37.
Fala pytań nie nadeszła; w istocie nie padło z jej strony ani jedno. Mógłbym powiedzieć, że cieszył mnie brak konieczności tłumaczenia wszystkiego po pięć razy, gdyby nie fakt, że księżniczka i tak musiała otwierać usta, żeby prychać i warczeć niczym kocica, a nie szanująca się córka króla w obecności swojego władcy. Łypnąłem w jej stronę złym spojrzeniem.
Oczywiście mówiłem tylko powierzchownie, o najmniej istotnych rzeczach, przekazywałem jej same ogólniki. Coś, co dało się wyczytać w każdej księdze traktującej o Mocy, magii i czerpaniu. Nie mogłem zdradzić zbyt wiele, przekazać zbyt cennych informacji, z których na tym etapie mogłaby zrobić bardzo szkodliwy dla otoczenia użytek. Cóż, jak okazało się chwilę później, kiedy odpowiedziała na najmniej istotną część mojej przemowy – i to jeszcze nie na temat – nawet bez tej wiedzy była nieprzyjazna dla środowiska. Póki co nie nadszedł żaden atak, ale para królewska Mareaury opowiedziała mi wystarczająco wiele, żebym nie wyczekiwał go z utęsknieniem. Podjąłem pewne kroki zapobiegawcze, ale nie były one stuprocentowe. Może nie dawały nawet płowy szans na zapobiegnięcie katastrofy, kiedy jej Moc wyrwie się na wolność w niespodziewanym momencie.
— Może nie znalazłaś się jeszcze w sytuacji, która popchnęłaby cię do uleczenia swojego ciała — wycedziłem przez mocno zaciśnięte zęby w odpowiedzi na jej słowa. Niepotrzebnie wdawałem się w bezcelowe dyskusje i zdawałem sobie sprawę, że powinienem był je ignorować. Ale w tym momencie, patrząc na nią... Budziło się coś we mnie. Coś złego, wijącego się pod skórą niczym jadowity wąż.
Istotnie wierzyłam – ba, ślad tej wiary w postaci poszarpanej na krawędziach blizny wciąż zdobił wnętrze mojego uda – że zraniony, wyjący z bólu człowiek posiadający Moc, jeśli znajdzie się w sytuacji bez wyjścia, spróbuje zatamować krwawienie, zszyć mięśnie, złączyć złamaną kość. Jeśli nie on sam, instynkt przetrwania weźmie górę nad rozsądkiem i przestrogami. W momencie zagrożenia życia różne rzeczy przychodzą do głowy, ale czy sam nie wiedziałem o tym najlepiej? Wbiłem spojrzenie w profil skupionej nad pąkiem kwiatu dziewczyny. Chciałem powstrzymać ją od popełniania błędów, które sam zrobiłem?
Po plecach przebiegł mi lodowaty dreszcz. Ta ścieżka rozmyślań wiodła w złą stronę. Nostalgia i rozdrapywanie przeszłości, a także delikatna nić przywiązania do Cataleyi, która w wielu aspektach była taka sama jak ja kiedyś, bardzo dawno temu nie powinny były się w ogóle pojawić. Odciąłem od siebie te uczucia bardzo sprawnie, jakbym wykonał od niechcenia machnięcie dłonią, strząsając przy tym nic nieznaczący pyłek z ramienia. Powrócił chłód podsycany wściekłością i zazdrością. Z tym czułem się o wiele pewniej. Należało pamiętać, że tylko w ten sposób można coś uzyskać; będąc bardziej człowiekiem niż demonem z każdą podjętą decyzją tylko spada się w otchłań. Barki przyciska do ziemi przywiązanie, którego nie mogłem i nie chciałem czuć. Charakteryzowało słabość i niemoc. Ja byłem potęgą.
Na moment straciłem czujność i bardzo późno zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak. Powietrze było naelektryzowane, a włosy księżniczki delikatnie, nienaturalnie się w nim unosiły. Moc falowała gwałtowniej niż wcześniej, zdawała się wyzierać z wnętrza ziemi prosto w niebo nad nami, w tej chwili zasnute chmurami i robić w nich przesmyk. Syknąłem gniewnie pod nosem, ale nie zdążyłem wykonać nawet ruchu, sparaliżowany opływającym mnie, gęstym od Mocy powietrzem. Zdołałem tylko wbić spojrzenie w Cataleyę, zdjęty nagłym strachem i wściekłością, że nie byłem przygotowany na coś takiego. Dziewczyna wydawała się krzyczeć, z lekko uchylonymi ustami, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Dopiero kiedy padła na ziemię, coś się we mnie odblokowało.
Dopadłem do niej w jednym długim skoku, uklęknąłem na ziemi koło niej i obiema rękami złapałem ją za ramiona. Nie rozumiałem co się dzieje; poza tym działo się to zbyt szybko. Było pewne, że coś sprawia jej ból. Ale co, nie miałem pojęcia. Czerpanie było może ledwie nieprzyjemne, wzięcie więcej niż się jest zdolnym utrzymać – co zapewne uczyniła księżniczka tuż przed atakiem – mogło powodować dyskomfort. Ale nie coś takiego. Dziewczyna nie zaczerpnęła na tyle, żeby to miało prawo się stać.
Czułem, jak niemoc i strach wywołuje we mnie silną, żrącą mnie od środka frustrację. Nie lubiłem prosić o pomoc ani nawet jej żądać. W tej chwili jednak więcej mógłbym zniszczyć niż naprawić, a dziewczyna była zbyt cenna, żeby jej zdrowie przypłacić moją królewską dumą.
— Calista. — Ledwie wyszeptałem jej imię, pojawiła się obok mnie jakby wyrosła spod ziemi. — Cokolwiek się dzieje, uśmierz jej ból. I powstrzymaj to — powiedziałem, a może tylko poruszałem ustami, z których również nie wydostawał się dźwięk. Mimo to usłyszała mnie. Oczywiście, że usłyszała; nie była człowiekiem.
Wciąż trzymałem księżniczkę w objęciach, kiedy rudowłosa kobieta w stroju wysoko postawionej służącej ukucnęła naprzeciwko nas i obie dłonie przyłożyła do skroni Cataleyi. Demony różniły się od ludzi tym, że nie musiały wiedzieć, jak coś działa, żeby na to wpłynąć. Mogła nie znać przyczyny bólu – w co wątpiłem; przypuszczalnie Calista wiedziała o wiele lepiej ode mnie co się dzieje – ale i tak mogła na ową przyczynę wpłynąć. Nie musiała też mówić; ich ograniczenia były o wiele mocniej przesunięte w stronę wszechmocności. Poczułem drgnięcie Mocy innej niż dotychczas, brudniejszej, gwałtowniejszej, żyjącej w wiecznym ruchu oraz chaosie. Calista otworzyła oczy bez tęczówek i białek, emanujące szmaragdowym światłem.
W tej chwili ciałem księżniczki przestały wstrząsać dreszcze. Demon cofnął się i znów wyglądał na zwykłą służącą, patrzącą na mnie bez cienia emocji na twarzy; choć gdyby mogła, najpewniej rozszarpałaby mnie na miejscu. Teraz nie było to istotne. Wcześniej, kiedy patrzyłem na Cataleyę zanim upadła na ziemię, wydawało mi się, że coś jest nie w porządku. Wykorzystałem chwilę, w której dziewczyna jeszcze się ode mnie nie odsunęła i zsunąłem dłoń niżej na jej plecy, a dokładnie na lędźwie. Gdybym był zwykłym człowiekiem, nie poczułbym tego. Ale nie byłem zwykłym człowiekiem – coś tam było, mocno związanego z Mocą, wibrującego i gorącego na tyle, że oparzyło mi dłoń przez ubrania. Cofnąłem ją z cichym syknięciem i wypuściłem dziewczynę z objęć.
Myśli wirowały mi w głowie z zawrotną prędkością. Choć nic nie zrobiłem, nagle poczułem się wyczerpany. Dłoń piekła mnie niemiłosiernie i nie przestawała, mimo że dawno powinna. Podniosłem się z trudem na nogi, świat zawirował dookoła mnie kilka razy, aż w końcu się zatrzymał, a ja mogłem wziąć oddech.
Martwe spojrzenie zawiesiłem na dziewczynie. Cokolwiek się ze mną stało, pochodziło od niej i wątpiłem, aby to było jej celowe działanie.
— Co to jest?
Choć w ogrodzie przez nagromadzenie Mocy i czarów zrobiło się gorąco, mój głos był zimny.
------------------------------------------------------------------------------------