Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
29 grudnia 2017
8.

Wystarczyło spojrzenie. To mroczne, przepełnione chorą satysfakcją spojrzenie, dawało mi wymowny znak, iż niepotrzebnie pytałam; wszelkie obawy lada chwila miały stać się prawdą. Choć twarz króla była niczym wykuta z kamienia, posiadająca tylko jeden, nieprzyjemny wyraz, to jakimś cudem dostrzegłam, jak kącik jego pełnych warg wyginają się w paskudnie złośliwym uśmieszku. Coś niebezpiecznego błysnęło w niebiesko-zielonych tęczówkach; w powietrze wzniosło się przytłaczające uczucie dominacji. Władca Iudicium rozkoszował się moją niepewnością, namacalnie chłonął z niej jakeś dziwaczne ukontentowanie. Strach osób słabych, dominacja nad nimi, stanowiły dla blondyna coś w rodzaju odpowiednika napoju bogów.
Choć podświadomie zdawałam sobie sprawę, że każde słowo jakie opuszczało gardło króla, było celowo dobrane, specjalnie mocno zaakcentowane i użyte, to nie potrafiłam zapanować nad targającymi mną emocjami. W tamtym momencie byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów, istnym chaosem wypaczających się wzajemnie emocji, które rozsadzały mnie od środka. Wszystko wewnątrz mnie pulsowało, każda tkanka paliła żywym ogniem, krew nieprzyjemnie pulsowała, jakby rozpętał się w niej najprawdziwszy sztorm. Czułam jak oczy zachodzą mi lekką mgłą, a umazana krwią dolna warga, zaczyna niekontrolowanie drżeć. Nie byłam w stanie skupić się na swoim ciężkim oddechu, nie słyszałam nawet własnych myśli. Jedynie co do mnie trafiało, to bolesne i bezczelne słowa króla, którego z każdą sekundą nienawidziłam coraz bardziej. Nie byłam osobą mściwą, nigdy nikomu źle nie życzyłam, nawet swojej przeklętej babce, przez którą przechodziłam cały ten nieprawdopodobny koszmar. Jednak w tym momencie coś we mnie pękło. To zupełnie tak, jakby wszelkie bariery ludzkiej moralności zatarły się i pozwoliły uciec najpaskudniejszym myślom.
Nie zorientowałam się, kiedy pozwoliłam sobie na zatracenie się w wewnętrznym szaleństwie. Kosmyki brązowych włosów, jakie wydostały się z niechlujnego upięcia, naelektryzowane od wypełniającej mnie mocy, poczęły unosić się powolnie ku górze, tworząc dziwną oprawę wokół mej smukłej twarzy. W okolicach pociemniałych oczu pojawiły się drobne, paskudne żyłki, a tatuaż na plecach zapiekł, promieniując bólem do najmniejszej kości kręgosłupa.
- Przestań! Jak śmiesz?! - wrzasnęłam rozdrażniona, wręcz nieludzkim, dudniącym głosem. Ozdobne witraże w oknach pękły w mgnieniu oka, rozsypując się po podłodze milionami kolorowych odłamków. Kawałki ostrego szkła uniosły się ku górze, zawirowały niezgrabnie, a następnie przelatując tuż przy obliczy króla, wbiły się w powierzchnię ogromnych wrót, przez które mnie tu wprowadzono.
- Kim jesteś, żeby oceniać moich rodziców?! Kto dał ci prawo do wypowiadania się w ten sposób?! Dziwka?! Zużyty mebel?! Czy wyglądam na nic nie warty przedmiot, który od tak można oddać z rąk do rąk?! - coraz bardziej podnosiłam ton głosu, a wraz z nim podłoga zaczynała coraz mocniej drżeć. Świeczniki tym razem stanęły w najprawdziwszych płomieniach, sięgających samego sufitu, trzeszcząc złowrogo tuż nad uchem władcy. Przez wybite okna wdarł się porywisty, kłujący skórę wiatr, a zaraz po nim pojawiły się złowrogie grzmoty. Jaskrawe błyskawice przecięły niebo; z ciężkich chmur spadł gęsty deszcz o dziwnej, pomarańczowej barwie. Wyglądał znajomo; to on sprawił, że w moim królestwie zapanowała paskudna epidemia, zbierająca przerażające, mordercze żniwo wśród poddanych. Wewnętrznie skurczyłam się w sobie, próbowałam zaprzestać temu wszystkiemu, przerażona ponową utratą kontroli. Problem był tylko jeden i zawsze ten sam - nie potrafiłam.
------------------------------------------------------------------------------------