Chwila, w której straciłam panowanie i pozwoliłam, by wszystko wymknęło się spod kontroli, była niczym niekończąca się wieczność. Intensywność odczuwanych bodźców zewnętrznych, jak i wewnętrznych, doprowadzała mnie na skraj szaleństwa. Czułam się kompletnie wyczerpana; drgające i palące żywym ogniem mięśnie dawały jasno znać, że będę w stanie kiwnąć choćby palcem. Krew szumiała w uszach na tyle chaotycznie i głośno, że chwilowo straciłam poczucie orientacji. Czarne plamy zasłoniły obraz na świat, powodując, iż zakręciło mi się w głowie. Nie pomagało przymykanie powiek, ani nawet branie głębokich wdechów. Jedynym co powstrzymywało mnie przed omdleniem był silny, aczkolwiek nie raniący, uścisk na ramionach, który mogłam powiązać jedynie z postacią Króla Eirika.
Opanowujące mój umysł otępienie, jak i rozprzestrzeniający się w każdej części ciała ból, powodowały, że nie potrafiłam się na niczym skupić. Nie działała na mnie ani bliskość ciemnowłosego mężczyzny, ani czysta furia niewiedzy, jaka czaiła się w jego zlodowaciałym spojrzeniu. Nawet jego słowa tworzyły w mojej głowie jeden, splatający się bełkot, z którego wyłapałam jedynie imię: Calista. Następnie wszystko zadziało się w zawrotnym tempie. Przed twarzą mignęły mi ognistorude włosy, które wydawało mi się, że wcześniej już gdzieś widziałam. Potem poczułam na pulsujących skroniach zimne dłonie; wraz z dotykiem oślepiło mnie szmaragdowe światło. Zesztywniałam na sekundę, jakby moje ciało przeszedł niebezpieczny prąd, po którym nastąpiło długo wyczekiwane ukojenie. Przyjemny chłód zalał każdą cząstkę mego ciała, które jeszcze przed chwila trawił niewidzialny ogień. Płuca zdawały się wyrwać spod niebezpiecznych objęć i zaczerpnęły utęsknionego tlenu, podczas kiedy mięśnie rozluźniły się, sprawiając, iż stałam się kompletnie wiotka. Gdybym nadal nie była utrzymywana przez mocne objęcie króla Hav'caarena, już dawno opadłabym bezsilnie na trawę.
Nie wiem ile czasu trwała cisza, jaka zapanowała po tym nieoczekiwanym incydencie, jednak chłonęłam z niej najwięcej jak mogłam. Myśli galopowały po mej głowie niczym stado dzikich rumaków, a ja nie potrafiłam rozstrzygnąć, jak powinnam postąpić w obecnej sytuacji. Zagubienie oraz paraliż ogarnęły mnie do tego stopnia, że straciłam kompletnie na czujności. Nim zorientowałam się, że ciepła dłoń niebieskookiego wędruje w dolną partię moich pleców, było za późno na reakcję. Tatuaż natychmiastowo odpowiedział na nagły kontakt fizyczny, raniąc władcę Iudicium, z kolei u mnie powodując salwę bolesnych dreszczy. Wzdrygnęłam się z bólu, opadając na trawę, jak tylko ciemnowłosy wycofał się gwałtownie, będąc kompletnie zszokowanym tym co się przed chwilą stało. Zacisnęłam mocno zęby na wnętrzu policzka, wlepiając twarde spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt na ziemi.
Co to jest? Co to jest? Co to jest?
Cholera. Nic logicznego nie przychodziło mi do głowy, z kolei kłamstwo wydawało się być mocno nie na miejscu. Nie teraz. Nie po tym, co przed chwilą się wydarzyło.
Przeniosłam powoli swoje błękitne tęczówki na stojącą za mężczyzną, rudowłosą służącą, w której rozpoznałam tą samą kobietę, która pierwszego dnia zaprowadziła mnie do sali tronowej. Już wtedy czułam, że coś było z nią nie tak. Teraz byłam tego pewna. Nie bez powodu Hav'caaren zawsze trzymał ją blisko siebie.
- Nie wiem - wymamrotałam zachrypniętym głosem, powstrzymując kumulujące się wewnątrz mdłości. Westchnęłam ciężko, wciąż czując na sobie świdrujący wzrok. - Naprawdę, nie mam pojęcia! - syknęłam nieco rozdrażniona, gdy usłyszałam prychnięcie króla Eirika i skrzyżowałam się z jego gniewnym spojrzeniem. Irytowało mnie nie tylko jego postawa oraz uporczywa ciekawość, ale także to, w jakiej sytuacji się znajdowałam. Kiedy spoglądał tak na mnie z góry, czułam się niczym upolowana zwierzyna, niezdatna do samoobrony. Nie chciałam się tak przy nim czuć. Nie mogłam, to było zbyt niebezpieczne.
Dlatego zebrałam w sobie wszelkie siły oraz determinację i podniosłam się powolnie na równe nogi, ignorując uparcie palenie mięśni. Wyprostowanie się oraz przyjęcie nienagannej pozycji było niemożliwe, ale nawet sam ciemnowłosy wyglądał na wyczerpanego i ledwo trzymającego się pionu. To dodało mi nieco odwagi, a także pewności siebie.
- Tatuaż, znamię, przeklęty znak, pieczęć... Słyszałam już różne wersje, ale żadna nie została potwierdzona - wyznałam po dłuższej chwili ciszy, odgarniając z twarzy niesforne kosmyki włosów. - Cokolwiek to jest, nie jest to nic dobrego... o czym chyba sam zdążyłeś się przekonać - dodałam być może zbyt buńczucznie, co zaraz stłumiłam cichym chrząknięciem. Wolałabym by na tym temat się zakończył i nie był więcej poruszany, ale wystarczyło jedne spojrzenie w zimne oczy króla, by dostrzec budzącą się w nich ekscytację oraz skrywane szaleństwo. Pytania zapewne tworzyły już w jego głowie nierozerwalny supeł, który mogły rozwiązać jedynie odpowiedzi. A żeby je zdobyć, ja stanę się najpewniej celem eksperymentów. Wszelkie ludzkie cechy, jakie jeszcze udało mi się zachować w oczach Hav'caarena zniknął i zostaną zastąpione obrazem ciekawego obiektu do badań. A tego właśnie pragnęłam uniknąć.
- A fakt, czemu to przed tobą ukryłam, wasza wysokość, znamy chyba oboje, nieprawdaż? - spytałam arogancko, spoglądając mu wyzywająco w oczy. Widziałam na jego twarzy zarys czystej furii mówiącej o tym, iż nie pojmował, skąd miałam czelność zataić przed nim coś tak istotnego. Cóż, byłabym kretynką przyznając się do tego bez walki.
Losing Humanity
„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
