Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
2 stycznia 2018
34.
 
     Wpatrując się twardo w stojącego pośrodku Sali Wejściowej króla Eirika, nie byłam w stanie oprzeć się wrażeniu, że wielkość pomieszczenia jedynie dodawała mężczyźnie pewności siebie i majestatu. Tu nie chodziło tylko o paranie się czarną magią, czy chociażby żelazne spojrzenie, które zdawało się, że byłoby w stanie przeciąć najtwardszy metal. Aura otaczająca ciemnowłosego władcę, tak silnie swoista w swej istocie, przyprawiała o chłód i nieuzasadniony lęk. Przypominało to wilczy instynkt, na którym opiera się hierarchia całej watahy. I nie trudno było się chyba domyślić, kto z naszej dwójki przejawiał cechy osobnika alfy.
     Drgnęłam niewidocznie na zachrypnięty głos króla Hav'caarena, który zdawał się celowo modulować pomruk do jak najcichszego dźwięku. Mimo doskonałego słuchu, musiałam wykonać kilka kroków w przód, by nastroszone uszy wyłapały sens wypowiedzianych słów. Miałam ochotę prychnąć zirytowana na ośli upór władcy, jednakże ostatecznie zdusiłam to głęboko w sobie, wiedząc, że i tak nie przyniesie to żadnych pożądanych efektów. Ponadto musiałam przyznać niechętnie sama przed sobą, że choć nie pałałam do mężczyzny nawet minimalną sympatią, to gdzieś wewnętrznie ciekawił mnie sposób, w jaki zamierzał nauczyć mnie panowania nad Mocą. Do tej pory nie pojawiła się żadna istota magiczna, która byłaby w stanie poradzić sobie z drzemiącym w moich żyłach przekleństwem. Być może warto było chwycić się okazji i postarać się wyprowadzić całą sytuację na własne korzyści.
     Wyraźnie zaintrygowana planem dzisiejszych zajęć, a także faktem, iż w tym ponurym miejscu znajdował się ogród, posłusznie udałam się za władcą Iudicium, tym samym skracając dzielącą nas do tej pory odległość. Skupiona na tym, by czubki trzewików nie zetknęły się z wilczym futrem, jakie przysłaniało szerokie plecy ciemnowłosego,  nawet nie zorientowałam się, kiedy znaleźliśmy się w południowej części zamku. Dopiero kiedy omal nie wpadłam na kamienną sylwetkę króla Eirika, oprzytomniałam, zachowując odpowiednią przestrzeń między naszymi ciałami. Chcąc jakoś ukryć swe zakłopotanie, czające się w błękitnych tęczówkach, uważnie rozejrzałam się dokoła, nie mogąc powstrzymać lekkiego uchylenia warg. Nie byłam w stanie uwierzyć własnym oczom; przez chwilę poczułam się, jakbym znalazła się w zupełnie innym świecie. Gęste, zadbane krzewy otaczały naszą dwójkę z każdej możliwej strony, niemalże tworząc tym samym naturalny labirynt. Duże, pięknie ubarwione kwiaty, wydzielały intensywny, wręcz ciężki zapach, będący tak cudownym przeciwieństwem woni siarki, jaka wypełniała sporą część zamku. Przez krótką chwilę uniesienia poczułam się naprawdę odprężona; wiedziałam już, iż znalazłam swój punkt zaczepienia, który pozwoli mi wytrwać w tym okropnym miejscu.
     Zaczerpnęłam głębszy wdech, niepewnie pochylając się nad jednym z krzewów. Przez myśl przeszło mi, że ogród wypełniony był czymś więcej, niżli tylko silną wonią kwiatów. Było to coś o wiele mocniejszego i charakterystyczniejszego, czego nie można było pomylić z żadnym innym uczuciem. Miało swój zapach, nieokreślony kształt oraz wywoływało niepowtarzalne odczucia. Uzależniało, uszczęśliwiając i jednocześnie budząc lęk.
     - Pachnie magią - wyszeptałam zupełnie nieświadomie, czując ciepło powolnie promieniujące po całym ciele. Przełknęłam ślinę, wlepiając intensywne spojrzenie w twarz króla Eirika, jednocześnie prostując się do poprzedniej pozycji. Wyglądało na to, że trafiłam w samo sedno, co potwierdziła wypowiedź ciemnowłosego mężczyzny. Starałam się uważnie wsłuchać w każde wypowiadane słowo, w każdą daną mi wskazówkę, dzięki której mogłabym poczynić chociażby minimalne postępy. Jeśli nie chciałam pozwolić na to, by magia pochłonęła mnie całkowicie, musiałam zacząć się bronić i nauczyć pełnej kontroli.
     Chociaż całe swoje zainteresowanie skupiłam na głosie władcy Iudicium, to mojej elfiej spostrzegawczości nie umknęła minimalna zmiana w zachowaniu mężczyzny. Gdy tylko zaczął opowiadać o magii i opisywać sposób, w jaki powinnam postępować, dostrzegłam w jego tęczówkach topniejący lodowiec, spoza którego wyłaniała się czysta fascynacja. Ton głosu także wydawał się złagodnieć; nawet dobierane słowa były starannie przemyślane, wyważone, wręcz zawierały w sobie pewien odłamek tkliwości. I choć ta odmiana nie trwała długo, to wystarczyła, by wzbudzić we mnie pewnego rodzaju zaintrygowanie postacią króla Eirika. Był niezwykle niezdatną do odczytania osobą; nieprzewidywalną i zapewne pełną niespodzianek.
     Postanowiłam nie komentować ostatnich słów swego towarzysza, zabarwionych swoistą wrogością i zniecierpliwieniem. Zamiast tego, zbliżyłam się do wskazanego krzewu, skupiając swoją uwagę na zamkniętym pąku. Przez chwilę wpatrywałam się w niego bezczynnie, starając się odrzucić od siebie wszelkie myśli i kotłujące się w głowie wątpliwości. By ułatwić sobie zadanie, przymknęłam kurczowo powieki, zamykając pomiędzy zębami dolną wargę. Wyciszyłam się wewnętrznie, powolnie sięgając po palącą w trzewiach Moc. Czułam jej przytłaczającą siłę i przerażający brak kontroli, którą za wszelką cenę starałam się zatrzymać na miejscu. Większej pewności siebie dodawała mi obecność króla Eirika, który w każdej chwili był przygotowany na możliwie konsekwencje moich poczynań. Dlatego też, po dłuższej chwili oswajania się z własnym przekleństwem, poczęłam delikatnie muskać pulsującą pod naszymi stopami żyłę, co wywołało delikatny podmuch wiatru, który przyjemnie oplótł swoim chłodem moje nagrzane policzki. Tak jak powiedział Hav'caaren, uderzyło we mnie niespodziewane i mało przyjemne ciepło, które zdawało się trawić każdą komórkę mego ciała. Przerażało mnie to, a jednocześnie obudziło coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam - ekscytację i przyjemność, z używania własnej magii. Serce szaleńczo pompowało krew, a płuca paliły od wstrzymywanego w ekstazie powietrza. Kiedy upewniłam się, że mam pełną kontrolę nad własnymi poczynaniami, a mrowienie w opuszkach nie sprawia mi już uczucia dyskomfortu, otworzyłam powolnie powieki, wraz z którymi nieśmiało rozłożyły się miękkie płatki kwiatu. Intensywny zapach uderzył w moje nozdrza, a mgiełka, która wcześniej zasnuła oczy, ustąpiła widocznej ekscytacji i zadowoleniu. Ostrożnie odcięłam podświadomość od silnego źródła magii, co przyprawiło mnie o piekący ból w mięśniach. Zaczerpnęłam bolesnego oddechu, a następnie pochyliłam się nad kwiatem, po raz pierwszy od wielu dni uśmiechając się z całkowitą szczerością.
     - Udało się - wyszeptałam z lekkim niedowierzaniem, przypominając sobie wszystkie swoje poprzednie próby zrobienia czegokolwiek, co nie byłoby destrukcyjne. Przesunęłam opuszkami palców po aksamitnych płatkach, odwracając się podekscytowana w stronę króla Eirika.
     - Czy tym razem postarałam się bardziej? - spytałam nieco zaczepnie, nawiązując do wczorajszych słów ciemnowłosego, które skierował w moim kierunku zaraz po tym, jak cudem udało mi się uniknąć śmierci. Musiałam trochę wyglądać jak podekscytowane dziecko, które liczy na to, że uda mu się zyskać uznanie swego rodzica, jednak w tamtym momencie miałam to kompletnie gdzieś. Byłam z siebie niezwykle dumna i miałam cichą nadzieję, na usłyszenie chociaż minimalnie pozytywnego komentarza od strony ponurego choleryka, jakim był obecny władca Iudicium.
------------------------------------------------------------------------------------