Losing Humanity

„Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu.” — A. Sapkowski
19 lutego 2018
41.



        Choć na zewnątrz wciąż jeszcze nie zapadł całkowity mrok, pomieszczenie, w którym się znajdowali było oplecione cieniami, ironicznie dodatkowo pogłębionymi przez ogień w kominku, drgającymi lekko, niemal tajemniczo w rytm najmniej przewidywalnego z żywiołów. Poza tym jadalnia nie była wyposażona w dużą ilość przeszklenia; przeciwnie, okna były wąskie i usytuowane do zachodu słońca zapadającego w górach szybciej, toteż nie były już źródłem światła. Dzięki temu to, co widoczne dzięki światłu przytłumionych kandelabrów wydawało się pełniejsze i bardziej wartościowe choć nie dające przecież kompletnej całości. Twarze mężczyzny i kobiety siedzących razem w milczeniu przy stole i obserwujących siebie z czujnością, ale nie otwarcie, były inne niż te, które można zaobserwować za dnia.
        Władca Iudicium lubił otaczać się mrokiem. Widział w ciemności więcej niż niejeden zwykły człowiek, księżniczka natomiast posiadała w sobie pokłady pierwotnej magii tak potężne, że sama musiała być mniej na ową ciemność wrażliwa. Milczenie między nimi było ciężkie i wisiało w powietrzu, więc służba – jeśli jakiemuś głupcowi przyszłoby na myśl wejść do sali w tym momencie – z pewnością szybko by się wycofała. Aż w końcu dziewczyna przerwała ciszę, rozszarpała z przyjemnością, budząc w Eiriku uczucia, których nie powstydziłby się rozzłoszczony górski troll. W ciemności dużo rzeczy łatwiej było ukryć; wiele można było również przegapić. Władca przywołał się do porządku, gestem nakazał służbie wejść i wnieść potrawy.
        Po raz drugi siadał do stołu z księżniczką Cataleyą, tym razem nie kierowała nim jednak ciekawość ani chęć kontroli, chodziło o coś więcej. Z pewnością nie rozkazałby jej pojawienia się bezinteresownie i teraz wściekłość szarpała mu trzewia na myśl, że dziewczyna o tym wiedziała. Tym razem pożałował, że nie okazała się być tylko głupim podlotkiem. Musiał dowiedzieć się więcej o znaku na jej plecach, który pozostawił mu przykrą magiczną pamiątkę w postaci bólu. On sam również nie był głupi, a już z pewnością naiwny; wolał nie próbować robić tego przemocą, przynajmniej jeszcze nie teraz, choć miał do tego narzędzia. Ból był wciąż żywy w jego umyśle.
        A ponieważ był to już drugi posiłek, Eirik lepiej się do niego przygotował.
        — W końcu jesteś moim gościem — odpowiedział sucho w równie ironicznym tonie. Tak bowiem, jak wcześniej oboje rozumieli, że nie było to zaproszenie, teraz czuli, że księżniczka może być opisywana wieloma rzeczownikami, ale użycie słowa „gość” dalekie było od prawdy.
        Nie powiedział więcej, wreszcie zdjął spojrzenie z kobiety i zabrał się do jedzenia. Zapach przyjemnie wypełnił pomieszczenie, dodając uroku niemal domowego zacisza przytulnej jadalni. Można by się tak czuć, gdyby w tym pomieszczeniu nie siedziały właśnie te dwie osoby. Napięcie znów było wyczuwalne, wisiało w powietrzu niczym burzowa chmura, która z pewnością w końcu spowoduje gwałtowną burzę.
        — Opowiedz mi o swoim życiu — przerwał niespodziewanie król i podniósł na nią spojrzenie. Nie przestawał jednak jeść. — Uprzedzając sprzeciw, nie pytam z ciekawości. Opowiedz o swoim kraju, o historii z waszego punktu widzenia tak, jak jej cię nauczono. A później o swoim dzieciństwie i wszystkim, co wiązało się z klątwą, co znasz z własnych doświadczeń i co ci o tym opowiedziano.
        Głos miał zimny, nie wyrażał emocji, które czaiły się w jego oczach nawet w chwili, w której mówił. A może to nie było chore zainteresowanie tylko blask ognia tańczącego w kominku? Nie dało się tego ocenić. W końcu każdy widział to, co chciał zobaczyć.
        Król Eirik nie przejmował się, że w tej chwili dziewczyna – jeśli zdecyduje się odpowiedzieć od razu, na jego rozkaz – będzie musiała przerwać jedzenie i zabawiać go podczas gdy sam będzie cieszył się smakiem potraw. Założył jednak w ostateczności, że zdolny jest poczekać, aż oboje skończą jeść i będą mogli przenieść się na fotele przed ogień, gdzie będzie cieplej i, oczywiście, mniej formalnie.
------------------------------------------------------------------------------------
16 stycznia 2018
40.
  
     "Każda rzecz, którą przede mną ukrywasz... W końcu zrozumiesz, że to najczęściej obróci się przeciwko tobie" - nie byłam w stanie inaczej zareagować na te aroganckie słowa, niźli głośnym prychnięciem. Pewna siebie postawa króla Eirika doprowadzała mnie do szewskiej pasji i wzmagała we mnie jeszcze większą chęć zbuntowania się przeciw jego osobie. Choć w pewnym sensie znajdowałam się na przegranej pozycji, za czym przemawiał chociażby fakt, iż nie byłam w Iudicium nikim innym jak niewolnikiem, to zamierzałam z całych sił trzymać resztki własnej godności przy sobie. Nie pozwolę, by ciemnowłosy mężczyzna namieszał mi w głowie i pozwolił uwierzyć, że bez niego sobie nie poradzę. Bycie uzależnionym od jego osoby było tym, co chciał osiągnąć od samego początku; zyskać nade mną kontrolę i używać niczym marionetki. Po moim elfim trupie.
     Analizowałam dokładnie każdy gest wykonany przez władcę Hav'caarena od momentu, w którym odskoczył ode mnie niczym poparzony. Choć jego twarz nie zdradzała zbyt wiele, to byłam w stanie dostrzec drobne zmiany w jego zachowaniu, które pozwoliły śmiało twierdzić, że był więcej niż zszokowany tym, co się wydarzyło. Nienaruszalny, stabilny lodowiec, który wiecznie tkwił w stalowych tęczówkach, teraz zdawał się nieco ukruszyć i zachwiać pod wpływem nieznanego. Żyły na szyi mężczyzny uwydatniły się w bolesny sposób, podkreślając jedynie każdy nerwowy ruch grdyki. Choć jego sylwetka z pozoru wydawała się stabilna, to fakt, iż nie śmiał on chociażby drgnąć, podsuwał ku myślom podejrzenia, iż nie ufał osłabionym mięśniom, które w ułamku sekundy mogłyby go zdradzić i doprowadzić do parteru. Największym jednak potwierdzeniem, były dla mnie jego dłonie. Szerokie i silne, które nieustannie zaciskał w pięści - tym razem tylko jedna ręka uległa mocnemu zaciśnięciu. Ta, którą dotknął mego tatuażu, pozostała nieruchomo, opuszczona bezsilnie wzdłuż ciała, zupełnie jakby bał się, że najmniejsza interakcja mogłaby przywrócić bolesne odczucie, którego doświadczył. Chociaż nie lubiłam krzywdzić innych, to w tym przypadku oprócz współczucia, poczułam także czyste zaintrygowanie. Owe zachowanie króla Eirika było czymś kompletnie nowym; zupełnie jakby jeden z chroniących go murów runął z wielkim hukiem, minimalnie odkrywając przede mną inne oblicze władcy.
     Zamierzałam wtrącić się w monolog ciemnowłosego, jednakże ledwo udało mi się rozchylić spierzchnięte wargi, a szorstki głos dostał się do uszu, bezkompromisowo zabijając chęć odezwania się. Zdobyłam się jedynie na minimalne uniesienie brwi oraz lekkie przytaknięcie głową... i tyle dane mi było widzieć króla Hav'caarena. Sposób w jaki pozostawił mnie samą, sprawiając, że jedynym co przypominało o jego obecności, był charakterystyczny zapach jego szat, wprawił mnie w niemałe osłupienie.
     Odgarnęłam powolnie niesforne kosmyki włosów za ucho, zerkając przez ramię, w stronę wyjścia z ogrodu, gdzie też udał się władca Iudicium wraz ze swoją służącą. Nie wiem co dokładnie kierowało ciemnowłosym, ale zdecydowanie zbyt szybko mi odpuścił. Tak po prostu kazał odpocząć, w dodatku podkreślając, że życzy sobie zjeść kolację w moim towarzystwie. Nie podobało mi się to i wzbudzało jedynie denerwującą niepewność, które zżerała mnie od środka za każdym razem, gdy chodziło o króla Eirika. Cokolwiek miał w planach, musiałam być ostrożna i nie dać się zwieść. Zbyt wiele miałam do stracenia.

     Resztę dnia, podczas którego mogłam napawać się czasem wolnym i brakiem towarzystwa, a w tym nadzoru, króla Eirika, spędziłam na zwiedzaniu zamku i skrupulatnym zapamiętaniu rozkładu komnat, a także korytarzy. Nieznajomość miejsca, w którym byłam zamknięta działa na moją dodatkową niekorzyść, toteż musiałam czym prędzej ją wyeliminować. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda mi się jakaś potencjalna droga ucieczki; wolałam być przygotowana na każdą ewentualność.
     Jako, iż zamek nie należał do skromnych rozmiarów budynku, nawet nie zorientowałam się, kiedy czas przeleciał mi między palcami, zwiastując nieunikniony zachód słońca. Stąd też nie byłam ani trochę zaskoczona, kiedy przekraczając próg własnych komnat, na miejscu zastałam nową służącą z rana, która w gotowości czekała na me przybycie. Nie wymieniając z nią choćby krótkiej argumentacji słownej, na którą najzwyczajniej w świecie nie miałam ochoty i sił, pozwoliłam by kobieta sprawnie przyszykowała mnie do kolacji. Odświeżyła makijaż, a niechlujny warkocz przeistoczył się w fikuśne upięcie na czubku głowy, pozwalając jedynie, by kilka śnieżnobiałych pasm oplatało moje zaróżowione policzki. Następnie przyodziała mnie w błękitną suknię, zdecydowanie bardziej wystawną od tej z rana. Była ładna i wyraziście podkreślała kolor moich tęczówek, jednakże jej materiał był nieco zbyt cienki, jak na panujące w zamku temperatury. Dlatego też za moją prośbą, służąca narzuciła na moje ramiona coś w rodzaju ciepłego, eleganckiego szala, którego spód obszyty był białym futrem jakiegoś zwierzęcia.
     Kiedy byłam już w pełni gotowa na kolację w towarzystwie "Chodzącego Zła", służąca pośpiesznie zaprowadziła mnie na miejsce, którym okazała się być zupełnie inna jadalnia, niż ostatnim razem. To pomieszczenie było o wiele mniejsze, a co za tym idzie, sprawiało wrażenie cieplejszego i przyjemniejszego. Pomarańczowe języki ognia, które walczyły o dominację w kamiennym kominku, podnosiły temperaturę wewnątrz, jednocześnie rzucając dodatkowe światło na znajdujące się wewnątrz meble, a także i samego króla Hav'caarena. W owym świetle, jego sylwetka zdawała się być jeszcze bardziej masywna, zupełnie tak, jakby została wykonana z kamienia. Ciekawiło mnie, czy onieśmielająca aura, jaka otaczała ciemnowłosego, była zasługą jego arogancji i nieznającej granic pewności siebie, czy może też chodziło o samą grę ciała oraz opanowaną mimikę twarzy. Cokolwiek to nie było - działało jak cholera.
     Gdy mężczyzna zwrócił uwagę na moją obecność, przyjrzałam się uważnie jego prawemu profilowi twarzy, gdyż lewy nadal pozostawał w cieniu. Próbowałam doszukać się jakiś oznak poprzedniej ekspresji, potwierdzenia, że to co widziałam z rana nie było tylko wymysłem mojej bujnej wyobraźni. Niestety, tak jak przewidywałam, na próżno było się tego doszukiwać. Żelazna maska ponownie oplotła twarz stalowookiego, panując nad każdym najmniejszym mięśniem.
     - Nie chcąc być bezczelna, wasza wysokość, ale czym sobie zasłużyłam na to zaproszenie? - spytałam niewinnie, kiedy zasiedliśmy oboje do stołu, a służba poczęła wnosić potrawy. Specjalnie dobrałam w swej wypowiedzi słowo "zaproszenie", by nieco podrażnić się z władcą Iudicum. Wiedziałam doskonale, że sam nigdy nie nazwałaby tego w ten sposób, chociaż dla osób postronnych, nieznających sytuacji, tak właśnie by to wyglądało.
------------------------------------------------------------------------------------
6 stycznia 2018
39.


Dłoń piekła jak od oparzenia, ale kiedy spojrzałem na jej wewnętrzną część, skóra nie była zaczerwieniona, jak się tego spodziewałem. Nic nie było widać i to zdawało się najbardziej niepokojące. Jednak ból był realny i nie pozwalał mi na skupienie, przenikał do najgłębszych nerwów i nie słabł z czasem. Cokolwiek się tam znajdowało, na plecach dziewczyny, było mocno związane z jej Mocą i wszystkim, co w niej tak wyjątkowe
Ponownie przeniosłem spojrzenie na księżniczkę, która najwyraźniej nie zamierzała podzielić się ze mną informacjami. Prychnąłem gniewnie, nie wierząc oczywiście w jej słowa, jakoby nie miała o tym pojęcia. Czyżby jeszcze nie zdała sobie sprawy z tego, że i tak się dowiem? Że zobaczę wszystko, że nie będzie możliwe zachowanie przede mną niczego, skoro jej ciało i dusza należały do mnie – może jeszcze nie w tej chwili, ale w przyszłości całkiem dosłownie. Odczekałem bez ruchu, aż dziewczyna podniosła się na nogi, jednocześnie gryząc i przełykając złość oraz ból, który trawił już moją rękę aż do łokcia. Czułem za sobą obecność Calisty i gdybym się teraz do niej obrócił, pewnie zostałbym poczęstowany lekkim, przesyconym ironią uśmiechem. Właśnie dlatego nie spojrzałem w jej stronę nawet kątem oka; już dość miałem patrzenia na mnie z góry i sprzeciwów. Przez ostatnie dwa dni nasłuchałem się ich więcej, niż przez cały ostatni rok.
Cierpliwość i cisza się opłaciły, bo już po chwili księżniczka odpowiedziała na moje pytanie; choć odpowiedzi tej nie mogłem nazwać zadowalającą. Wciąż nie spuszczałem z niej czujnego spojrzenia. Cholernie interesowało mnie, co znajduje się na jej plecach i w jaki sposób łączy się to z jej Mocą. Może to był krok do rozwiązania zagadki i przyspieszenia procesu, ale nie wykluczałem, że było wręcz przeciwnie. Niestety, coś czułem, że obejrzenie rzekomego znaku nie będzie łatwym zadaniem. Księżniczka z pewnością nie pokaże mi go tak po prostu i może nie chodzić nawet o intymność i wstyd, ale zwykłą, ludzką chęć robienia mi we wszystkim na przekór, w czym do tej pory okazała się być najlepsza.
— To prawda — odpowiedziałem powoli na jej zaczepkę, mrużąc przy tym gniewnie oczy.
Ból przysłaniał mi widok i nie pozwalał na zebranie myśli; a najgorsza w nim była ta okropna stałość, fakt, że się nie pogarszał ani nie słabł. Czułem, że powinienem się w tej chwili skupić, wysilić umysł i wybadać całą sprawę, ale zwyczajnie nie mogłem. Tatuaż, przeklęte znaki... Nie wiedziałem o nich dość, żeby w tym stanie powiązać wszystko w całość. Musiałem poczytać o tym więcej, ale najpierw pozbyć się bólu. I wymyślić sposób, żeby zobaczyć znak pokrywający plecy dumnej księżniczki. W głowie już klarował mi się pomysł, lecz musiałem z nim poczekać na odpowiednią chwilę. Poza tym, nie chciałem żeby była świadkiem mocy Calisty po raz kolejny, zwłaszcza że wcześniej nie była w pełni świadoma tego, co się stało.
Jej kolejne słowa ponownie spowodowały falę wściekłości. Owszem, gdyby powiedziała o tym od razu, zażądałbym pokazania mi go, zobaczyłbym go płacąc za to każdą cenę. Może trafność jej spostrzeżenia zirytowała mnie tak bardzo.
— Widzisz sama, że nie wyszłaś na tym najlepiej — odwarknąłem, cedząc słowa przez mocno zaciśnięte zęby. — Każda rzecz, którą przede mną ukrywasz... W końcu zrozumiesz, że to najczęściej obróci się przeciwko tobie — dodałem, zaciskając tylko zdrową dłoń w pięść, drugą pozostawiając nieruchomo, co z pewnością nie uszło uwadze księżniczki.
Nie mogłem wdawać się w tej chwili w bezsensowne kłótnie z dziewczyną. Rozluźniłem dłoń niemal natychmiast i pozornie opanowałem swoje emocje; ból był nie do zniesienia i nie miałem zbyt wiele czasu, zanim dziewczyna się o tym zorientuje. A ja nie miałem w zwyczaju pokazywać po sobie jakiejkolwiek słabości.
— Odpocznij. Spotkamy się na kolacji po zachodzie słońca — powiedziałem nieco zbyt szybko, po czym odwróciłem się i wróciłem do zamku, a za mną bez słowa czy gestu jak cień podążyła Calista.
Do głównego korytarza doszedłem spokojnym, dostojnym krokiem, ale za pierwszym zakrętem rzuciłem się gwałtownie przed siebie. Demonica, niższa ode mnie, musiała praktycznie biec aby za mną nadążyć. Wreszcie znalazłem się w jednej ze swoich komnat i przez chwilę stałem oparty plecami o drzwi, dysząc głośno, a szeroko otwartymi oczami gapiłem się w  przestrzeń. Calista bez słowa ujęła moją rękę. Wtedy ból eksplodował, aż wrzasnąłem, a krzyk ten wstrząsnął całym bogato zdobionym pomieszczeniem. Sekundy rozciągnęły się gwałtownie i zdawały się trwać wieczność, aż w końcu ból po prostu zniknął, rozproszył się, pozostawiając po sobie tylko nieprzyjemne wrażenie zdrętwiałych palców lewej dłoni.
— I tak się dowiem — syknąłem, wyrywając jej rękę i nawiązując do faktu, że Calista wiedziała o tatuażu więcej niż jakikolwiek człowiek czy księga. Oczywiście nigdy się ze mną nie podzieli tą wiedzą, takiej władzy żaden człowiek nie mógł zyskać nad demonem. Jeszcze nie. W każdym razie, nie było również mowy o podziękowaniach; potwór zrobił tylko to, co do niego należało. — Zostaw mnie.
— Tak jest, panie — odpowiedziała bezbarwnie, skłoniła się nisko i wyszła.
Kiedy zostałem sam, maska rozkruszyła się na miliard kawałków i opadła. Z miękkimi kolanami, ledwo doszedłem do wielkiego fotela w kącie komnaty i opadłem na niego zupełnie bez sił. Charczałem cicho przy każdym wdechu, powieki zrobiły się strasznie ciężkie, a ciało wydawało się być odrętwiałe i obce, jakbym był w nim przypadkowym, niechcianym gościem. Jarzmo, które nosiłem, z każdym zaklęciem robiło się coraz cięższe. Musiałem jak najszybciej odnaleźć sposób na dotarcie do klątwy księżniczki.
Czas zdawał się kończyć z każdym dniem, a przede mną było jeszcze tyle pracy...
Pozwoliłem sobie na odsunięcie tych myśli i krótki odpoczynek. Teraz, kiedy nikt na mnie nie patrzył i nikt nie wymagał siły, stanowczości i odwagi, mogłem zasnąć, zapaść w urywaną drzemkę, która i tak nie przyniesie odprężenia.

Mimo wszystko, wieczorem czułem się lepiej. Ciężar ponownie zdawał się być mniejszy – stwierdziłem, że to klątwa księżniczki Cataleyi zadziałała na mnie tak mocno i popadłem w przesadę, której na szczęście nie było świadka. Freya zaszyła się gdzieś w zamku, zapewne miała te dni, a Draven wciąż nie wrócił. Panował względy spokój, oczywiście poza godziną wizyt, podczas których do sali tronowej przychodzili ludzie ze swoimi sprawami, których musiałem wysłuchiwać.
W końcu jednak nadszedł czas kolacji, więc znalazłem się w jadalni, której chłód rozpraszał ogień trzeszczący w wielkim, kamiennym kominku. Było to inne pomieszczenie niż to, w którym jedliśmy z księżniczką po raz pierwszy. Tam wciąż w powietrzu unosił się zapach jej krwi zbyt mocno, bym mógł spokojnie z niego korzystać. Ta jadalnia była mniejsza, a na podłodze leżały niedźwiedzie skóry. Całe pomieszczenie było mniej profesjonalne i bardziej przytulne, głównie ze względu na ów kominek i ustawione przed nim dwa miękkie skórzane fotele. Stałem właśnie przy ogniu, rozkoszując się jego ciepłem na twarzy, kiedy służąca ogłosiła księżniczkę Cataleyę. Chwilę później dziewczyna weszła do pomieszczenia, a ja rzuciłem jej przez ramię krótkie spojrzenie.
— Zjedzmy — rzuciłem krótko, kierując się w stronę stołu i zajmując jedno z miejsc.
------------------------------------------------------------------------------------
38.
     Chwila, w której straciłam panowanie i pozwoliłam, by wszystko wymknęło się spod kontroli, była niczym niekończąca się wieczność. Intensywność odczuwanych bodźców zewnętrznych, jak i wewnętrznych, doprowadzała mnie na skraj szaleństwa. Czułam się kompletnie wyczerpana; drgające i palące żywym ogniem mięśnie dawały jasno znać, że będę w stanie kiwnąć choćby palcem. Krew szumiała w uszach na tyle chaotycznie i głośno, że chwilowo straciłam poczucie orientacji. Czarne plamy zasłoniły obraz na świat, powodując, iż zakręciło mi się w głowie. Nie pomagało przymykanie powiek, ani nawet branie głębokich wdechów. Jedynym co powstrzymywało mnie przed omdleniem był silny, aczkolwiek nie raniący, uścisk na ramionach, który mogłam powiązać jedynie z postacią Króla Eirika.
     Opanowujące mój umysł otępienie, jak i rozprzestrzeniający się w każdej części ciała ból, powodowały, że nie potrafiłam się na niczym skupić. Nie działała na mnie ani bliskość ciemnowłosego mężczyzny, ani czysta furia niewiedzy, jaka czaiła się w jego zlodowaciałym spojrzeniu. Nawet jego słowa tworzyły w mojej głowie jeden, splatający się bełkot, z którego wyłapałam jedynie imię: Calista. Następnie wszystko zadziało się w zawrotnym tempie. Przed twarzą mignęły mi ognistorude włosy, które wydawało mi się, że wcześniej już gdzieś widziałam. Potem poczułam na pulsujących skroniach zimne dłonie; wraz z dotykiem oślepiło mnie szmaragdowe światło. Zesztywniałam na sekundę, jakby moje ciało przeszedł niebezpieczny prąd, po którym nastąpiło długo wyczekiwane ukojenie. Przyjemny chłód zalał każdą cząstkę mego ciała, które jeszcze przed chwila trawił niewidzialny ogień. Płuca zdawały się wyrwać spod niebezpiecznych objęć i zaczerpnęły utęsknionego tlenu, podczas kiedy mięśnie rozluźniły się, sprawiając, iż stałam się kompletnie wiotka. Gdybym nadal nie była utrzymywana przez mocne objęcie króla Hav'caarena, już dawno opadłabym bezsilnie na trawę.
     Nie wiem ile czasu trwała cisza, jaka zapanowała po tym nieoczekiwanym incydencie, jednak chłonęłam z niej najwięcej jak mogłam. Myśli galopowały po mej głowie niczym stado dzikich rumaków, a ja nie potrafiłam rozstrzygnąć, jak powinnam postąpić w obecnej sytuacji. Zagubienie oraz paraliż ogarnęły mnie do tego stopnia, że straciłam kompletnie na czujności. Nim zorientowałam się, że ciepła dłoń niebieskookiego wędruje w dolną partię moich pleców, było za późno na reakcję. Tatuaż natychmiastowo odpowiedział na nagły kontakt fizyczny, raniąc władcę Iudicium, z kolei u mnie powodując salwę bolesnych dreszczy. Wzdrygnęłam się z bólu, opadając na trawę, jak tylko ciemnowłosy wycofał się gwałtownie, będąc kompletnie zszokowanym tym co się przed chwilą stało. Zacisnęłam mocno zęby na wnętrzu policzka, wlepiając twarde spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt na ziemi.
     Co to jest? Co to jest? Co to jest?
     Cholera. Nic logicznego nie przychodziło mi do głowy, z kolei kłamstwo wydawało się być mocno nie na miejscu. Nie teraz. Nie po tym, co przed chwilą się wydarzyło.
     Przeniosłam powoli swoje błękitne tęczówki na stojącą za mężczyzną, rudowłosą służącą, w której rozpoznałam tą samą kobietę, która pierwszego dnia zaprowadziła mnie do sali tronowej. Już wtedy czułam, że coś było z nią nie tak. Teraz byłam tego pewna. Nie bez powodu Hav'caaren zawsze trzymał ją blisko siebie.
     - Nie wiem - wymamrotałam zachrypniętym głosem, powstrzymując kumulujące się wewnątrz mdłości. Westchnęłam ciężko, wciąż czując na sobie świdrujący wzrok. - Naprawdę, nie mam pojęcia! - syknęłam nieco rozdrażniona, gdy usłyszałam prychnięcie króla Eirika i skrzyżowałam się z jego gniewnym spojrzeniem. Irytowało mnie nie tylko jego postawa oraz uporczywa ciekawość, ale także to, w jakiej sytuacji się znajdowałam. Kiedy spoglądał tak na mnie z góry, czułam się niczym upolowana zwierzyna, niezdatna do samoobrony. Nie chciałam się tak przy nim czuć. Nie mogłam, to było zbyt niebezpieczne.
     Dlatego zebrałam w sobie wszelkie siły oraz determinację i podniosłam się powolnie na równe nogi, ignorując uparcie palenie mięśni. Wyprostowanie się oraz przyjęcie nienagannej pozycji było niemożliwe, ale nawet sam ciemnowłosy wyglądał na wyczerpanego i ledwo trzymającego się pionu. To dodało mi nieco odwagi, a także pewności siebie.
     - Tatuaż, znamię, przeklęty znak, pieczęć... Słyszałam już różne wersje, ale żadna nie została potwierdzona - wyznałam po dłuższej chwili ciszy, odgarniając z twarzy niesforne kosmyki włosów. - Cokolwiek to jest, nie jest to nic dobrego... o czym chyba sam zdążyłeś się przekonać - dodałam być może zbyt buńczucznie, co zaraz stłumiłam cichym chrząknięciem. Wolałabym by na tym temat się zakończył i nie był więcej poruszany, ale wystarczyło jedne spojrzenie w zimne oczy króla, by dostrzec budzącą się w nich ekscytację oraz skrywane szaleństwo. Pytania zapewne tworzyły już w jego głowie nierozerwalny supeł, który mogły rozwiązać jedynie odpowiedzi. A żeby je zdobyć, ja stanę się najpewniej celem eksperymentów. Wszelkie ludzkie cechy, jakie jeszcze udało mi się zachować w oczach Hav'caarena zniknął i zostaną zastąpione obrazem ciekawego obiektu do badań. A tego właśnie pragnęłam uniknąć.
     - A fakt, czemu to przed tobą ukryłam, wasza wysokość, znamy chyba oboje, nieprawdaż? - spytałam arogancko, spoglądając mu wyzywająco w oczy. Widziałam na jego twarzy zarys czystej furii mówiącej o tym, iż nie pojmował, skąd miałam czelność zataić przed nim coś tak istotnego. Cóż, byłabym kretynką przyznając się do tego bez walki.

------------------------------------------------------------------------------------
5 stycznia 2018
37.



        Fala pytań nie nadeszła; w istocie nie padło z jej strony ani jedno. Mógłbym powiedzieć, że cieszył mnie brak konieczności tłumaczenia wszystkiego po pięć razy, gdyby nie fakt, że księżniczka i tak musiała otwierać usta, żeby prychać i warczeć niczym kocica, a nie szanująca się córka króla w obecności swojego władcy. Łypnąłem w jej stronę złym spojrzeniem.
        Oczywiście mówiłem tylko powierzchownie, o najmniej istotnych rzeczach, przekazywałem jej same ogólniki. Coś, co dało się wyczytać w każdej księdze traktującej o Mocy, magii i czerpaniu. Nie mogłem zdradzić zbyt wiele, przekazać zbyt cennych informacji, z których na tym etapie mogłaby zrobić bardzo szkodliwy dla otoczenia użytek. Cóż, jak okazało się chwilę później, kiedy odpowiedziała na najmniej istotną część mojej przemowy – i to jeszcze nie na temat – nawet bez tej wiedzy była nieprzyjazna dla środowiska. Póki co nie nadszedł żaden atak, ale para królewska Mareaury opowiedziała mi wystarczająco wiele, żebym nie wyczekiwał go z utęsknieniem. Podjąłem pewne kroki zapobiegawcze, ale nie były one stuprocentowe. Może nie dawały nawet płowy szans na zapobiegnięcie katastrofy, kiedy jej Moc wyrwie się na wolność w niespodziewanym momencie.
        — Może nie znalazłaś się jeszcze w sytuacji, która popchnęłaby cię do uleczenia swojego ciała — wycedziłem przez mocno zaciśnięte zęby w odpowiedzi na jej słowa. Niepotrzebnie wdawałem się w bezcelowe dyskusje i zdawałem sobie sprawę, że powinienem był je ignorować. Ale w tym momencie, patrząc na nią... Budziło się coś we mnie. Coś złego, wijącego się pod skórą niczym jadowity wąż.
        Istotnie wierzyłam – ba, ślad tej wiary w postaci poszarpanej na krawędziach blizny wciąż zdobił wnętrze mojego uda – że zraniony, wyjący z bólu człowiek posiadający Moc, jeśli znajdzie się w sytuacji bez wyjścia, spróbuje zatamować krwawienie, zszyć mięśnie, złączyć złamaną kość. Jeśli nie on sam, instynkt przetrwania weźmie górę nad rozsądkiem i przestrogami. W momencie zagrożenia życia różne rzeczy przychodzą do głowy, ale czy sam nie wiedziałem o tym najlepiej? Wbiłem spojrzenie w profil skupionej nad pąkiem kwiatu dziewczyny. Chciałem powstrzymać ją od popełniania błędów, które sam zrobiłem?
        Po plecach przebiegł mi lodowaty dreszcz. Ta ścieżka rozmyślań wiodła w złą stronę. Nostalgia i rozdrapywanie przeszłości, a także delikatna nić przywiązania do Cataleyi, która w wielu aspektach była taka sama jak ja kiedyś, bardzo dawno temu nie powinny były się w ogóle pojawić. Odciąłem od siebie te uczucia bardzo sprawnie, jakbym wykonał od niechcenia machnięcie dłonią, strząsając przy tym nic nieznaczący pyłek z ramienia. Powrócił chłód podsycany wściekłością i zazdrością. Z tym czułem się o wiele pewniej. Należało pamiętać, że tylko w ten sposób można coś uzyskać; będąc bardziej człowiekiem niż demonem z każdą podjętą decyzją tylko spada się w otchłań. Barki przyciska do ziemi przywiązanie, którego nie mogłem i nie chciałem czuć. Charakteryzowało słabość i niemoc. Ja byłem potęgą.
        Na moment straciłem czujność i bardzo późno zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak. Powietrze było naelektryzowane, a włosy księżniczki delikatnie, nienaturalnie się w nim unosiły. Moc falowała gwałtowniej niż wcześniej, zdawała się wyzierać z wnętrza ziemi prosto w niebo nad nami, w tej chwili zasnute chmurami i robić w nich przesmyk. Syknąłem gniewnie pod nosem, ale nie zdążyłem wykonać nawet ruchu, sparaliżowany opływającym mnie, gęstym od Mocy powietrzem. Zdołałem tylko wbić spojrzenie w Cataleyę, zdjęty nagłym strachem i wściekłością, że nie byłem przygotowany na coś takiego. Dziewczyna wydawała się krzyczeć, z lekko uchylonymi ustami, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Dopiero kiedy padła na ziemię, coś się we mnie odblokowało.
        Dopadłem do niej w jednym długim skoku, uklęknąłem na ziemi koło niej i obiema rękami złapałem ją za ramiona. Nie rozumiałem co się dzieje; poza tym działo się to zbyt szybko. Było pewne, że coś sprawia jej ból. Ale co, nie miałem pojęcia. Czerpanie było może ledwie nieprzyjemne, wzięcie więcej niż się jest zdolnym utrzymać – co zapewne uczyniła księżniczka tuż przed atakiem – mogło powodować dyskomfort. Ale nie coś takiego. Dziewczyna nie zaczerpnęła na tyle, żeby to miało prawo się stać.
        Czułem, jak niemoc i strach wywołuje we mnie silną, żrącą mnie od środka frustrację. Nie lubiłem prosić o pomoc ani nawet jej żądać. W tej chwili jednak więcej mógłbym zniszczyć niż naprawić, a dziewczyna była zbyt cenna, żeby jej zdrowie przypłacić moją królewską dumą.
        — Calista. — Ledwie wyszeptałem jej imię, pojawiła się obok mnie jakby wyrosła spod ziemi. — Cokolwiek się dzieje, uśmierz jej ból. I powstrzymaj to — powiedziałem, a może tylko poruszałem ustami, z których również nie wydostawał się dźwięk. Mimo to usłyszała mnie. Oczywiście, że usłyszała; nie była człowiekiem.
        Wciąż trzymałem księżniczkę w objęciach, kiedy rudowłosa kobieta w stroju wysoko postawionej służącej ukucnęła naprzeciwko nas i obie dłonie przyłożyła do skroni Cataleyi. Demony różniły się od ludzi tym, że nie musiały wiedzieć, jak coś działa, żeby na to wpłynąć. Mogła nie znać przyczyny bólu – w co wątpiłem; przypuszczalnie Calista wiedziała o wiele lepiej ode mnie co się dzieje – ale i tak mogła na ową przyczynę wpłynąć. Nie musiała też mówić; ich ograniczenia były o wiele mocniej przesunięte w stronę wszechmocności. Poczułem drgnięcie Mocy innej niż dotychczas, brudniejszej, gwałtowniejszej, żyjącej w wiecznym ruchu oraz chaosie. Calista otworzyła oczy bez tęczówek i białek, emanujące szmaragdowym światłem.
        W tej chwili ciałem księżniczki przestały wstrząsać dreszcze. Demon cofnął się i znów wyglądał na zwykłą służącą, patrzącą na mnie bez cienia emocji na twarzy; choć gdyby mogła, najpewniej rozszarpałaby mnie na miejscu. Teraz nie było to istotne. Wcześniej, kiedy patrzyłem na Cataleyę zanim upadła na ziemię, wydawało mi się, że coś jest nie w porządku. Wykorzystałem chwilę, w której dziewczyna jeszcze się ode mnie nie odsunęła i zsunąłem dłoń niżej na jej plecy, a dokładnie na lędźwie. Gdybym był zwykłym człowiekiem, nie poczułbym tego. Ale nie byłem zwykłym człowiekiem – coś tam było, mocno związanego z Mocą, wibrującego i gorącego na tyle, że oparzyło mi dłoń przez ubrania. Cofnąłem ją z cichym syknięciem i wypuściłem dziewczynę z objęć.
        Myśli wirowały mi w głowie z zawrotną prędkością. Choć nic nie zrobiłem, nagle poczułem się wyczerpany. Dłoń piekła mnie niemiłosiernie i nie przestawała, mimo że dawno powinna. Podniosłem się z trudem na nogi, świat zawirował dookoła mnie kilka razy, aż w końcu się zatrzymał, a ja mogłem wziąć oddech.
        Martwe spojrzenie zawiesiłem na dziewczynie. Cokolwiek się ze mną stało, pochodziło od niej i wątpiłem, aby to było jej celowe działanie.
        — Co to jest?
        Choć w ogrodzie przez nagromadzenie Mocy i czarów zrobiło się gorąco, mój głos był zimny.
------------------------------------------------------------------------------------