Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
16 stycznia 2018
40.
  
     "Każda rzecz, którą przede mną ukrywasz... W końcu zrozumiesz, że to najczęściej obróci się przeciwko tobie" - nie byłam w stanie inaczej zareagować na te aroganckie słowa, niźli głośnym prychnięciem. Pewna siebie postawa króla Eirika doprowadzała mnie do szewskiej pasji i wzmagała we mnie jeszcze większą chęć zbuntowania się przeciw jego osobie. Choć w pewnym sensie znajdowałam się na przegranej pozycji, za czym przemawiał chociażby fakt, iż nie byłam w Iudicium nikim innym jak niewolnikiem, to zamierzałam z całych sił trzymać resztki własnej godności przy sobie. Nie pozwolę, by ciemnowłosy mężczyzna namieszał mi w głowie i pozwolił uwierzyć, że bez niego sobie nie poradzę. Bycie uzależnionym od jego osoby było tym, co chciał osiągnąć od samego początku; zyskać nade mną kontrolę i używać niczym marionetki. Po moim elfim trupie.
     Analizowałam dokładnie każdy gest wykonany przez władcę Hav'caarena od momentu, w którym odskoczył ode mnie niczym poparzony. Choć jego twarz nie zdradzała zbyt wiele, to byłam w stanie dostrzec drobne zmiany w jego zachowaniu, które pozwoliły śmiało twierdzić, że był więcej niż zszokowany tym, co się wydarzyło. Nienaruszalny, stabilny lodowiec, który wiecznie tkwił w stalowych tęczówkach, teraz zdawał się nieco ukruszyć i zachwiać pod wpływem nieznanego. Żyły na szyi mężczyzny uwydatniły się w bolesny sposób, podkreślając jedynie każdy nerwowy ruch grdyki. Choć jego sylwetka z pozoru wydawała się stabilna, to fakt, iż nie śmiał on chociażby drgnąć, podsuwał ku myślom podejrzenia, iż nie ufał osłabionym mięśniom, które w ułamku sekundy mogłyby go zdradzić i doprowadzić do parteru. Największym jednak potwierdzeniem, były dla mnie jego dłonie. Szerokie i silne, które nieustannie zaciskał w pięści - tym razem tylko jedna ręka uległa mocnemu zaciśnięciu. Ta, którą dotknął mego tatuażu, pozostała nieruchomo, opuszczona bezsilnie wzdłuż ciała, zupełnie jakby bał się, że najmniejsza interakcja mogłaby przywrócić bolesne odczucie, którego doświadczył. Chociaż nie lubiłam krzywdzić innych, to w tym przypadku oprócz współczucia, poczułam także czyste zaintrygowanie. Owe zachowanie króla Eirika było czymś kompletnie nowym; zupełnie jakby jeden z chroniących go murów runął z wielkim hukiem, minimalnie odkrywając przede mną inne oblicze władcy.
     Zamierzałam wtrącić się w monolog ciemnowłosego, jednakże ledwo udało mi się rozchylić spierzchnięte wargi, a szorstki głos dostał się do uszu, bezkompromisowo zabijając chęć odezwania się. Zdobyłam się jedynie na minimalne uniesienie brwi oraz lekkie przytaknięcie głową... i tyle dane mi było widzieć króla Hav'caarena. Sposób w jaki pozostawił mnie samą, sprawiając, że jedynym co przypominało o jego obecności, był charakterystyczny zapach jego szat, wprawił mnie w niemałe osłupienie.
     Odgarnęłam powolnie niesforne kosmyki włosów za ucho, zerkając przez ramię, w stronę wyjścia z ogrodu, gdzie też udał się władca Iudicium wraz ze swoją służącą. Nie wiem co dokładnie kierowało ciemnowłosym, ale zdecydowanie zbyt szybko mi odpuścił. Tak po prostu kazał odpocząć, w dodatku podkreślając, że życzy sobie zjeść kolację w moim towarzystwie. Nie podobało mi się to i wzbudzało jedynie denerwującą niepewność, które zżerała mnie od środka za każdym razem, gdy chodziło o króla Eirika. Cokolwiek miał w planach, musiałam być ostrożna i nie dać się zwieść. Zbyt wiele miałam do stracenia.

     Resztę dnia, podczas którego mogłam napawać się czasem wolnym i brakiem towarzystwa, a w tym nadzoru, króla Eirika, spędziłam na zwiedzaniu zamku i skrupulatnym zapamiętaniu rozkładu komnat, a także korytarzy. Nieznajomość miejsca, w którym byłam zamknięta działa na moją dodatkową niekorzyść, toteż musiałam czym prędzej ją wyeliminować. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda mi się jakaś potencjalna droga ucieczki; wolałam być przygotowana na każdą ewentualność.
     Jako, iż zamek nie należał do skromnych rozmiarów budynku, nawet nie zorientowałam się, kiedy czas przeleciał mi między palcami, zwiastując nieunikniony zachód słońca. Stąd też nie byłam ani trochę zaskoczona, kiedy przekraczając próg własnych komnat, na miejscu zastałam nową służącą z rana, która w gotowości czekała na me przybycie. Nie wymieniając z nią choćby krótkiej argumentacji słownej, na którą najzwyczajniej w świecie nie miałam ochoty i sił, pozwoliłam by kobieta sprawnie przyszykowała mnie do kolacji. Odświeżyła makijaż, a niechlujny warkocz przeistoczył się w fikuśne upięcie na czubku głowy, pozwalając jedynie, by kilka śnieżnobiałych pasm oplatało moje zaróżowione policzki. Następnie przyodziała mnie w błękitną suknię, zdecydowanie bardziej wystawną od tej z rana. Była ładna i wyraziście podkreślała kolor moich tęczówek, jednakże jej materiał był nieco zbyt cienki, jak na panujące w zamku temperatury. Dlatego też za moją prośbą, służąca narzuciła na moje ramiona coś w rodzaju ciepłego, eleganckiego szala, którego spód obszyty był białym futrem jakiegoś zwierzęcia.
     Kiedy byłam już w pełni gotowa na kolację w towarzystwie "Chodzącego Zła", służąca pośpiesznie zaprowadziła mnie na miejsce, którym okazała się być zupełnie inna jadalnia, niż ostatnim razem. To pomieszczenie było o wiele mniejsze, a co za tym idzie, sprawiało wrażenie cieplejszego i przyjemniejszego. Pomarańczowe języki ognia, które walczyły o dominację w kamiennym kominku, podnosiły temperaturę wewnątrz, jednocześnie rzucając dodatkowe światło na znajdujące się wewnątrz meble, a także i samego króla Hav'caarena. W owym świetle, jego sylwetka zdawała się być jeszcze bardziej masywna, zupełnie tak, jakby została wykonana z kamienia. Ciekawiło mnie, czy onieśmielająca aura, jaka otaczała ciemnowłosego, była zasługą jego arogancji i nieznającej granic pewności siebie, czy może też chodziło o samą grę ciała oraz opanowaną mimikę twarzy. Cokolwiek to nie było - działało jak cholera.
     Gdy mężczyzna zwrócił uwagę na moją obecność, przyjrzałam się uważnie jego prawemu profilowi twarzy, gdyż lewy nadal pozostawał w cieniu. Próbowałam doszukać się jakiś oznak poprzedniej ekspresji, potwierdzenia, że to co widziałam z rana nie było tylko wymysłem mojej bujnej wyobraźni. Niestety, tak jak przewidywałam, na próżno było się tego doszukiwać. Żelazna maska ponownie oplotła twarz stalowookiego, panując nad każdym najmniejszym mięśniem.
     - Nie chcąc być bezczelna, wasza wysokość, ale czym sobie zasłużyłam na to zaproszenie? - spytałam niewinnie, kiedy zasiedliśmy oboje do stołu, a służba poczęła wnosić potrawy. Specjalnie dobrałam w swej wypowiedzi słowo "zaproszenie", by nieco podrażnić się z władcą Iudicum. Wiedziałam doskonale, że sam nigdy nie nazwałaby tego w ten sposób, chociaż dla osób postronnych, nieznających sytuacji, tak właśnie by to wyglądało.
------------------------------------------------------------------------------------