Dłoń piekła jak od oparzenia, ale kiedy spojrzałem na jej wewnętrzną
część, skóra nie była zaczerwieniona, jak się tego spodziewałem. Nic nie było widać i to zdawało się najbardziej niepokojące. Jednak ból był realny i nie pozwalał mi na skupienie, przenikał do
najgłębszych nerwów i nie słabł z czasem. Cokolwiek się tam
znajdowało, na plecach dziewczyny, było mocno związane z jej Mocą i wszystkim,
co w niej tak wyjątkowe
Ponownie przeniosłem spojrzenie na księżniczkę, która
najwyraźniej nie zamierzała podzielić się ze mną informacjami. Prychnąłem
gniewnie, nie wierząc oczywiście w jej słowa, jakoby nie miała o tym pojęcia. Czyżby jeszcze nie
zdała sobie sprawy z tego, że i tak się dowiem? Że zobaczę wszystko, że nie
będzie możliwe zachowanie przede mną niczego,
skoro jej ciało i dusza należały do mnie – może jeszcze nie w tej chwili, ale w
przyszłości całkiem dosłownie. Odczekałem bez ruchu, aż dziewczyna podniosła
się na nogi, jednocześnie gryząc i przełykając złość oraz ból, który trawił już moją rękę aż
do łokcia. Czułem za sobą obecność Calisty i gdybym się teraz do niej obrócił,
pewnie zostałbym poczęstowany lekkim, przesyconym ironią uśmiechem. Właśnie dlatego nie spojrzałem w jej stronę nawet kątem oka; już dość miałem patrzenia na mnie
z góry i sprzeciwów. Przez ostatnie dwa dni nasłuchałem się ich więcej, niż
przez cały ostatni rok.
Cierpliwość i cisza się opłaciły, bo już po chwili
księżniczka odpowiedziała na moje pytanie; choć odpowiedzi tej nie mogłem
nazwać zadowalającą. Wciąż nie spuszczałem z niej czujnego spojrzenia.
Cholernie interesowało mnie, co znajduje się na jej plecach i w jaki sposób
łączy się to z jej Mocą. Może to był krok do rozwiązania zagadki i
przyspieszenia procesu, ale nie wykluczałem, że było wręcz przeciwnie.
Niestety, coś czułem, że obejrzenie rzekomego znaku nie będzie łatwym zadaniem.
Księżniczka z pewnością nie pokaże mi go tak po prostu i może nie chodzić nawet
o intymność i wstyd, ale zwykłą, ludzką chęć robienia mi we wszystkim na
przekór, w czym do tej pory okazała się być najlepsza.
— To prawda — odpowiedziałem powoli na jej zaczepkę, mrużąc
przy tym gniewnie oczy.
Ból przysłaniał mi widok i nie pozwalał na zebranie myśli; a
najgorsza w nim była ta okropna stałość, fakt, że się nie pogarszał ani nie słabł.
Czułem, że powinienem się w tej chwili skupić, wysilić umysł i wybadać całą
sprawę, ale zwyczajnie nie mogłem. Tatuaż, przeklęte znaki... Nie
wiedziałem o nich dość, żeby w tym stanie powiązać wszystko w całość. Musiałem
poczytać o tym więcej, ale najpierw pozbyć się bólu. I wymyślić sposób, żeby
zobaczyć znak pokrywający plecy dumnej księżniczki. W głowie już klarował mi
się pomysł, lecz musiałem z nim poczekać na odpowiednią chwilę. Poza tym, nie
chciałem żeby była świadkiem mocy Calisty po raz kolejny, zwłaszcza że
wcześniej nie była w pełni świadoma tego, co się stało.
Jej kolejne słowa ponownie spowodowały falę wściekłości.
Owszem, gdyby powiedziała o tym od razu, zażądałbym pokazania mi go,
zobaczyłbym go płacąc za to każdą cenę. Może trafność jej spostrzeżenia zirytowała
mnie tak bardzo.
— Widzisz sama, że nie wyszłaś na tym najlepiej —
odwarknąłem, cedząc słowa przez mocno zaciśnięte zęby. — Każda rzecz, którą
przede mną ukrywasz... W końcu zrozumiesz, że to najczęściej obróci się
przeciwko tobie — dodałem, zaciskając tylko zdrową dłoń w pięść, drugą
pozostawiając nieruchomo, co z pewnością nie uszło uwadze księżniczki.
Nie mogłem wdawać się w tej chwili w bezsensowne kłótnie z
dziewczyną. Rozluźniłem dłoń niemal natychmiast i pozornie opanowałem swoje
emocje; ból był nie do zniesienia i nie miałem zbyt wiele czasu, zanim
dziewczyna się o tym zorientuje. A ja nie miałem w zwyczaju pokazywać po sobie
jakiejkolwiek słabości.
— Odpocznij. Spotkamy się na kolacji po zachodzie słońca —
powiedziałem nieco zbyt szybko, po czym odwróciłem się i wróciłem do zamku, a
za mną bez słowa czy gestu jak cień podążyła Calista.
Do głównego korytarza doszedłem spokojnym, dostojnym
krokiem, ale za pierwszym zakrętem rzuciłem się gwałtownie przed siebie.
Demonica, niższa ode mnie, musiała praktycznie biec aby za mną nadążyć. Wreszcie
znalazłem się w jednej ze swoich komnat i przez chwilę stałem oparty plecami o
drzwi, dysząc głośno, a szeroko otwartymi oczami gapiłem się w przestrzeń. Calista bez słowa ujęła moją
rękę. Wtedy ból eksplodował, aż wrzasnąłem, a krzyk ten wstrząsnął całym bogato
zdobionym pomieszczeniem. Sekundy rozciągnęły się gwałtownie i zdawały się
trwać wieczność, aż w końcu ból po prostu zniknął, rozproszył się,
pozostawiając po sobie tylko nieprzyjemne wrażenie zdrętwiałych palców lewej dłoni.
— I tak się dowiem — syknąłem, wyrywając jej rękę i
nawiązując do faktu, że Calista wiedziała o tatuażu więcej niż jakikolwiek
człowiek czy księga. Oczywiście nigdy się ze mną nie podzieli tą wiedzą, takiej
władzy żaden człowiek nie mógł zyskać nad demonem. Jeszcze nie. W każdym razie,
nie było również mowy o podziękowaniach; potwór zrobił tylko to, co do niego
należało. — Zostaw mnie.
— Tak jest, panie — odpowiedziała bezbarwnie, skłoniła się
nisko i wyszła.
Kiedy zostałem sam, maska rozkruszyła się na miliard kawałków
i opadła. Z miękkimi kolanami, ledwo doszedłem do wielkiego fotela w kącie
komnaty i opadłem na niego zupełnie bez sił. Charczałem cicho przy każdym wdechu, powieki zrobiły się strasznie ciężkie, a ciało wydawało się być odrętwiałe
i obce, jakbym był w nim przypadkowym, niechcianym gościem. Jarzmo, które nosiłem, z każdym zaklęciem
robiło się coraz cięższe. Musiałem jak najszybciej odnaleźć sposób na dotarcie
do klątwy księżniczki.
Czas zdawał się kończyć z każdym dniem, a przede mną było
jeszcze tyle pracy...
Pozwoliłem sobie na odsunięcie tych myśli i krótki odpoczynek.
Teraz, kiedy nikt na mnie nie patrzył i nikt nie wymagał siły, stanowczości i
odwagi, mogłem zasnąć, zapaść w urywaną drzemkę, która i tak nie przyniesie odprężenia.
Mimo wszystko, wieczorem czułem się lepiej. Ciężar ponownie
zdawał się być mniejszy – stwierdziłem, że to klątwa księżniczki Cataleyi
zadziałała na mnie tak mocno i popadłem w przesadę, której na szczęście nie
było świadka. Freya zaszyła się gdzieś w zamku, zapewne miała te dni, a Draven wciąż nie wrócił.
Panował względy spokój, oczywiście poza godziną wizyt, podczas których do sali tronowej
przychodzili ludzie ze swoimi sprawami, których musiałem wysłuchiwać.
W końcu jednak nadszedł czas kolacji, więc znalazłem się w
jadalni, której chłód rozpraszał ogień trzeszczący w wielkim, kamiennym
kominku. Było to inne pomieszczenie niż to, w którym jedliśmy z księżniczką po
raz pierwszy. Tam wciąż w powietrzu unosił się zapach jej krwi zbyt mocno, bym mógł
spokojnie z niego korzystać. Ta jadalnia była mniejsza, a na podłodze leżały
niedźwiedzie skóry. Całe pomieszczenie było mniej profesjonalne i bardziej
przytulne, głównie ze względu na ów kominek i ustawione przed nim dwa miękkie
skórzane fotele. Stałem właśnie przy ogniu, rozkoszując się jego ciepłem na
twarzy, kiedy służąca ogłosiła księżniczkę Cataleyę. Chwilę później dziewczyna
weszła do pomieszczenia, a ja rzuciłem jej przez ramię krótkie spojrzenie.
— Zjedzmy — rzuciłem krótko, kierując się w stronę stołu i
zajmując jedno z miejsc.
