
Po prostu nie mogli znaleźć odpowiedniej osoby. Trzy lata to niewiele czasu
kiedy ma się tyle innych, ważniejszych spraw na głowie, prawda? — zadałem
teatralnie to pytanie, wbijając w nią spojrzenie niemal równie twarde jak to,
którym ona obdarzała mnie. — Z resztą mogli sprzedać cię w o wiele gorsze
miejsce… Ups — westchnąłem, jakbym udawał że przypadkowo powiedziałem o kilka
słów za dużo. — To chyba miała być tajemnica? Nikt ci nie powiedział, że
odsprzedali cię jak zużyty mebel który zawadza na środku pokoju? Albo jeszcze
gorzej, jak zwykłą dziwkę? Nie mieli nawet czasu wysłać listu... — zakończyłem
z przytłumionym uśmiechem i przewróciłem oczami jakbym doskonale rozumiał, że
tacy zapracowani rodzice nie mają wiele czasu żeby poinformować własne dziecko
o tym, że zdecydowało się na jego sprzedaż.
Na chwilę zamilknąłem, po czym zdecydowałem się jeszcze dodać
zimnym głosem:
— Przeszkadzałaś tam. Przeszkadzałaś własnym rodzicom.
