Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
4 stycznia 2018
36.
     Drapieżny uśmiech, rozciągający się na wąskich ustach króla Eirika, nie posiadał w sobie krzty życzliwości i dobroci - wręcz przeciwnie, odnosiło się wrażenie, iż miał on na celu wzbudzić u ofiary czysty niepokój. Z jakiegoś jednak niewyjaśnionego powodu, nie budował on we mnie trwogi, czy niepewności, a raczej coś na kształt promieniującej satysfakcji. Było to miłą odmianą w palecie niewzruszonych, wręcz kamiennych min mężczyzny, które momentami doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Naturalnie, nie mogłam oczekiwać cudownego nawrócenia od władcy Iudicium, ale dawało mi to drobny zalążek nadziei na to, iż ciemnowłosy potrafi odczuwać również inne emocje, aniżeli tylko zdegustowanie i wrogość.
     Mój cichy triumf nie trwał jednak zbyt długo, gdyż w ułamku sekundy zarejestrowałam, jak mięśnie twarzy niebieskookiego powracają do swego stałego napięcia. W intensywnych tęczówkach ponownie odbudował się chłodny lodowiec, przyprawiający o gęsią skórkę, a kurczowo zaciśnięte wargi ani trochę nie pozwalały sądzić, że mogłyby wykrzywić się w jakimkolwiek uśmiechu. Miałam ochotę fuknąć sfrustrowana. Za każdym razem, kiedy wydawało mi się, że przynajmniej w minimalnym stopniu udaje mi się rozgryźć osobę Hav'caarena, ten wybijał mnie z tropu w najmniej oczekiwanym momencie, pozostawiając za każdym razem w coraz to większym zagubieniu. Doprawdy, dałabym wszystko, by móc zajrzeć do jego umysłu i dowiedzieć się, co też kryło się za tą paskudną osobowością, sprawiającą wrażenie solidnej zbroi, której celem było trzymanie na dystans każdej żyjącej istoty.
     Powstrzymałam się przed złośliwym komentarzem odnośnie wypowiedzi ciemnowłosego, jednakże musiałam przewrócić błękitnymi oczami, by pokazać mu, że nie tego oczekiwałam. Co prawda nie spodziewałam się cudów, otwarta pochwała nie wchodziła w tym wypadku w grę, ale mógłby przynajmniej darować sobie to aroganckie zachowanie i podkreślanie, że tak naprawdę moje obecne osiągnięcie było niczym. To prawda, że rozwinięcie głupiego kwiatka nie jest szczytem magicznych zdolności, ale na miłość boską, dopiero się uczyłam! Gdybym umiała wszystko i potrafiła kontrolować magię, nie byłoby mnie tutaj.
     Uważnie obserwowałam postawną sylwetkę mężczyzny, jednocześnie przysłuchując się jego słowom. Ciężko było określić odczucie, jakie obejmowało mnie za każdym razem, gdy tylko król Eirik opowiadał o Mocy, ale było w tym coś intensywnego. Władca Iudicium wypowiadał się w tak delikatny, a zarazem ekscytujący sposób, że subtelnie dobrane słowa tworzyły coś na kształt wyszukanej poezji. W Mareaurze było wielu wybitnych i szanowanych czarodziei - między innymi to oni podejmowali się prób opanowania mego przekleństwa - aczkolwiek żaden nie opowiadał o magii w tak ujmujący sposób. Króla Hav'caarena najzwyczajniej w świecie chciało się słuchać, sprawiało to pewnego rodzaju przyjemność.
     Kiedy poruszony został temat uzdrawiania, spięłam się niekontrolowanie, chwilowo spuszczając wzrok na soczyście zieloną trawę. Miałam ochotę roześmiać się gorzko na ostrzeżenia mężczyzny, bym pod żadnym pozorem nie próbowała leczyć siebie, jak i innych. Brzmiało to jak wysoce nieodpowiedni żart, gdyż w życiu nie pokusiłabym się o coś tak szalonego. Używanie Mocy jeszcze nigdy nie przyniosło nic dobrego; zawsze kończyło się destrukcją bądź śmiercią. Nie kontrolowałam tego i bałam się własnej osoby. Skoro sama sobie nie ufałam, to jak mogłam oczekiwać tego od innych?
      - Do tej pory, jedyne co udało mi się zrobić, to pozbawić życia zupełnie niewinne osoby, więc chyba nie masz się czym przejmować, wasza wysokość - prychnęłam gniewnie, tym samym dając upust zbierającej się wewnątrz frustracji. Niełatwo było zapomnieć o wyrządzonych krzywdach, a jeszcze gorsza była świadomość tego, że nawet ktoś z tak okropnym usposobieniem jak król Hav'caaren, był w tym momencie mniejszym zagrożeniem ode mnie. On przynajmniej posiadał kontrolę i opanowanie.
     Wpatrywałam się głębokim spojrzeniem w rozwinięte pąki kwiatów, czując jak opuszki palców pulsują od unoszącej się w powietrzu energii. Delikatnie ciepło obijało się o moją bladą skórę, a ukryta wewnątrz mnie Moc, zdawała się drgnąć, zupełnie jakby zareagowała na magiczny pokaz ciemnowłosego towarzysza. Zauważyłam to już wcześniej, jak tylko pierwszy raz król Eirik użył swoich zdolności w mojej obecności. Było to jak przyciąganie dwóch silnych magnesów; zachęcenie do wspólnego czerpania przyjemności z parania się magią. Dziwne, a jednocześnie uzależniające uczucie.
     - No, no, jak tak dalej pójdzie, będę mogła ubiegać się o posadę etatowego ogrodnika - westchnęłam nieco zirytowana, obrzucając ciemnowłosego przelotnym spojrzeniem. Rejestrując jak jego żuchwa uwydatnia się nieco mocniej, westchnęłam ciężko, posłusznie zbliżając się do krzewu. Nie miałam ochoty na kolejne kłótnie i przepychanki słowne, toteż wolałam grzecznie wykonać zadanie.
     Odgarnęłam śnieżnobiały kosmyk włosów, jaki drażniąco łaskotał jeden z policzków, by następnie wziąć głębszy wdech. Objęłam intensywnym spojrzeniem konkretny pąk, w skupieniu zgryzając dolną wargę, co chyba stało się już moim dziwacznym nawykiem. Przełknęłam gulę w gardle, a następnie powolnie przymknęłam powieki, strosząc swoje uszy. Wsłuchałam się w pulsującą w powietrzu energię, czując jej subtelne pieczenie na bladej skórze. Ziemia pod stopami zdawała się falować od zamkniętej wewnątrz niej magii, która wręcz w uporczywy sposób przyciągała mnie do siebie. Musnęłam jej delikatnie, czując rozprowadzające się po mym kruchym ciele ciepło. Czułam jakby naelektryzowane powietrze podniosło mnie kilka centymetrów nad soczyście zieloną trawą. Uporczywe mrowienie palców wezbrało na sile, podobnie jak wewnętrzy głód posiadania w sobie nieco większej ilości energii, niż poprzednim razem. Zaciągnąwszy się gwałtownie, wręcz chciwie, poczułam nagły skurcz mięśni, który obfitował w przeszywający ból każdej komórki ciała. Tlen uciekł z płuc, pozostawiając je w kompletnej bezradności, a serce zdawało się chwilowo stanąć w miejscu. Otworzyłam usta z zamiarem głośnego jęknięcia przepełnionego bólem, ale zamiast tego poczułam się, jakby znalazła się pod taflą ciemnogranatowej wody, paraliżującej całe ciało. Wbiłam gwałtowanie paznokcie w wewnętrzną część dłoni, czując palący ból w okolicach przeklętego tatuażu. Zdawał się on wyżerać dziurę w skórze, a także ubraniu, miałam wrażenie, że w ciągu paru sekund strawi mnie od środka. Wygięłam się boleśnie w łuk, a kiedy kończyny odmówiły mi posłuszeństwa i runęłam na ziemię, wypuściłam z siebie całą pobraną energię. Czułam jak spływa ona z powrotem w głąb ziemi, podczas kiedy ja, z twarzą zwróconą ku trawie, desperacko próbowałam złapać oddech. Oczy zaszły mi łzami, a ust nie opuszczał gorzki, metaliczny posmak. Ręce drżały mi niekontrolowanie, a szczęka co chwila to napinała się to rozluźniała, kiedy próbowałam pozbyć się ogromnej guli z gardła.
      - Znowu - wymamrotałam cicho pod nosem, bliska histerii. Wlepiałam zagubiony, a jednocześnie rozwścieczony wzrok w swoje blade dłonie i palce zatopione w miękkiej trawie. Tatuaż ponownie dawał o sobie znać, jakby chcąc dać mi do zrozumienia, że jest on nieodłączną częścią mnie i stanowimy jedność. Minęło sporo czasu odkąd ostatnim razem sprawił mi tyle krzywdy. Ból promieniował na znacznie większym obszarze, niż dotychczas, a to mogło oznaczać tylko jedno - rozrośnie się. To była jedynie kwestia czasu.
------------------------------------------------------------------------------------